Przejdź do komentarzySubstytuty Miłości
Tekst 1 z 1 ze zbioru: SUBSTYTUTY MIŁOŚCI
Autor
Gatunekromans
Formaproza
Data dodania2019-10-01
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń213

ROZDZIAŁ 1.




Spojrzała na półnagiego, przystojnego bruneta w średnim wieku, który właśnie zapinał rozporek, ale jego widok wcale nie wzbudził w niej żadnych cieplejszych emocji. Obraz niczym po przejściu tsunami, w tym jakże chłodnym i luksusowym wnętrzu, które wydawało się jej zbyt ciemne, przypominał jej o sztucznej rozkoszy, która wydarzyła się między nimi jakieś kilka minut temu. Szerokie, dwuosobowe łoże zasłane białym prześcieradłem, czarne politurowane meble i grafitowe ściany, kontrastowały mocno z kremową wykładziną, zupełnie tak samo jak jej smutna twarz z radośnie migocącymi diamentowymi punkcikami ozdabiającymi obramowanie lustra, w którym się odbijała. Dookoła bogactwo, a w lustrze jej zmęczona, filigranowa, młodziutka twarz okolona plątaniną ciemnobrązowych włosów.


„Wyglądasz okropnie.” – powiedziała do siebie w duchu i zaczęła prędko rozczesywać kołtuny, które powstały wskutek pseudomiłosnej gry wstępnej i aktu strikte cielesnego zbliżenia. Nie mogła znieść spojrzenia swoich brązowych oczu spoglądających na nią tak obco… Zupełnie jakby zaglądała przez nie mała dziewczynka, która pytała: „Dlaczego mi to robisz? Jak długo jeszcze będę musiała to znosić?


Ubrany w pomięte ciuchy Marco Paoli wyciągnął z czarnego, skórzanego portfela kilka banknotów o zielonkawym zabarwieniu i rzucił je na łoże.


– Masz! Widzimy się w Nowy Rok. Tylko wyglądaj i zachowuj się jak niewinna dziewczynka. – przykazał chłodno, zerkając obojętnie w jej stronę, po czym wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy.


– Oczywiście, przecież jestem profesjonalistką. – rzekła udając, że nie sprawia jej różnicy kogo w danej chwili ma udawać: wygłodniałą samicę, czy nieświadomą dziewicę.


– Jakby co, jesteś moją siostrzenicą.


Domyślała się, że jej klient ma żonę, lecz nie zadawała mu pytań, które miałyby wytłumaczyć jego płatną zdradę, oraz próbę zastąpienia jej osoby na imprezie sylwetrowej u państwa Klein wynajętą, płatną dziwką. Marco żądał i płacił, a ona potrzebowała pieniędzy na życie.


– Hotel Walentino! Zaraz będę na dole… – bąknął nieprzyjemnie do słuchawki, wyłączył telefon, po czym rzucił w nią kilkoma zdawkowymi słowami: – Cześć mała! Widzimy się za kilka dni. – i opuścił hotelowy pokój.


Ponownie spojrzała w lustro i widząc w nim istotę, która zasługiwała na potępienie syknęła:


– No co?! Przecież sama tego chciałaś! Znaleźć się w elitach! Dziwko…


Pragnęła zapaść się pod ziemię, ale zaciskając zęby znalazła jeszcze na tyle determinacji, aby zarzucić na ramiona zimowy płaszcz i opuścić to gniazdo małżeńskiej zdrady, w której pełniła rolę narzędzia zaspokajającego pragnienia obcego faceta, który jej zdaniem zasługiwał na pogardę.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×