Przejdź do komentarzyTondo
Tekst 105 z 121 ze zbioru: Mioklonie
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2020-04-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń96

talerz z namalowaną twarzą karmicielki

grymas, ale nie obrzydzenia


niemal słychać:

`żryj, dław się, a będzie ci dane

więcej wysokokalorycznej farby`

(przesyt, którego każdy woli uniknąć

większość - bardziej boi się, niż brzydzi)


mleko jest zbyt gęste, niebieskawe

potopione gwiazdy nadają mu

cierpki posmak (nie da się tego pić

więcej, niż litr na dobę

bo człowiek umrze na galopujące zajady)


uśmiecha się do nas (czujemy ukłucia

grubych igieł, wiatr, nie najcieplejszy)

pewnie uważa za ociężałe dzieci

którym musi matkować

aż całkiem się rozpuszczą, wnikną w nią

(chcesz się aż tak zatracić?

ja też- nie)


nieco wyżej: świergoli paru skrzydlatych durniów

gdyby zechcieli rozwinąć

szarfę z podniosłym napisem (treść - obojętna)

można by spróbować powiesić...

(dopiero teraz orientuję się, że

nie znam imienia kobiety)


byłoby to jak rozbicie naczynia,

w którym fermentowały kolory


i niechby dyndała, aż by całkiem

pożarło ją słońce

(choć podobno twarz jest odporna

na blaknięcie

naukowcy kłócą się, czym ją namalowano)


I powstałby nowy obrazek:

ciemnodrewniana izba

mężczyzna trzyma światło

w kleszczach kowalskich

rozpala pod kuchnią

od gorącej aureolki zajmują się szczapy

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×