Przejdź do komentarzyDlaczego lubię limeryki
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Królestwo za kota
Autor
Gatunekporadnik
Formaartykuł / esej
Data dodania2017-03-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1705

Dlaczego lubię limeryki



Lubię rzeczy śmieszne i lubię intrygę kryminalną w powieściach. Być może moja sympatia dla limeryków jest właśnie z tym związana. Bo limeryki są śmieszne i wymagają od autora poczucia humoru, a także zastanawiania się nad budową wiersza, podobnego do rozwiązywania zagadek. Tylko tyle? Aż tyle!

Wisława Szymborska nazwała limeryk „niesfornym ziółkiem z ogrodu literatury angielskiej”, które „jakoś dziwnie przyjęło się też w Polsce, grunt okazał się podatny. Wyhodowaliśmy nawet własnych mistrzów, z których możemy być dumni”.

Czymże jest to ziółko i jak je jeść? Zgodnie z definicją jest to miniaturka liryczna z gatunku poezji humorystycznej, wierszyk o treści groteskowej i pure nonsense i o ściśle określonej budowie. Pojęcie pochodzi od angielskiego miasta Luimneach w Irlandii i kojarzy się ze słownymi zabawami w męskich klubach wiktoriańskiej Anglii, w college`ach i na kampusach angielskich i amerykańskich uczelni, gdzie kształcących się panów rozśmieszały limeryki nieprzyzwoite, pornograficzne i bluźniercze. Efekt humorystyczny daje użycie dziwacznych rymów, kalamburów, gry słów, neologizmów i przeróżnych zabiegów stylistycznych i leksykalnych.

O budowie limeryków najlepiej piszą Anna Bikont i Joanna Szczęsna na przykładzie limeryku autorstwa Macieja Słomczyńskiego:

„Limeryk jest rymowaną anegdotą. Pierwszy wers przedstawia głównego bohatera i miejsce akcji. Wers ten najczęściej kończy się nazwą miejscowości.


Płetwonurkowi z miasta Pekin



W następnej linijce powinna się zawiązać akcja i pojawić zapowiedź dramatu, konfliktu, kryzysu. Może się też objawić druga postać. Rymuje się z pierwszym wersem (aa).


Urodę życia odgryzł rekin.



Trzeci i czwarty wers w klasycznym limeryku jest zawsze krótszy; chodzi o to, by wzmocnić efekt niespodzianki. W tym miejscu rozgrywa się zasadniczy konflikt, tu mamy do czynienia z kulminacją wątku dramaturgicznego. Pojawia się nowy rym (bb), który silnie wiąże ze sobą oba te wersy.


I choć czytał Mao,

Lecz nie odrastao,



Ostatnia linijka przynosi rozwiązanie, najlepiej nieoczekiwane, absurdalne, nonsensowne, no i ma się rozumieć zabawne. Rymuje się z pierwszym i drugim wersem, dając strukturę aabba. Kiedyś była echem linijki pierwszej, ale większość współczesnych limerystów zrezygnowała z tego, uważając, że takie powtórzenie zubaża i treść, i formę.


Więc pracował jako damski manekin.


Limeryk erotyczny łatwo może zniżyć się do poziomu wulgarnego. Michał Słomczyński, tłumacz wszystkich dzieł Szekspira, autor kilku tysięcy limeryków, powtarzał, że „do podstawowych reguł limeryku, prócz nazwy miejscowości w pierwszym wersie i układu rymów aabba, należy też plugawość”. I podobno nie mamy pojęcia, jak świńskie były limeryki, które powstawały w wiktoriańskiej Anglii.

A jednak, publikując własne limeryki, Słomczyński czasem przerabiał je i osłabiał słownictwo, jak na przykład w następującym wierszyku:


Brazylijczyk z prowincji Parana

Pragnął posiąść w pampasach barana.

A baran: `Beee, bee,

Ależ zostaw ty mnie!

Czyż nie widzisz, żem ja fatamorgana?`


Utrzymanie limerykowej formy może prowadzić do wulgarnych rymów, ale bywa i odwrotnie, znalezienie oryginalnego rymu osłabi wulgarność. Pomaga w tym elegancja stylu, jak w bardzo często cytowanym limeryku (także Słomczyńskiego):


Mówi pani do chłopca w Tuluzie:

`Czemu rżniesz mnie tak marnie, łobuzie?`

A on rzecze jej: ` Pani,

choć szacunek mam dla niej,

na zbyt wielkim pracuję tu luzie`.


Nie będę się rozpisywać na temat sprośnych, erotycznych czy pornograficznych limeryków, bo zasada jest ta sama. Tak naprawdę tematem limeryku było i może być wszystko. Inne przykłady? Proszę bardzo. Najpierw klasyk, Edward Lear, którego limeryki wydają się dziecinne:


Raz żyła młoda dama w Egipcie,

której nos stale rósł razem z pypciem;

aż rzekła (gdy po roku

straciła go z widoku):

`Żegnaj, pypciu! Nie ujrzy już nikt cię`.

(tłum. z ang. Andrzej Nowicki)


Coś z kuchni:


Herr Hans Hoechs, germanista z Macao,

jest nieprawdopodobnym jąkałą.

Kelner pyta: `Co podać, Herr Hoechs?`,

a on: `K-k-k-k-k-k-keks

i k-k-k-k-k-k-kakao`.

(Stanisław Barańczak)



I coś z knajpy:



Słynna w Bonn barmanka Duża Fela

`NIECH MI ŻADEN CHAM SIĘ NIE OŚMIELA`

Wypisała na biuście; jej zadek

Ma na sobie na wszelki wypadek

Ten sam napis alfabetem Braille`a.

(Stanisław Barańczak)



Można pisać zoologicznie:


W środku pampy śpiewał gaucho Bruno:

„Dźwięcz, gitary mej miłosna struno!

Podnieca mnie dama,

I pastuch, kawał chama,

Ale lama to numero uno!

(Stanisław Barańczak)



Był pewien pan z Krakowa,

Który niedźwiedzie hodował

I zawsze po obiedzie

Tańczył z jednym niedźwiedziem,

A właściwie to była krowa.

(Konstanty Ildefons Gałczyński)


Biograficznie:


Raz Mozarta bawiącego w Pradze

obsypały z kominka sadze.

Fakt, że potem, w ciągu pół godziny,

wymorusał aż cztery hrabiny,

jakoś uszedł biografów uwadze.

(Wisława Szymborska)



Historycznie:



Król Popiel, tyran i niecnota

bezsilnie się po wieży miota.

Osaczon przez zgłodniałe myszy,

srodze pogryzion charczy, dyszy:

„Kota! Królestwo dam za kota!”

(Wisława Szymborska)



Raz król Staś miał sjestę długą,

którą spędzał z wierną sługą.

Słudze było Bartek.

po obiedzie w czwartek

z nią pierwszym, a z Kaśką drugą.

(Jacek Urbański)



O wielkiej literaturze:



Książę, ojca i tronu przez stryja

pozbawiony, wciąż waha się: `Czy ja

pomścić podłą mam zbrodnię,

czy żyć z Ofcią wygodnie?`

W końcu ginie, lecz stryja zabija.

(Mikołaj Szymański)



Arystokratycznie:



Na przyjęciu przy księżniczce siadłem dumnie.

Jak się później okazało -- bezrozumnie.

Tak burczało jej w brzuchu,

aż dzwoniło mi w uchu,

ale wszyscy pomyśleli, że to u mnie!

(Grzegorz Gigol – tłum. z ang., autor nieznany)



Politycznie:


Pewien poseł wciąż klął dziennikarza,

że źle jego poglądy powtarza,

Tamten kupił z przeceny

jego list do Marzeny

i ogłosił go (bez komentarza).

(Mikołaj Szymański)



Pewien profesor ze Żnina

Zapragnął posiąść Stalina.

Może ów pan

Wykonałby plan,

Gdyby nie reakcyjna rodzina.

(Maciej Słomczyński)


Medycznie:


Z goryczą rzekł, patrząc się na ku-

tasinę swą starzec spod Baku:

`Sterczałeś tak dumnie

podobny kolumnie,

a teraz nie siusiasz, łajdaku!`

(Jakub Rożenek)


Wykorzystując humor sytuacyjny:


Raz w domu krzątając się dziadek

na szczęce swej siadł przez przypadek.

Więc babce rzekł: `Chcę, by

sprzątnięto te zęby,

bo znowu ugryzłem się w zadek!`

(Antoni Marianowicz – tłum. z ang., autor nieznany)


Pan Zenek (żył w mieście S. on)

rzekł żonie, żując salceson:

`Choć ja się nie palę,

przelecę cię, ale

nie będę zdejmał kaleson`.

(Jakub Rożenek)



Często są to zabawy językowe:


Ta rodzina nazywa się Stein.

Jest Gertruda, jest Rubin i Ein.

Proza Gerty to gniot,

gra Rubina -- sam wzlot.

Nikt nie pojmie, co głosił zaś Ein.

(Grzegorz Gigol – tłum. z ang., autor nieznany)


Pewien działacz imieniem Mao

narozrabiał w Chinach niemao.

Dobrze o nim pisao

usłużne „Żenmin Żypao”,

bo się bardzo tego Mao bao.

(Wisława Szymborska)


Pewien starszy mężczyzna z Quebecu

zwrócił się do robaka: `Robeku!

Pełzniesz mi przez serwetę,

lecz i tak wnet cię zgnietę!` --

Ta wymowa jest typowa w Quebecu.

(Stanisław Barańczak)



Amantem Francuzki Yvonne

był S-e-a-n (wymawia się: Szon)

z dalekiej Irlandii.

Słał kwiecia girlandy,

aż rzekła: `Dość tego. I won!`

(Antoni Marianowicz)



Raz pewien kawaler z Konstancy

straszliwej nabawił się francy,

Więc rzekł swej bogdance:

`Najdroższa, mam francę,

musiałem ją złapać niechcancy`.

(Jakub Rożenek)



W Karlovych Varach, w hotelu Pupp

leżał na marach zimny trupp,

a zrozpaczona u jego stóp

dziewczyna, której składał ślub

miłości wiernej aż po gróbp.

(Jacek Baluch)



Jest dżentelmen w mieście Lukka,

co nim wejdzie, to zapukka,

dziwiąc damy niesłychanie,

więc wyjaśnia: `Miłe panie,

kto wpierw pukka - czci nie brukka.

(Michał Rusinek)



Wskazówki techniczne dla piszących:

Oprócz wyżej wspomnianych zasad, że limeryk posiada pięć wersów (z których pierwszy, drugi i piąty mają jednakową ilość sylab, a trzeci i czwarty są równe sobie, ale krótsze o dwie lub trzy sylaby) i układ rymów aabba, bardzo ważna jest zasada jednolitego metrum. Oznacza ona, że każdy wers posiada taki sam rozkład sylab akcentowanych i nieakcentowanych.

Jak mówi Michał Rusinek w rozmowie z Joanną Szczęsną:

„Najważniejsze, żeby robić to rytmicznie, bo w limeryku stopa jest najważniejsza.

Ma się rozumieć, chodzi o stopę metryczną, to znaczy układ akcentowanych i nieakcentowanych sylab w wersie. Zwykle już pierwszy wyznacza rytm, czy będzie to anapest (sylaba nieakcentowana, nieakcentowana, akcentowana), amfibrach (nieakcentowana, akcentowana, nieakcentowana), daktyl (sylaba akcentowana, nieakcentowana, nieakcentowana) czy może trochej (sylaba akcentowana, nieakcentowana).”


Myślę, że autor limeryków, który ma dobre ucho i wyczucie rytmu, nie będzie musiał się nad tym długo zastanawiać, jeśli w fazie twórczej wypowiada wersy głośno i wyraźnie.

Nasze rymy powinny być dokładne i oryginalne. Wymóg dokładności rymu (pełna identyczność głoskowa w obrębie przestrzeni rymowej, np. wodzie - lodzie) podkreślała Wisława Szymborska. Stanisław Barańczak uważał, że:

„W kwestii dokładności jedyny wyjątek uczyniłbym dla rymów tzw. głębokich albo ogólniej bogatych, tzn. obejmujących więcej sylab albo materiału fonetycznego, niż potrzeba dla uzyskania prostego rymu-minimum. Rymy takie powinny też być w zasadzie dokładne, ale trafiają się z rzadka takie perełki (wymyślam na poczekaniu:  `adekwatnie - (wsadźcie) w zadek kwiat mnie`, że za ich spektakularne rozmiary albo bogactwo brzmienia wybaczamy im drobną niedokładność fonetyczną. Natomiast rymy składane, tj. obejmujące więcej niż jedno słowo - jak najbardziej, jeśli tylko robią wrażenie komiczne, tzn. domyślamy się w nich nie nieudolności autora, ale właśnie jego umiejętności w igraniu słowami`.

W rymach głębokich obręb przestrzeni rymowej wychodzi poza granice ustalone przez miejsce akcentowanej spółgłoski, np. łabędzie – tak będzie. Rymy głębokie są jednocześnie rymami bogatymi.

Rymy bogate to takie, kiedy w obrębie przestrzeni rymowej znajduje się więcej spółgłosek, jak na przykład szaleństwa – przekleństwa, deszcz – wieszcz. W rymach ubogich jest mniej spółgłosek jak te – swe, to – dno. Obręb przestrzeni rymowej w rymach składanych rozciąga się poza granice pojedynczego wyrazu, np. do dna – chłodna, bab ryk – fabryk.

Pułapką sylabową może okazać się dyftong, czyli połączenie dwóch samogłosek w jednej sylabie, na przykład Europa (słyszymy Ełropa), aula (ałla). Dotyczy to przeważnie sekwencji „au” lub „eu”. Jeśli samogłoska „u” brzmi jak „ł”, to tych samogłosek nie rozdzielamy.

Unikać powinniśmy rymów banalnych, czyli oklepanych czy częstochowskich. Banalność ich polega na częstym zestawianiu ze sobą, czytelnik dobrze zna ten zestaw, np. ojczyzna – blizna, kochać – szlochać.

Są to zasady, które jednak dość często są łamane. Niektórzy znani twórcy limeryków nie przykładają dużego znaczenia do niektórych z tych zasad lub też specjalnie je łamią.


Źródła, do których warto zajrzeć:



Wisława Szymborska, Rymowanki dla dużych dzieci, Wydawnictwo a5, Kraków 2003

Anna Bikont, Joanna Szczęsna, Żyje sobie limeryk w Krakowie,

www. niniwa22.cba.pl/zyje_sobie_limeryk_w_krakowie


Joanna Szczęsna, Michał Rusinek, Świntuszy jak Michał Rusinek,

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17191198,Swintuszy_jak_Michal_Rusinek


http://www.limeryki.pl/podstawy.html



  Spis treści zbioru
Komentarze (12)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Mam nadzieję, że autorzy, którzy od lat piszą limeryki, nie będą się czuli urażeni, że pojawia się teraz taki tekst. Napisałam go kiedyś dla siebie, aby zrozumieć, czym jest limeryk. Liczne przykłady uważam za inspirujące. A poza tym są po prostu śmieszne. :)
avatar
No, to sobie poczytałem! Jako, że ułożyłem wiele limeryków, to powiem tylko tyle, że gdybym miał wybrać pomiędzy rymem częstochowskim a tym bardziej wykwintnym wybiorę ten prosty.
avatar
Optymisto, wskazówki techniczne na koniec brzmią bardzo uczenie i skomplikowanie, ale myślę, że można o nich przeczytać i wiedzieć, że takowe istnieją. Jeśli o mnie chodzi, liczę na moje muzyczne ucho, czytam na głos, słyszę melodię i rytm. No i liczę sylaby na palcach. :) A przykłady innych autorów mogą być wzorem właśnie pod względem melodii i rytmu.

Bronmusie, gdyby nie "wydziwiania nawiedzonych znawców", limeryki by w ogóle nie powstały.
Zasady są potrzebne, żeby był porządek. W sztuce wyrażają przeważnie dążenie do jakiegoś ideału. Ale bez łamania zasad nie byłoby rozwoju, więc jest oczywiste, że powstają różnorodne dziełka, dzieła i "żadne dzieła".
avatar
Także lubię limeryki lilly,ale nie umiem ich pisać.Nie bardzo wychodzi mi czytanie instrukcji,dlatego,że nie lubię jej czytać.Jednak wskazówki się przydają,ze względu na dopracowanie tego,co się pisze,jednak nie one stanowią treść,najpierw treść,a później wskazówki.
Tak więc limeryki aż czytam.
avatar
Bronmusie, to, co skopiowałam w całości, jest podane jako cytat. Omówienie innymi słowami jest z podaniem źródła na dole tekstu. Zestaw przykładów nie jest wzięty z żadnej konkretnej strony, to zestaw mój własny.
I tu nie miejsce na epitety typu "uczony w piśmie faryzeusz". Nie wiem, jak do tego doszło i gdzie podawałeś te źródła, ale wiem, że limeryki janko pisze bardzo dobre. Mój tekst wstawiony jest nie z myślą o janko.
Annetulo, po to w tym tekście tyle przykładów, żebyś mogła napisać limeryk bez zastanawiania się nad teorią. Wystarczy wyczuć melodię, rytm i policzyć sobie sylaby. :)
avatar
Lilly, słusznie, że napisałaś ten tekst, bowiem nie wszyscy rozumieją jego istotę i myślą, że wystarczy napisać pięć linijek dyrdymałek. Dziękuję!
avatar
Może przypomnę te świetne limeryki poetów. A nuż będą dla kogoś natchnieniem i przestaniemy czytać uszczypliwości na temat innego autora na portalu.
avatar
Wielka nieśmiertelna literatura (podobnie jak każda wielka Sztuka) nie jest zastygłym betonem zastygłych kanonów i form - to żywioł, wolny od wszelkich gorsetów, ciasnych nakazów/zakazów i sztywnych reguł. To jedyna dostępna śmiertelnym ludziom przestrzeń prawdziwej wolności.

"Kto pisze wiersz, pisze dlatego, że język podpowiada mu lub po prostu dyktuje następną linijkę. Zaczynając swój utwór, poeta na ogół nie wie, jak go skończy."

/Josif Brodski na ceremonii wręczenia Nagrody Literackiego Nobla w Sztokholmie w 1987 r./
avatar
Powielanie gotowych wzorców szlifuje umiejętności rzemieślnika/wyrobnika - nie szlifuje tego, co najważniesze, a więc niepowtarzalnego, oryginalnego TALENTU.

Ten, kto pisze mistrzowskie limeryki, NIGDY nie zostanie laureatem Nobla. Nie za to w każdym razie
avatar
Nasza wybitna noblistka, W. Szymborska, w dniu wręczenia jej Nobla w swoim odczycie przed luminarzami światowej literackiej śmietanki, wywołując przy tym istne salwy gromkiego rozbawienia całego wysokiego gremium, w pewnym momencie powiedziała: "NIE WIEM, CO TO POEZJA" (cytuję z pamięci).

Kto chce przestrzegać teoretycznych reguł i form, wymyślonych przez nie Poetów i nie Pisarzy a przez literaturoznawców, będzie może nieźle nawet pisał, lecz nigdy nie stworzy niczego wiekopomnego
avatar
Bez mutacji i międzyrodzajowej wymiany genów mamy chów wsobny, czyli stagnację i powolne zamieranie.

Ludność południowej Grenlandii (kiedyś był to
zamieszkany Zielony Kraj, jak sama nazwa wskazuje) w ciągu paru stuleci wskutek oziębienia klimatycznego - które odcięło lodami wyspę od Atlantyku - skarlała do wzrostu max. metr 50 w kapeluszu tylko dlatego, że małżeństwa zawierano wtedy wyłącznie w obrębie tego samego klanu
avatar
Powtarzam: reprodukcja i wszelkie powielanie sztywnych wzorców prowadzi wyłącznie do uwiądu. Kopiując gotowce, skazujemy się na bycie dozgonnymi epigonami, zwykłymi naśladowcami sztuki w/g cudzego projektu. Tylko muły kręcą się w jednym i tym samym kieracie. Poeta ma skrzydła nie po to, by sobie samemu je przycinał.

"Wolności! ty dodaj nam..." itd., itd.

Ps. Co najmniej dziwi podobne zaskakujące stanowisko u Twórcy, słynącego ze swoich bardzo ciekawych licznych eksperymentów poetyckich
© 2010-2016 by Creative Media
×