Przejdź do komentarzyPoczątek końca /7
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-10-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń197

Cały marzec minął nam jak gorączce na gromadzeniu wszelkich możliwych słuchów na temat ruchu frontów. Ludzie mówili, że walki toczą się już w odległości stu kilometrów od Weissenburga.


Na początku kwietnia wszystkich naszych robotników przymusowych Niemcy cofnęli z miasta i okolic na powrót do  zamku, wzmocniono warty i nawet naszych *koni* z wozem nie wypuszczano już poza bramę.


Niepokój i wzburzenie marynarzy wciąż rosły. Pozbawieni jakichkolwiek informacji z zewnątrz, nie wiedzieliśmy, co robić. Nawet tych ich szmatławych cajtungów już nam nie przynoszono. Naloty na Monachium i na Norymbergę powtarzały się coraz częściej.


Którejś zimnej kwietniowej nocy rozbudziły nas straszne detonacje. Słyszeliśmy je gdzieś całkiem blisko. Myśleliśmy, że bombardują nasz zamek. Zeskoczywszy z prycz, polecieliśmy do okien. Płonął Weissenburg, a języki ognia sięgały nieba! Słyszeliśmy oddalone wycie syren. Kilka niemieckich zenitówek próbowało strzelać, ale zaraz je stłamszono, i natychmiast zacichły. Ostatnia zawyła nasza syrena alarmowa na zamku. W szarej mgle przed świtem widzieliśmy, jak przez dziedziniec przebiegali do schronu nasi hitlerowcy. Nalot trwał zaledwie kilka minut. Ryk silników oddalił się, zamilkły syreny. Tylko wiatr rozdmuchiwał pożary w mieście.


Rano Weifel zebrał grupę 45 marynarzy i pod wzmocnioną eskortą wysłał na dół do Weissenburga z zadaniem dogaszenia ognia i oczyszczenia ulic. Wrócili późno, cali przesiąknięci dymem, osmaleni i zmordowani. Opowiadali, że miasteczko bardzo ucierpiało, wiele domów legło w gruzach, są liczne ofiary i masa rannych.


A więc także cichy i spokojny Weissenburg doczekał swojej kolejki - wojna przyszła i na jego progi. Zamiast tak przyjemnego wielogodzinnego pykania sobie dymkiem z glinianych fajeczek, snucia domorosłych koncepcji strategicznych i cieszenia się pokojem, nastał dla tych Bawarczyków czas gaszenia przerażających gigantycznych pożarów na ruinach, pod którymi leżały trupy ich bliskich. Weissenburczycy stracili cały swój animusz. Przesuwali się pod ścianami swoich rozwalonych - takich pięknych, zadbanych jeszcze wczoraj! - domów, i chociaż było już dawno cicho, z lękiem spoglądali w niebo. Być może po raz pierwszy w życiu wielu z nich przeklęło wojnę, faszyzm i swojego fuhrera.


Następnego dnia w komendanturze zaczęli palić archiwa. Papierowe grube sadze godzinami waliły z ich komina i gęsto zalegały na dziedzińcu, dachach i ścianach. Zbliżał się koniec.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×