Przejdź do komentarzyOkręt płynie dalej. Blankenfelde /6
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-06-04
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń54

Rozpacz czarna! Ermitaż rozbity bombami, a przecież tuż obok niego nad Mojką*) stoi nasz dom, gdzie... Czyli że... Zgroza! Strach myśleć, co z Lidusią i dzieckiem...


- Taaaaak. Doszliśmy aż na Pola Marsowe**) To tam zostałem ranny. Walki były szczególnie krwawe.


Wszyscy milczą wstrząśnięci. W żadnej głowie nie da się ułożyć taki absurd, że nasz Leningrad padł... Nagle kucharz Miszka Mudrow zadaje celne pytanie:


- A pomnik Lenina na tym polu jeszcze stoi?

- Pomnik Lenina?

- Tak, ten ogromny z czerwonego granitu, najwyższy w Leningradzie.

- Acha, wiem już który. Na rozkaz majora sam go rozwalałem. Wybrałem największy pocisk i go pod nim podłożyłem, a ten jak się nie rozleci...


Co za ulga! Wszyscy wybuchamy salwą niepowstrzymanego śmiechu, gdyż żadnego takiego pomnika  nigdy na starych jak świat Polach Marsowych nie było! Kamień spadł nam z serca! A to zuch Miszka! Wiedział, jak tego łobuza zagiąć! Wartownik patrzy na nas, nic nie rozumiejąc, ale czuje, że sam się zbłaźnił i to na całego.


- W mordę by ci przywalić, to może byś, gnoju, choć trochę rozumu nabrał, - któryś z nas mówi. - owco jedna parszywa, pies ci mordę lizał! Kogo tu chciałeś zrobić w balona?! Nas - leningradczyków??

- Sami jesteście głupie barany! - powiada `nasz` nie nasz wachman. - Oddajcie te papierosy z powrotem!


Szkoda mu tej paczki, bo z papierosami w Niemczech też jest kiepsko.


- A takiego wała widziałeś? - pokazuje mu znany gest Błażewicz. - Może jeszcze mamy ci oddać klucze do naszego mieszkania, łachudro ty jedna?!


Wartownik repetuje automat, ale dobrze wiemy, że nie może strzelać. Nie ma takiego prawa, póki jesteśmy na listach jeńców, przeznaczonych do wymiany.


..................................................................................................................................................................


Nocami wyją syreny. Alarm przeciwlotniczy! Alarm! Wachmani biegają po obozie, szczękają swoimi automatami, zaryglowują drzwi naszych baraków i drą się jak opętani: *Zaciemnienie! Na zewnątrz nie wychodzić! Odejść od okien!*


Mimo zakazu zeskakujemy z prycz i gromadzimy się właśnie przy wszystkich naszych zakratowanych oknach. Słyszymy dalekie nad Berlinem wybuchy i ogłuszający trzask zenitówek. Jest ich wiele. Masz takie wrażenie, jakby całe to wielkie miasto było w ich kręgu. Widzimy łuny odległych pożarów, a więc bomby lotnicze jednak osiągnęły swój cel. Skaczemy z radości, zapominając całkiem o tym, że również nasz obóz mogą przecież zbombardować. Niebo przecinają długie wiązki reflektorów, które wzajemnie się przecinają i rozchodzą w ciemnościach w poszukiwaniu nadlatujących bombowców. Gdzieś nad nami bardzo wysoko slychać silnik samolotu. Nie widzimy go. Na czarnym jak węgiel niebie reflektory zaczynają dziki taniec. Zamieramy z niepokoju. Może go nie znajdą? Ryk samolotu staje się wyraźniejszy. Trzy wiązki oślepiającego światła przecinają się, a wtedy gdzieś bardzo wysoko wyraźnie widzimy srebrny krzyżyk...



....................................................


*) Mojka - słynna rzeczka w Sankt Petersburgu;


**) Pola Marsowe - ogromny dawny plac ćwiczeń wojsk carskich w centrum miasta; obecnie rozległy park miejski i popularny deptak. Wszystkie te miejsca można sobie obejrzeć w internecie. Zapraszam do wirtualnej wycieczki



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×