Przejdź do komentarzyPoczątek końca /15
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-10-20
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń136

Otworzyłem oczy. Snopy promieni słonecznych przez wszystkie dziury i szczeliny przenikają do wnętrza szopy i oświetlają ciała skulonych z zimna śpiących marynarzy. Pode mną na ziemi - cały zdrętwiały przed świtem wlazłem na górę i zakopałem się w sianie - właśnie naradzał się nasz sztab.


- W nocy było spokojnie. - mówił kapitan Dalk. - Wachty meldowały, że we wsi panuje cisza, nie widać żadnych unterów ani wachmanów. Musimy wyjść z tej szopy. Poprosić, żeby nas wypuszczono. Przed wrotami stoi tylko jeden żołnierz...

- To spróbujmy. - poparł go Balicki. - W razie czego, powiemy, że musimy się wysikać...


Bogdanow wstał z klepiska, podszedł do bramy i zaczął łomotać w nią pięścią. Natychmiast odezwał się za nią stojący wermachtowiec.


- Odbiło ci?! Co tak walisz?

- Wypuśćcie nas.

- Poczekaj. Zamelduję oficerowi.


Przez szczeliny w deskach widzieliśmy, jak żołnierz zostawił swój karabin i gdzieś poszedł. Po chwili wrócił w asyście wyraźnie wystraszonego oficera z wyjątkowo długim nosem, na którego w obozie mówiliśmy Czajnik. Pracował wtedy w księgowości w komendanturze i nie miał z nami żadnych osobistych kontaktów. Zaskrzypiały zasuwy i wrota się otworzyły.


- Panowie, - powiedział do nas cały w nerwach, - proszę zachować spokój. Zostałem tutaj z wami na rozkaz komendanta po to, żeby przekazać was Amerykanom. Znam perfect angielski. Mam was oddać w ich ręce razem z listami nazwisk i paszportami wszystkich internowanych. Jest ze mną siedmiu żołnierzy, którzy będą was ochraniać.

- A gdzie reszta garnizonu, gdzie komendant, jeńcy wojenni i nasi generałowie? - zdenerwował się Bogdanow.

- Poszli  tam. - Czajnik machnął ręką w nieokreślonym kierunku. - Chcą się poddać osobno, a ja muszę zostać tutaj...

- Wypuśćcie nas.


Czajnik milczał przez moment, po czym rzekł:


- Dobrze. Jeśli da mi pan słowo, że wasi ludzie poza to ogrodzenie nigdzie nie wyjdą i nie uciekną. Pan sam rozumie, że muszę was przekazać zgodnie z wykazem waszych nazwisk.

- Zgoda. Hej, bracia! Wychodzimy! - wrzasnął Bogdanow tak radosnym głosem, jakiego dawno nie słyszeliśmy.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×