Przejdź do komentarzyHonorarium za epitafium
Tekst 69 z 63 ze zbioru: Moje wiersze
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2019-03-16
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń83

Podeszwa dźwiga pięćdziesięciolatka 

światła nie słuchają się, rozpraszają. 

Mlecznobiała uroda nie przetrwa na pewno 

w pierworodny sposób. 


Muszę przygotować legowisko 

ceremonię pogrzebową. 

Drobinki życia poczętego 

jak ikebanę ułożyć wokół siebie. 


Płyny ustrojowe uderzają do głowy 

natura właściwa artystom. 

Setki nawyków i dziwactw 

rozpływa się z łatwością. 


Na pustynnych białych skrzyżowaniach 

z ziemskich powłok 

przechodzę na drugą stronę. 


Zamożność mojej sylwetki 

nie cieszy się powszechną popularnością. 

Wszelkie porozumienie ze znaczeniami 

jest konieczne, jak temperatura powietrza. 


Zapakuję stare zdjęcia, wymyślone pejzaże 

sceny epizodyczne. 

Godziny spędzone w cieniu kandyzowanego drzewa

jako ostatni poczęstunek dla duszy i ciała. 


Świadomość niczego nie ułatwia. 

Życie wzbudza we mnie tęsknoty 

niektóre barwne i bezsensowne. 

Popatrzę na siebie z ciekawością 

delikatnie wystawię się za okno 

nadwrażliwość skruszeje na pewno. 


Rano muszę być na czczo. 


Za przezroczystą szybą kompletne odludzie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Kolejny wyalienowany liryczny "ja", skazany na wieczne bezludzie za szybą, gdzie by się nie był pojawił...

Pustynia istna dookoła (choć 38 milionów Rodaków na wyciągnięcie dłoni) przez całe 50.ciolecie jednostkowego życia - oto tego "ja" przedzgonne honorarium za całe jego pozgonne epitafium (patrz nagłówek wiersza)
© 2010-2016 by Creative Media
×