Przejdź do komentarzyZa kurtyną tupią debiutanci
Tekst 15 z 19 ze zbioru: Grafolandia - kraina wątpliwości.
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2018-08-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń392


„ Ale naprawdę podniosłe jest opadanie kurtyny


i to, co widać jeszcze w niskiej szparze”. Wisława Szymborska


Śniły mi się wiersze, schodziły ze sceny, smutne, czarne. Bałam się ich,

uciekałam a one jak muszki mnie obsiadały. Oblepiały oczy, usta

i wołały:

- winna, kochałem

- winna, zostawiła

- winna, winna

Przekrzykiwały się, a każdy ziajał jakimś żalem. Bałam się strasznie,

bo nie dawały się odrzucić. Krzyczałam bezgłośnie, a one

dotykały mnie, przyklejały się do rąk i ust.

Z bezsilności, zaśmiałam się histerycznie.

Zamarły, strwożone patrzyły na mnie i ruszały swoimi mackami przenośni

ale patrzyły zdziwione.

Roześmiałam się znowu, bo miały takie zaskoczone gęby.

Nie wytrzymały, uciekły.

Wtedy zobaczyłam że jeden został,

przyglądał mi się uważnie, był taki mały

ale bardzo przepełniony goryczą, że wyglądał jak balonik.

Mrugnęłam do niego - podskoczył,

Pomachałam ręką.

Pokazałam, że ma podskoczyć wyżej, podfrunąć - kiwał głową że nie.

Otworzyłam okno.

I wtedy wiatr porwał go ku słońcu.


Było już jasno, kiedy obudziłam się i przypomniał mi się sen.

To już obłęd – pomyślałam. Przecież jestem jedną z wielu,

której wydaje się, że pisze lekkie drżące wiersze.

Lecz to ja drżę, a moje słowa wciąż są za twarde,

to stary beton.

Jestem dawno umarłą wewnątrz, wieczną aktorką. Za późno by się budzić

i szukać czasu przeszłego, pod ostatnim kalendarzem.


Kiedyś wmówiono mi, że piszę banialuki,

a to były wspomnienia.

Czy z wyrzutami sumienia /nie pamiętam / wiem, że nie byłam aniołem.

Tyle wszyscy przemilczeliśmy.


Pamięć zamazuje się szybko w zaklętym pragnieniu akceptacji.

Dawniejsze leciwe panie, chyba miały łatwiej.

Swoją pustkę wewnętrzną wplatały w skarpety dla wnuczków,

w palcach przesuwały korale różańca, modlitwą wymazywały wszystko

i szły prosto do nieba.

Dzisiejszym, szeroko otworzył się świat.

Stukają w klawiaturę, z marzeniem pobicia młodego kota, myszką w grach.

Lubią potyczki, rozmowy bez końca i jedno pytanie,

ile ty naprawdę masz lat?


Z posiwiałą wiedzą, wypchane śmieciami literackiej tandety,

dostarczanej latami w przyzwoleniu na kicz, z ciekawości

zaglądają na portale literackie.

I wcale nie z głodu, zgryzają poetycką delikatną odmianę „pierdolca” .

Już wiem dlaczego, te mniej gadatliwe, samotnie gasnące stare ptaki,

ruszają przez wersy….

Kiedyś i mnie pokusiło. Weszłam na portal literacki, bo zobaczyłam

trochę miejsca dla siebie, między metaforą a dosłownością

i stałam się anonimowym bytem dziwnej społeczności.

Z początku zawstydzona, z racji wieku,

z naręczem dawnych słów, zaczęłam znowu pisać.

od czegoś trzeba było zacząć…


długo baraszkowałam ze słowami

potem nosiłam je za poetami

sprężałam się by im dorównać

dziwne to były teksty

siadały na wysokich schodach

w dziwnym świecie stawały się zwykłe

jak logiczne obrazki baru szybkiej obsługi

z niewyszukanym menu

banalizm wyhodowany w ścianach mieszkania

na smyczy jadłociągu

szczeknięcie lata o palącym słońcu

dzień dobry

dzień nudny

kiwanie palcem u nogi.

Kiedy przeżuwałam swoje porażki;

zmieniając je w doświadczenia,

mąż przy śniadaniu, dokarmiając się telewizją

dziwił się:

Właściwie po co? /za przeproszeniem/ tak o niczym pieprzysz.


Wciąż rosło moje guano, pierdylion słów bez rewelacji.

Chociaż wiedziałam, że wypchane ptaki nigdy nie latają,

klawiaturą stukałam swoje komunikaty - jakby innego umysłu,

które czasem budziły jak pianie koguta, choć kulawe

brzmieniem nieznanej melodii.

Z początku, czytając wiersze gubiłam się.

Nowe niebo i stara ziemia.

Ten sam świat u każdego inny.

W pierwszej poezji mocno prześwitywało moje wnętrze

bez wstydu, bo w tym dziwnym teatrze

debiutów, modna jest spowiedź powszechna na scenie, ludzi

do końca nie spełnionych - w maskach.

Tu aktorzy słowami swobodnie, pałętają się między poetami,

bo tu można się pośmiać i wyć lirycznie - anonimowo, poczuć

że po drugiej stronie ekranu ktoś to odbiera. Stoisz sobie bez twarzy

i możesz mieć do woli czasu na scenie, grając w swojej sztuce

w swoim teatrze.


Tak często serce mi mówiło

napisz w końcu wiersz

chwyć nim za gardło tnij po niewzruszonych

zapal słowem światła jak wiekowy cud

jesteś czułym sejsmografem

bądź poetką

niech słowa krążą w powietrzu jak śnieg

i dziś jak gwiazdy niech świecą

nie potrafisz samotna marzycielko

więc uśmiechnij się

bo tylko radość jest święta

napisz wszystkim po prostu

jestem


Piłam kawę i spisywałam na kartce ten mój ostatni sen, gdy przybiegła moja malutka sąsiadeczka, którą lubię jak wnuczkę.

Co piszesz? - spytała, do szkoły nie chodzisz a piszesz.

To list?

Do kogo ?

- Ja do gwiazdora napiszę, napisz też - i pobiegła.

- No właśnie, dlaczego piszę – zamyśliłam się. Czy szukam jakiegoś rozgrzeszenia?

Dosyć, chyba powiem za Szymborską, bo wzbudzam uśmieszki myląc niektóre drzwi w świecie sztuczek językowych. Śmieją się ze mnie, że piszę spóźnioną puentę do sztuki, która właśnie schodzi z afisza.

Opadła kurtyna do końca.

Zostałam z rumieńcem wspomnień,

z radością słowa.


Chcesz to ci zatańczę moje tango

bo dźwięki słów w uniesieniu

każdy tańczy inaczej

lecz wszyscy:

jeszcze

jeszcze …

Chcę zostać w tym transie,

dopóki swędzą podeszwy.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×