Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /4
Tekst 254 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-01-15
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń277

Teraz jednak już nie czytał gazety, a myślał o tym swoim ni to wielkim sukcesie, ni to nieszczęściu, jakie zwaliły się na niego niedawno - i do czego w aucie przed chwilą czynił dyskretne aluzje Gricko. Jak tego nie nazywać, fakt faktem, że nieoczekiwanie dla samego siebie nasz pilot zakochał się, i to znalazł w kim - w aktorce z przybyłej do Murmańska na występy moskiewskiej wojennej brygady. Wszystko to zaczęło się od koncertu w ich pułku, ciągnęło się potem w szpitalu - a gdzie i jaki będzie tego koniec, żaden prognostyk na to nie odpowie.


Aktorka ta od razu spodobała mu się już w pierwszej swojej scence, gdzie zagrała studentkę - i w tej roli wydawała się jemu całkiem jeszcze młoda. Kiedy to wówczas na widowni oglądał, cały czas pragnął, żeby dziewczyna ta dała porządnego kosza temu sukinkotowi, co się tam na scenie przy niej okopał i do niej nieustannie dobierał.


Później, już po tej scence, artystka ta mówiła wiersze - i już nie wydawała się tak młoda, lecz nadal była bardzo piękna. A kiedy po występach lotnicy urządzili dla wszystkich aktorów wieczorek towarzyski i kolację w ziemiance pilotów, ona - miała na nazwisko Galina Pietrowna - zmęczona po koncercie, ubrana w czarną suknię z narzuconym na ramiona krótkim półkożuszkiem, siedząc z wszystkimi przy stole, zaczęła śpiewać  cichym kontraltem jedną po drugiej rosyjskie i ukraińskie pieśni, cygańskie romanse, *Rozlało się morze szerokie...* a potem wszystko, o co ją tylko poprosili słuchacze. Nie krygowała się, nie czekała na prośby i namowy, a śpiewała i śpiewała. Oczy miała czarne, smutne, nuciła, podparłszy policzek dłonią, jak żałobna płaczka, i wydawało się, cały czas dumała o czymś obcym i dalekim.


To właśnie wtedy zdarzyło się to najniebezpieczniejsze: Połyninowi raptem zrobiło się jej żal, chciał spytać ją, czemu jest tak wrażliwa na prośby ludzi i jednocześnie tak niewesoła, co się z nią działo i jak żyła do tego dnia, kiedy ją w swoim pułku wreszcie ujrzał.


- A to zaśpiewam tylko dla was, towarzyszu pułkowniku. - powiedziała, kiedy wieczorek się kończył,i wszyscy zaczęli już wstawać z krzeseł. I, patrząc swoimi czarnymi smutnymi oczami prosto w oczy Połynina, zaśpiewała słynną pieśń o samotnej w polu jarzębinie, która nigdy nie oprze się na mocarnym dębie, rosnącym po drugiej stronie rzeki. Twarz jej była tak blisko jego twarzy, że miał wrażenie, że z nim rozmawia, i że powinien koniecznie coś jej na to pytanie odpowiedzieć: czy to prawda, że jarzębina NIE MOŻE przejść przez rzekę do swojego ukochanego? Czy to możliwe, że będzie musiała całą wieczność sama kołysać się na wietrze?


Kiedy skończyła pieśń i wstała z krzesła, Połynin również się podniósł i nagle przez stół pocałował ją w rękę, czego wcześniej - ale! w życiu! - nigdy nie robił.


Później odprowadzano gości do wojskowej ciężarówki. Wszyscy oni głośno zapraszali lotników do Murmańska na spektakl, który zagrają za tydzień w miejskim teatrze, a Galina Pietrowna wciąż milczała i, dopiero sadowiąc się w samochodzie, wyciągnęła do Połynina dłoń i westchnęła, jakby chcąc coś powiedzieć, lecz umilkła w niezdecydowaniu.


Następnego dnia była ta słynna walka powietrzna, a po nim dzień, w którym to późnym wieczorem, gdy w szpitalu już nikogo nie przyjmowano, do sali, gdzie leżał ranny pułkownik, weszła pielęgniarka a za nią Galina Pietrowna w białym lekarskim fartuchu.


- Nie mogłam przyjść wcześniej, - powiedziała tak, jakby miała obowiązek to robić. - Wyjechaliśmy z koncertami do marynarzy w Wajendze, i o wszystkim dowiedziałam się dopiero dzisiaj w południe. Przyjechałam do pana prosto stamtąd; pan widzi - nawet jak trzeba nie zdjęłam scenicznego makijażu... O, tutaj. - Potarła dłonią skroń i pokazała mu palce, na których zostały ślady pudru. - Naopowiadali tam o panu wszelkie możliwe makabry! A tutaj powiedziano mi, że to nic strasznego! Czy to prawda, że nic się nie stało? Jak się pan czuje? - pytała, sadowiąc się na taborecie obok jego łóżka.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
... dalej czytam :)
© 2010-2016 by Creative Media
×