Przejdź do komentarzyFrancois Ravaillac
Tekst 5 z 12 ze zbioru: 2018
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2018-10-26
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń402

Paryż, 1610 r.


Nie zapomnę nigdy egzekucji ojca mojego –

Królobójcy, człowieka bardzo pobożnego.

Służący i nauczyciel. Nigdy nie zbłądził.

Nie pozwolił, by Francją kalwinista rządził.

Kiedy nadszedł czas na wykonanie wyroku,

Pojechaliśmy na jeden z placów po zmroku.

Myślałem, że ojciec trafi pod gilotynę.

Zgotowano mu jednak tortury wymyślne.

Próbowano wydusić nazwiska wspólników.

Prawicę włożono do rozgrzanych węgielków.

Za to lewicę za grzeszną z góry uznano

I pod żadnym pozorem jej nie dotykano.

Dłoń, którą mnie tłukł i lał, do kości spalono.

Następnie, skórę ojca szczypcami szarpano.

Zdarto ją z jego rąk, nóg i klatki piersiowej.

Przygotowano roztwór cieczy rozpalonej.

Mieszanka siarki i wosku zalała rany.

Modląc się oraz krzycząc, ojciec był przytomny.

Następny w kolejce był olej i żywica.

Na końcu ciekły ołów wlano mu do pępka.

Po pół godzinie przyprowadzono rumaki.

Przytroczono je do kończyn ojca przez haki.

Wystrzelono z armaty i konie pobiegły.

Grube łańcuchy błyskawicznie się napięły.

Ojciec został rozpruty na kilka partycji.

Wtem tłum rzucił się na szczątki, celem konsumpcji.

Próbowano częstować polskiego magnata,

Jednak nie chciał wiedzieć, jak smakuje mój tata…


Co poradzić bez ojca, nie dano mi rady.

Takie już w dawnych czasach były Żabojady.

Fransła Ravalła,

Stracony na Placu de Gewła…

Fanatyczny katolik, który zamordował

I trafił do piekła, przed którym tak przestrzegał.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×