Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /11
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-01-22
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń199

- Nic więcej, najpierw im przetłumacz, że są fajni, - rzekł Połynin.


Goriuszyn przetłumaczył to, oczekując, że pułkownik zaraz jeszcze doda coś takiego, co ci, którzy już sobie golnęli, znalazłszy się w dobrym nastroju, zawsze lubią później powtarzać. Jednak nasz lotnik sam poczuł, że jest chyba wstawiony i że to nie miałoby sensu. Wytężył mięśnie i zacisnął pięści, twarz mu pobladła.


- Przetłumacz im, kapitanie, - powiedział, jeszcze do końca nie trzeźwiejąc, lecz mając pozór człowieka całkiem już przytomnego, - powiedz im, że są fajni. Powtórz im to...


*No, nieźle!* - pomyślał Goriuszyn i przetłumaczył, co mu kazali.


- ... lecz niech oni nie myślą, przekaż im, niech nie myślą...


Kapitan przetłumaczył, że niech Anglicy nie myślą...


- Nie, nie oni, - rzekł Połynin, - a niech on nie myśli, - i tu pułkownik wskazał palcem Hennigera, - niech on nie myśli, że my też nie moglibyśmy sobie przysiąść gdzieś w pobliżu ich Londynu i robić u nich to, co oni tutaj u nas. I nie gorzej od nich. Przekaż to, nie bój się komplikacji, oni to zrozumieją.


Goriuszyn przetłumaczył i to.


- Rzecz nie w tym, że strącili tutaj 14 maszyn; ja tak czy owak Collera szanuję nie mniej niż Bruce`a, chociaż zbił tylko 3... Ty to im powiedz, przetłumacz to. Bruce nie obrazi się, ja to wiem. Ja ich bardzo szanuję za to, że tutaj przylecieli i razem z nami wojują, a ile zestrzelili, to nie takie ważne; my też różnie zestrzelamy - jeden więcej, inny mniej. Rzecz nie w tym, a w tym, że dzisiaj była defilada na Placu Czerwonym... Przekaż to im, przetłumacz. I ni jeden faszysta nie przedarł się do Moskwy! Oto, co ważne! A ty przestań, zostaw to, - raptem zwrócił się do majora Hennigera, który również w tym samym czasie coś tłumaczył, - ty jakoś krótko tłumaczysz, ja to zauważyłem, a chcemy, żeby wszystko przetłumaczali, co mówimy...


Połynin poczuł, iż nie do końca jednak uporał się z szumiącą w głowie wódką, lecz to go nie przystopowało; wierzył, że brytyjscy lotnicy powinni go zrozumieć - po to są przecież lotnikami!


- Parada wojenna, - kontynuował, - przekaż im, że ja bym za taką defiladę umarł i tego nie pożałował! Powiedzieliby mi: żyj, bracie, lecz parady nie będzie. Nie chcę żyć wtedy! A jakby powiedzieli: umieraj, ale ona się odbędzie - to bym umarł! Przetłumacz to, oni pojmą, o co chodzi.


I Anglicy zdaje się chyba zrozumieli go i zakiwali głowami. Obaj bracia Bruce - major i kapitan - na trzeźwo i wesoło, major Coller z powagą, a malutki kapitan Clark nawet zapłakał.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×