Przejdź do komentarzyMittelstadt
Tekst 23 z 24 ze zbioru: Zapiski z pogranicza
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2018-01-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń668

Bóg-Ojciec oraz z milionem światłych uwag na wszystkich marginesach ta święta w piśmie `Biblia` były jedynymi znaczącymi kamieniami milowymi na jego kilkudziesięcioletniej już ścieżce życia.


Korpulentny, przysadzisty, z rozwianym rzadkim włosem i z szpakowatą brodą proroków, posiadacz aż trzech nad morzem pensjonatów i jednej wielkiej hurtowni wód nad zalewem, wiecznie na chodzie i zawsze w trakcie nie kończących się nigdy gorączkowych zabiegań i wszystkiego w polu swego widzenia dopilnowań, z żoną zdartą i zużytą świeżo rozwiedziony (i gdzie ten kamień milowy `Biblii`? tak zaczytanej, że aż... nieczytelnej??) z trójką dawno dorosłych, wielkich jak trzech tych budrysów-synów sam na sam z nimi na noże i kije te baseballowe (i gdzie ten Bóg-Ojciec w bodaj jednym tylko kamieniu milowym??) ciułał dzień w dzień skrzętnie namiętnie każdy grosz do grosza, aż się zebrało pół z groszy kosza - znany na całą Polskę chyba Mittlestadt senior. Wzór nad wzory jak do tej pory.


Któregoś słonecznego dnia pojechałam sobie tam nad ten ich zalew i w drodze powrotnej wstąpiłam spragniona do tej jego chrześcijańskiej hurtowni wód.


Wszystko w wysokim na chłopa, z siatki i z drutów, zardzewiałym na słupach ogrodzeniu (czy aby nie pod prądem?) wielkie psy trzy, ujadające wściekle tuż-tuż zaraz za siatką, jak te byki - i już z daleka straszne barbarzyńskie sprzed Chrztu Polski wrzaski:


- K..., czego wy chcecie ode mnie?!

- Stary dziadu, k..., pora ci na, k..., dawno bocznicę!

- Pysk zamknij, gówniarzu, bo ci przyp... olę!

- Stary capie, kurwiarzu, dziwkarzu! wal się!


... i sruuu! czymś w coś ktoś, aż szyby jakieś w drzazgi te rykoszetem po ścianach pooooooooszły!

... i w odwecie kolejne identyczne sruuu! A masz! a masz! a masz! Ilu synów-budrysów - tyle czymś ktoś za wrotami (basebollem może??) po czyichś szybach sruuu! sruuu! i jeszcze raz na dobitkę sruuu!


- Puk-puk! - to ja... w te ich hurtowni wrota... nieźle cała zestrachana ja... ale pić mi się chce okropnie, i nie pójdę przecież z powrotem nad ten zalew, żeby choć czymś te pragnienie swoje ugasić...


- .........................?? - cisza za wrotami jak makiem.


- Hallo! Dzień dobry! - to znowu grzeczniutka i pokorna zestrachana ja. - Czy kupię tutaj jakiś niegazowany napój?


- .........................


- Nieduży? Malutki? Tyci? Hallo!


- .........................


- Hallo! Przyjechałam nad zalew z daleka i pić mi się chce, a tu taka wielka z wodami hurtownia... Hallo...


- .........................


- Dziękuję.


kwiecień 1998

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Piękny fragment obrazka rodzimej egzotyki.
© 2010-2016 by Creative Media
×