Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /59
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-03-08
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń171

- Co ci jest? - podnosząc głowę i ujrzawszy, że całym ciałem wzdrygnęła, zapytał Witieńka.

- A jednak jest mi chłodno, nawet tutaj u ciebie chłodno. Przemarzłam.

- Momencik. - młody człowiek zerwał się zza stołu, szybkim krokiem poszedł do gabinetu ojca, przyniósł stamtąd jego marynarkę i narzucił jej na ramiona. Była to wielka, szeroka marynara, od klap której pachniało perfumami, a z kieszonki na piersi wyzierała wykrochmalona chusteczka.

- Jak to dobrze, że nie stchórzyłem wtedy w październiku, - nalewając sobie trzeci kieliszek wódki, powiedział Witieńka, teraz już całkowicie pewien tego, że Galina Pietrowna zostanie u niego na noc, i dlatego zajęty już bardziej sobą niż nią. - Właśnie pomagam rozkręcać teatr - póki co jeden jedyny w Moskwie. Co do tego mego geniuszu, o którym słyszałaś od dyrektora artystycznego, naturalnie, to jego żart, ale że oni tam beze mnie są jak te dzieci - święta to prawda.


Bardzo był z siebie zadowolony, a zwłaszcza z tego, że wszystko urządził tak, jak to jej obiecał w swoim ostatnim liście - w przeszłości nieczęsto mu to wychodziło.


Mówiąc, że świetnie się stało, że nie stchórzył przed Niemcami i jednak został w domu, teraz, w tej właśnie chwili, był nawet bardzo bliski prawdy. Po tym, jak wroga pognali z powrotem na zachód, a jego aktywa z tego powodu, że był tu cały czas, bardzo poszły w górę, coraz częściej zapewniał radośnie nie tylko innych, lecz także samego siebie, jaki był mądry i naprawdę odważny.


Rozprawiał o tym cały w skowronkach, a Galina Pietrowna jak otępiała bezwolnie jadła, od czasu do czasu stukając się z nim kieliszkiem, i za każdym razem, gdy jej nalewał, bez żadnego sprzeciwu obojętnie wypijała to jak lekarstwo.


Anna Akimowna przyniosła im z kuchni po filiżance gorącej kawy i znowu sobie poszła, tym razem chyba już ostatecznie.


- No, to co teraz robimy? - powiedział Witieńka, rozwalając się na fotelu. Dobrze wiedział co, lecz nie chciał okazać swego pośpiechu.

- Mogę pojechać do domu, - z obojętnością odparła. Do siebie teraz nie chciała wracać tak samo, jak nie chciała wcale zostawać tutaj. Niczego w ogóle nie chciała, czuła się głęboko tak nieszczęśliwa jak nigdy w życiu.

- Chyba zwariowałaś, - wesoło powiedział Witieńka. - Do jakiego domu, po co do domu - i co najważniejsze - jak? Przecież ty nie masz przepustki! W ogóle ciebie nie przepuszczą do żadnego domu!


Tylko westchnęła i spojrzała na niego tak samo bez sprzeciwu i obojętnie jak wtedy, kiedy przed chwilą piła wódkę.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Coraz dokładniej wyłania się obraz Witeńki, że nie taki on okey, jakby się wcześniej wydawało. Podnoszone kieliszki odsłaniają jego charakterek tym bardziej.
avatar
Tak, jak przypuszczałam Galina została na noc u Witeńki.
Była rozdarta i chciała zostać i nie chciała. Jednak została. Myślę,że to był krok nierozważny.
avatar
Emilko Jesteś wspaniała .
wypiłem trochę, ale co ci poewiem,
Jesteś królową tego portalu.
przepraszam no i tak. dobra idę spać.
prawie cię kocham.
buziaki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
avatar
Co to jest, że facet najpierw musi się napić, żeby wyznać babce swą prawie miłość??

Ps. Też jestem wstawiona
avatar
Postscriptum:

Z jakiego powodu jesteśmy tutaj w swoich komentarzach całkiem nieźle zawiani, wyjaśnia data:

to czas pandemii i tzw. MDK - 8. marca 2020 r.
© 2010-2016 by Creative Media
×