Przejdź do komentarzyPomidorowa I
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Stand Up pisany
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2020-04-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń452

Ze wszystkich zup na świecie najbardziej lubię pomidorową.Lubię ją do tego stopnia, że mógłbym ją wpierdalać bez przerwy.Non - stop kolor.Myślałem już nawet o dostosowaniu swojego pokoju tak, aby nie zapierdalać po dolewki tam i z powrotem.Łóżko, stół, laptop, jakaś komoda i kroplówka z dziesięcioma litrami potrawy Bogów.Ooo tak.Minimalizm zaadaptowany tylko i wyłącznie do potrzeb żołądka.Po 24h zmiana zbiornika i po sprawie.Gdybym był preppersem do przetrwania potrzebowałbym jedynie kuchenki gazowej, zapałek, wody, koncentratu pomidorowego, makaronu i udka z kurczaka.Napewno taka perspektywa nie spodobałaby się mojemu psu :

- Kurwa.Znowu pomidorowa i ten ochłap z drobiu.Jebać to, idę w kimono.

Co dzień, z rana stałby wpatrzony w miskę w nadziei, że mi odpierdoli i pojawi się w niej pachnący i mięciutki kotlet schabowy.Nie ma takiej opcji.Nieraz zastanawiałem się - wpierdalając pomidorową - co mnie mogło popchnąć w objęcia tego nałogu, z którego nawet nie próbuję się wyleczyć.Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie musiałbym się cofnąć, aż do czasów swojego dzieciństwa.Być może wyglądało to tak.Kołyska.W niej ja, pluszowy miś i roznoszący się w powietrzu zapach dopiero co postawionego klocka.Nade mną twarz młodej kobiety, zapewne mojej matki.Chociaż chuj wie.Może zaraz po porodzie zostawili mnie w Oknie Życia przygarnęła mnie jakaś hodowczyni pomidorów i stąd moja schiza.Nieważne.Matka mizia mnie po brzuszku, kręci pustakiem na lewo i prawo, uśmiecha się jak końska dupa do bata i pierdoli w kółko to samo :

- Powiedz mama.

- Powiedz mama.

- Pomidojowa.

- Zygmuś słyszałeś? Polikarpek zaczął mówić.

Co to kurwa za imię? Polikarpek.Czy ich kompletnie pojebało? To już nie można było : Wiesiek, Tadzik albo Romek? Przynajmniej znalazłbym porządną robotę na budowie zamiast wymyślać jakieś pojebane gry.Burza mózgów kurwa.Eustachy, Bonawentura, Krzesimir i ja :

- Może na 10 levelu dodać kolejnego bossa ziejącego ogniem?

- Nie.Wrzućmy go na piętnastkę.Na dziesiątce będą zombiaki plujące trującym jadem.


- O czym oni pierdolą? Jakie zombiaki? Przecież to planszówka.

No i w takim towarzystwie teraz przebywam.Trzech przygłupów w okularach ze szkiełkami jak denka od butelki, którzy przez osiem godzin debatują nad tym, czy górskie pająki lepiej się zabija z kuszy czy z łuku.Nieważne.

- Pomidojowa.

- Co kurwa? Matka jest chujowa?

Przy mojej matce pojawia się jakiś wąsaty kolo w białej, dziurkowanej koszulce bez rękawów.Tatuś.

- Zygmuś nie bluzgaj przy dziecku.Nasze kochanie chce amu.Zaraz mamusia da cycusia.

Kurwa, ile ja bym teraz dał, żeby wtedy polubić tą gęstą i lepką wydzielinę sączącą się z jej sterczących ``balonów``.I tak dorastałem otoczony troskliwą opieką obojga rodziców.Przedszkole, podstawówka a tam pierwsza miłość.Nigdy nie zapomnę tych pięknych, zielonych oczu, kinola jak ziemniak i falujących blond włosów.Klementyna.Tak się nazywała.Chodziła do siódmej C o profilu wojskowym.Do tej pory się głowię co ona miałaby niby robić po jej ukończeniu.Ważyła gdzieś tak w przedziale 100 - 150.Ręce miała jak bochny chleba.Nie takie jak z Biedronki,Półkilogramowe.Nie, nie kurwa.To były typowe wiejskie `piątaki`.Do tego grube kulasy i bary jak u niedźwiedzia.Armia zawodowa? W sumie czemu nie.

- Ja pierdolę.Nie dość, że gąsienica poszła się jebać to jeszcze paliwa zabrakło.

- Klementyyynaaa.Klementyyynaaa.O jesteś.Weź podopychaj te trzy czołgi na bazę.Jak wrócisz to jeszcze wygrzebiesz tamtego Bewupa z błota bo jeszcze go chuj strzeli.

Ale wtedy była dla mnie najpiękniejszą istotą jaka chodzi po tej ziemi.Pewnie nigdy w życiu nie zwróciłbym na nią uwagi gdyby nie.No właśnie.Gdybym nie zajebał łbem o piłkę lekarską.Znaczy na odwrót.To piłka lekarska zajebała mi w to, co nosiłem na szyi.Padłem jak rażony piorunem a gdy się ocknąłem, zobaczyłem anioła, który chusteczką wyciera mi krew z nosa.Niestety.Nasze drogi szybko się rozeszły.Któregoś razu mój stary zażyczył sobie żebym przyprowadził Klemcię do domu.Tak nazywały ją koleżanki z klasy.Kiedy tylko zasiedliśmy do wspólnego obiadu, moje dalsze plany i marzenia z nią związane prysły jak bańka mydlana.

- Zuch dziewczyna.Zaczynasz jutro od ósmej rano.Robota lekka i dorobisz trochę do kieszonkowego.Pozamiatasz halę i posegregujesz opony.Te od Tirów na jedną kupę, te od traktorów na drugą.

Tak zakończyła się edukacja Klemci i moja miłość.Nie zobaczyłem jej już nigdy więcej.Podobno mieszka teraz i pracuje na Syberii jako położna, kiedy wypatrzył ją na skupie złomu u mojego ojca jakiś milioner z Tomska.

- Jakie śliczne maleństwo.Chodź do Klementynki na rączki.Niech cię przytulę moja ty kruszynko.

- Pani Doktor,Pani Doktor.Ona się nie rusza.


Koniec części pierwszej.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×