| Autor | |
| Gatunek | poezja |
| Forma | wiersz / poemat |
| Data dodania | 2026-03-06 |
| Poprawność językowa | |
| Poziom literacki | |
| Wyświetleń | 36 |

Czasem człek do szuflad zajrzy,
albo w kompie (też się zdarzy)
i odżywa przeszłość nasza,
ta rodzinna i zaprasza
do przystanku i zadumy…
„To wesele… Ludzie chmurni?
Czemu nikt się nie uśmiecha?
W pozowaniu wtedy cecha?
Utrwalone z rok po wojnie.
Repatrianci, więc Zachodnie
Odzyskane Ziemie pewnie.
Ach, Święciechów?”. Pamięć blednie
przy usilnym wpatrywaniu.
„Kto tam stoi, za mą mamą?
Kim pan młody? A kim ona?
Zgadnę, kto to?” – pamięć woła.
W drugiej fotce bez mylenia:
„Ciocia Frania, mama Gienia,
wujek Bronek, tata Janek…
są w mundurach, a więc pany!
W kolejarskim i wojskowym…
Pewna praca, wzrok marsowy.
Mama Gienia kapelusik
ma fikuśny. Jeszcze plusik
za buciczki muszę dodać.
Pewnie taka była moda.
A jak im się buty świecą!
Pasta, poler… Dziś nie wiedzą.
.
Trzecia fotka – bez wątpienia
mama, Andrzej i Terenia.
Gdzie ja jestem?! Jeszcze w planie?
Mnie nie śpieszno. Czekam karnie.
Z Olą dłużej będzie zwlekać,
więc nas dwoje, jak ta rzeka
„panta rhei” – gdyż wszystko płynie,
kiedyś też na świat wychynie.
* * *
Przy porządkach… wiosną chcemy,
w trzewiach szuflad buszujemy,
w środku leżą i szpargały,
w kosz wrzucane bez obawy.
Tylko zdjęcia z przeszłych czasów
nabierają znowu blasku.
Nurt rodzinny nie zna „czekać!”.
Nadal płynie, jak ta rzeka.








oceny: bezbłędne / znakomite
Tę Gienię, Janko na pewno poprawi na Genię.
:-)