Przejdź do komentarzyArkadij Buchow. Pierwsze konie za płoty /2
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2020-04-06
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń152

II




Moja nieznajomość zwyczajów, panujących na wyścigach, ujawniła się już zaraz przy wejściu.


- Idź oddać do kasy 3 ruble, - powiedział jeden z moich kompanionów.

- Jakżeż to tak? - skrzywiłem się niezadowolony. - Nie widziałem jeszcze żadnego konia, a już mam płacić... Na którego mam postawić?

- Co za durak... Płacisz tam za siebie.


Ze strachem spojrzałem na swojego towarzysza i z pochmurną miną zacząłem szukać pieniędzy.


- Lepiej zapłacę za ciebie. To ty jesteś tutaj swój człowiek. Ja na pewno przegram.


Po kilku dopiero minutach zrozumiałem, że tą trzyrublówką płaciło się tutaj za prawo, by dostać zamiast swoich 10 rubli te 140. Była to bardzo korzystna kombinacja, przeciwko czemu protestować było wprost idiotyzmem...


Przyjemnie przyciśnięty do ściany w jakimś ciasnym kątku przez grupę głośnych rozgadanych ludzi, od razu mogłem sobie obejrzeć cały hipodrom, po którym spokojnie i grzecznie jeździli konno dżokeje, wystrojeni w najbardziej fantazyjne skrawki z najprzeróżniejszych materiałów. Mniej więcej tak samo ubierani są przez prowincjonalnych krawców młodzi ludzie na maskaradę; z braku rezerw dla szóstki ostatnich chętnych zwykle pozostaje jedynie oferta kostiumu Ofelii, różowe domino i dwie rude peruki.


W normalnym życiu jeźdźcy ci noszą się znacznie skromniej i bardziej stylowo. Wielu z nich, idąc na przykład do swoich znajomych, nie zakłada przecież czerwonych dżokejek i zielonych portek.


- Widzisz tego konia?

- Widzę. Tego czarnego?

- Czarnego. Piąty numer. Postaw na niego. Na pewno wygra.

- Właśnie ten? Czarny? Mówisz serio?


Spojrzałem uważnie na kobyłkę. Miała prostoduszny wygląd, jakby wcale jej nie obchodziło, żeby specjalnie dla mnie zarobić na moje niewielkie finansowe wsparcie.


- Czyli że to pewniak?..

- Oczywiście...


Mówił to tak zdecydowanym tonem, że przestałem mieć wątpliwości. Przecież koniec końców konie nie posiadają ludzkiej pasji dokopania każdemu nieznajomemu po to, by przybyć na metę jako ostatnie w stawce i jedynie dlatego, żeby się pośmiać z innym koniem nad moim brakiem zdolności trafnego przewidywania. Przypomniałem sobie, że w żadnych opracowaniach naukowych na temat końskich charakterów nie spotkałem się z takim przykładem. Pieniądze w kasie totalizatora wzięto ode mnie ochoczo, co po raz kolejny w moich oczach podkreśliło serdeczną ufność, jaką okazała mi administracja dzisiajeszych wyścigów.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
:D Koń by się uśmiał... Co za końska naiwność.
© 2010-2016 by Creative Media
×