Przejdź do komentarzyPapuaci nie biore
Tekst 114 z 141 ze zbioru: kapelutnik
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2018-12-17
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń509

Autobus ruszył i kolebał się już prawie na kocim łbie. Śnieg zamknął dostęp do widoków, toteż Kimonowa zwróciła uwagę na pasażera, któren to, ignorując koguta, a we świni nie widząc nic świńskiego, odprawiał brewiarz.  

Był to że ksiądz. Odziany po bożemu. W surduty własne, ani ciasne, właśnie takie jak potrzeba. Z dziurkami zapiętymi na ostatni guzik -  jak przynależy komisarzowi nieba.  

Oderwał się na tę chwilę ode brewiarza i obrzucił szybko Kimonową. Spojrzeniem lisim, owocnym, i zabrukał - Usłuchałem co nieco, i widzę żeś Kimonowa zajęła się drogą krzyżową, pomijając atrybutant byłych Templariuszy? 

- Dlaczego byłych - wtrącił się Felisław. 

- Ano, racja. Ten cały zewłok, znaczy się unia europejska, to jedno wielkie templarium - powiedział, i już miał wrócić do amenin, kiedy to Kimonowa nagle się przesiadła. 

- A wie że ksiąc, co gadają? Że skarby - rzekła i zakryła usta torebką.  

- Ach, skarby. Byłem ja we watykanie. Ale tam, no cóż, wam Kimonowa mogę przecież powiedzieć - ucichł  lekko się czerwieniąc.  

Felisław pogryzał jabłuszko i milczał jako dyplomat, któren to ani me ani be. A za kukuryku zaraz go odegnali. 

- We Watykanie skarby są, ale zarazem ich nie ma - ksiądz przyjął minę wodza. 

- A jakby tak przenieść stolicę apostolską do Torunia - przejęłą się. 

- To się jeszcze rozważy - powrócił do brewiarza, albowiem widząc silne porshe prowadzone przez psa, uznał miłosiernie, że lud pracujący wprowadza go na niebezpieczne tropy.  

- No cóż. Jedziemy do Malborka po skarb - przyznał Felisław. Jednakowoż argument nieba jest już wdychalny i nic mu do tego, kto jedzie, a kto nie jedzie. I do tego jeszcze po skarb.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×