Przejdź do komentarzyWilcze spojrzenie. cz. 14
Tekst 15 z 18 ze zbioru: Powiastka Nr 11
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-03-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń50

Brandon wstał i podał jej lusterko. Chwyciła je i zobaczyła zupełnie inną osobę. Już nie smarkata nastolatkę, lecz zmysłową kobietę. Jej włosy są teraz proste, a oczy były jak z 3D. Tak piękne, głębokie, lazurowe, aż nie mogła uwierzyć, że to jej własne odbicie. Rzuciła lusterkiem w róg kanapy.

Co się dzieje do cholery? Wyglądam inaczej. Dlaczego?

Greta nie panikuj, proszę. Nie znam wszystkich odpowiedzi. Co pamiętasz z imprezy?

Dziewczyna zastanawiała się dłuższą chwilę.

Ostatnie co zdążyłam zapamiętać, to że biegłam przed siebie, a ty miałeś mnie gonić.

I dogoniłem. - uśmiechnął się czule.

Greta zachowała poważną minę.

Rozbolała mnie głowa... - urwała.

Greto. Opowiadałem ci pewną historię...

Tak. O wilkołakach i wampirach.

Dokładnie. Podejrzewam, że to chyba ty jesteś tym dzieckiem tej pary wyklętych.

Dziewczyna rozdziawiła usta. Brandon, aż nie mógł się ogarnąć. Miał niesamowite pragnienie by na tych rozkosznych ustach złożyć pocałunek.

Przecież, to fantastyka. Bajka. Nie potwierdzone fakty.

Greto, ja wszystko widziałem. Całą twoją przemianę. To jesteś ty. I muszę ci jeszcze coś powiedzieć.

Jo! Ciekawe czym jeszcze możesz mnie zaskoczyć?

Bo ja... Jestem wilkołakiem. Większość tutejszej ludności, to wilkołaki. U podnóża gór jest granica, a za nią królestwo wampirów. Wiem, że to brzmi niezwyczajnie, ale wygląda na to, że to fakt rzeczywisty.

Spanikowana dziewczyna wokół stolika po pokoju.

Co?! Czyli, że moja mam jest wampirką, a mój nie żyjący ojciec, to wilkołak? - Brandon przytaknął. - Przecież to nie realne! Takie rzeczy wydarzają się bohaterom w filmach! Do cholery!

Walnęła pięścią w stolik, a ten rozpołowił się i runął na podłogę. Oboje patrzyli na siebie jakby widzieli się po raz pierwszy.

O, kurwa! - przeklęła zaskoczona własną siłą.

Brandon cofnął się o krok do tyłu.

No to mamy pierwszy objaw przemiany. Jesteś niesamowicie silna. Ciekawe czym jeszcze zaskoczysz nas.

Bony. To czym ja teraz jestem?

Hybrydą. Istotą o nie znanych jeszcze nam mocach. Proszę uspokój się. Przypominasz sobie coś jeszcze?

Miałam wizję. W niej widziałam starszego faceta, który porwał moją mamę. Brandon musimy ja ratować!

Nagle za oknem mignęła jakaś postać.

Ktoś jest na zewnątrz.

Brandon rozejrzał się, ale nie zauważył niczego podejrzanego.

Może wilkołak. - zażartował.

Greta posłała mu groźne wilcze spojrzenie.

Mówię poważnie.

Po chwili chłopak ujrzał postać za oknem. Ściszył głos.

Ty chyba widzisz przyszłość.

Drzwi chaty otworzyły się z hukiem, a w nich stanął John Collins. Brandon spojrzał na niego zaskoczony.

Tata?

Mężczyzna nie zwracał uwagi na niego i natarł na dziewczynę. Chwycił ją za przedramię i wyciągnął na zewnątrz.

Puszczaj mnie cudaku!

Zamknij się! - ryknął John.

Brandon wybiegł za nimi z chaty jak poparzony.

Tato?! Co ty wyprawiasz? Zostaw dziewczynę!

Serce Grety zatrzepotało. W zaistniałej sytuacji nie powinna żartować, ale nie potrafiła się temu oprzeć.

To ja jestem twoją dziewczyną?

Brandon nachmurzył się.

Greta?! To nie jest dobry moment.

Zamilkła, ale na jej ustach błąkał się uśmiech. John szarpnął nią. Otworzył drzwi auta.

Wsiadaj! - warknął.

Brandon rzucił się na ojca.

Zostaw ją! Gdzie ją chcesz zabrać?

John uderzył syna w twarz, aż odbił się o pobliskie drzewo. Nie poddawał się. Ruszył ze zrywem, podskoczył i zamaszyście kopnął ojca w plecy. Ten lecąc w przód po ziemi wyrył ścieżkę. Brandon nie oglądając się za siebie, szybko wsiadł za kierownicę, odpalił auto i z piskiem opon ruszył przed siebie zostawiając z tyłu wściekłego ojca. Zatrzymali się przed domem Brendy. Oboje spanikowani oddychali tak szybko jakby przebiegli maraton.

Co tu się kurwa dzieje? Bony toż ja zwykle tak nie klnę.

Fakt, ale zajebiście mi się to podoba. Jesteś seksowna, gdy przeklinasz. - uśmiechnął się zawadiacko.

Greta wzburzyła się.

Brandon! Opanuj się. Dlaczego twój ojciec mnie ściga?

Spoważniał natychmiast.

Nie wiem. - był załamany. Jego na pozór szczęśliwa rodzina miała tajemnice. - Ja nigdy nie pokłóciłem się z tatą, a dziś biłem jak z obcym. Sam tego wszystkiego nie rozumiem. Jeżeli nie podobało mu się, że interesuję się tobą, to mógł mi to zwyczajnie powiedzieć, a nie rzucać się na mnie. - pogładził dłonią jej policzek. - Przepraszam cię za niego.

Greta topniała, gdy ją dotykał.

Em... No dobra. Uciekliśmy, to najważniejsze. Sytuację z ojcem jakoś wyjaśnisz później. Chodźmy po mamę. Wyskoczyli z auta i weszli do domu. Już na jego progu słychać było kłótnie.

Powiedz, gdzie jest twoja córka! Ten beznadziejny bękart!

Nigdy!

Mężczyzna stojących do nich tyłem uderzył Elizabeth przywiązaną do krzesła. Uderzenie rozcięło jej wargę, kobieta plunęła na niego krwią. Wtem on ponowił zamach.

Brandon spodziewał się, że małą krzyknie więc zasłonił jej usta dłonią i zaciągnął do kuchni, która znajdowała się po jego prawej stronie.

Cicho. - szepnął. - Tak jej nie pomożesz.

To co mam zrobić? Nie umiem walczyć. - spuściła głowę. - To za dużo informacji jak dla mnie.

Wszystko się ułoży. - próbował ją podnieść na duszy. - Umiesz, tylko musisz w siebie uwierzyć.

Greta przemilczała jego odpowiedź.

Ten facet. Ja go znam. - Brandon spojrzał na nią dziwnie. - To znaczy widziałam go w wizji. To on chce porwać mamę. Musimy temu zapobiec.

Brandon ujął tłuczek do mięsa, podszedł do salonu, wziął zamach i rzucił nim w okno. Odłamki szkła rozprysły się w drobny mak. Sześć męskich par oczu odwróciło się. Brandon wybiegł na podwórze, a bandyci ruszyli za nim. Odwrócił ich uwagę, by Greta miała ta przestrzeń, by dotrzeć do matki i mieć czas, by ją uwolnić. Dziewczyna pędem ruszyła do salonu.

Córcia? - spojrzała lekko zamglonym wzrokiem. - Uciekaj...

Spokojnie, wszystko będzie dobrze. - rozcięła więzy, które krępowały Elizabeth i podniosła pozwalając, by opierała się an jej ramieniu. Wyszły przed dom. I ujrzały Brandona, Brendę, Zoję, Betty i Lucy walczących z wilkołakami. Cała piątka pokonała ich w niedługim czasie. Sierściuchy podkuliły ogony i uciekli. Po stoczonej walce, wszyscy rozsiedli się na werandzie. Zoja, Greta i Elizabeth usiadły na wiszącej huśtawce. Betty i Lucy zajęły barierkę, a Brandon i Brenda stanęli im na przeciwko.

Zaczęło się. - Brenda zwróciła się do Elizabeth.

Co się zaczęło? Mamo?

Polowanie na was. - odpowiedziała za przyjaciółkę Brenda.

Polowanie na nas? - powtórzyła Greta. - Czy ktoś powie mi co się tu dzieje do jasnej cholery?

Elizabeth tym razem nie zareagowała na przekleństwo. Odpowiedziało jej milczenie.

Mamo, przywlokłaś mnie tu nie bez powodu. Nie dość, że nie powiedziałaś mi prawdy, to musiałam sama częściowo się z nią zmierzyć. Dlaczego nie powiedziałaś mi, że pochodzę od wampirki i wilkołaka? Żyłam złudzeniem. Wierzyłam, że jestem najzwyklejszą nastolatką na ziemi. Moje bóle głowy, to nie migreny jak wpierałaś. Tylko wizje! Moje koszmary, to nie tylko sny, to tez wizje!

Córcia... - oczy Elizabeth zaszkliły się.

Nie! Nie chcę ciebie słuchać. Pewnie znowu nakłamiesz mi różności. Mam dosyć. Idę stąd.

Córcia? Dokąd się wybierasz? Tam może być niebezpiecznie!

Mam to gdzieś! - krzyknęła biegnąc w las.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×