Przejdź do komentarzyGeocaching - poszukiwanie ukrytych skarbów
Tekst 76 z 82 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2021-02-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń131

Geocaching - poszukiwanie ukrytych skarbów


Geocaching to gra terenowa polegająca na szukaniu skarbów przy pomocy GPS, czyli tzw. skrzynek (ang. geocache) uprzednio ukrytych przez innych uczestników tej samej zabawy. Skrzynki ukrywane są zazwyczaj w ciekawych miejscach. Uczestnicy zabawy, wędrując w poszukiwaniu skarbów, mają więc okazję zwiedzić wiele ciekawych miejsc (nie tylko pod względem geograficznym, ale także historycznym), przebywać w pięknym anturażu przyrody, przeżyć wiele niezapomnianych wrażeń, i co bardzo ważne, zażyć dużo ruchu oraz zdrowo się dotlenić.

W tym miejscu niestety trzeba by dodać, że z powodu pandemii publikacja skrytek na stronach internetowych została zawieszona, ale jest nadzieja, że od wiosny tego roku ruszy na nowo. Można się więc do tej wspaniałej zabawy już zacząć przygotowywać i zachęcać innych, którzy do tej pory nie brali w niej udziału. Geocaching to zdrowa alternatywa zabawy przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Warto więc wyciągnąć ich z domu, by oderwali się od wielogodzinnego często siedzenia bez ruchu przy grach komputerowych.

Nazwa Geocaching pochodzi z połączenia greckiego słowa geo — Ziemia i angielskiego cache — schowek, chować. Gra ta powstała w 2000 roku za przyczyną pewnego amerykańskiego pasjonata sprzętu GPS o nazwisku Dave Ulmer. Mężczyzna ten, chcąc uczcić decyzję ówczesnego Prezydenta Billa Clintona dot. dopuszczenia cywilnych użytkowników do dokładniejszej wersji systemu GPS (dostępnej do tej pory tylko dla wojska), z GPS w ręku schował w lesie wiadro, do którego wrzucił kilka przedmiotów i zeszyt. Zapisał dokładne współrzędne i podzielił się nimi w Internecie z innymi pasjonatami GPS. Odzew był natychmiastowy. Ludzie uzbrojeni w odbiorniki GPS ruszyli na łowy. I tak zaczęła się zabawa, która trwa do dziś (przerwana jedynie przez pandemię) i zbiera coraz to większą rzeszę wiernych fanów.

Geocaching to naprawdę wspaniały pomysł na spędzanie wolnego czasu. Wystarczy zaopatrzyć się w sprzęt GPS (smartfon) wyświetlający aktualną pozycję, zarejestrować się na jednym z portali geocachingu, przeczytać dokładne zasady obowiązujące w tej grze, a potem już tylko wybrać sobie odpowiednią dla siebie skrzynkę w pobliżu swojego miejsca zamieszkania lub w innych miejscach w kraju czy też za granicą (jeśli wybieramy się akurat na urlop)… i w drogę poszukiwaczu! Wrażenia gwarantowane!

W każdej znalezionej skrzynce (geocache) oprócz różnych drobnych upominków znajduje się specjalny dziennik odwiedzin. Każdy, kto znajdzie skrzynkę, zapisuje się w tym dzienniku, podając swój identyfikator i datę. Może także dorzucić swoje upominki lub wymienić je na inne, zostawione przez innych graczy. W specjalnych internetowych bazach danych, w tzw. serwisach geocachingowych, można wybrać sobie dowolne miejsca poszukiwania skrzynek. Tam właśnie każdy założyciel skrzynki przekazuje innym zarejestrowanym uczestnikom gry lokalizację (namiary) miejsca ukrycia skrzynki — poprzez wprowadzenie jej współrzędnych geograficznych (długości i szerokości geograficznej).

Chowający skrzynkę powinien w serwisie podać również dodatkowe wskazówki, które ułatwią jej znalezienie, a także informacje o charakterze krajoznawczym dotyczące miejsca ukrycia oraz innych ewentualnych atrakcji turystycznych w okolicy. I koniecznie ostrzeżenia o ewentualnych zagrożeniach w trakcie poszukiwań, zwłaszcza dla szukających w towarzystwie dzieci i osób niepełnosprawnych.

Geocaching jest zabawą międzynarodową przeznaczoną dla poszukiwaczy przygód w każdym wieku. To rodzaj aktywności, który łatwo jest połączyć z innymi formami aktywnego wypoczynku, takimi jak np. turystyka, nordic-walking, kolarstwo, kajakarstwo, wspinaczka.

Radość z odnalezienia skrzynki jest ogromna. Geocaching potrafi nawet zwykły spacer zamienić w nie lada wyzwanie… a i ogromną przyjemność.


***


Moja rodzina już ładnych parę lat temu przystąpiła do tej wspaniałej zabawy. Pierwsze poszukiwania skarbów utrwaliły się nam najbardziej, gdyż miały miejsce na bardzo niebezpiecznym po trzęsieniach ziemi terenie.

Pogoda tamtego dnia była nie najlepsza. Było chłodno i mgliście. Ale to nam nie przeszkadzało. Rozgrzewała nas wędrówka, a także dobry nastrój i nadzieja na znalezienie skarbów.



Maszerujemy wszyscy żwawo i ochoczo. Córka jest naszym przewodnikiem, dzierży w ręku GPS i wskazuje kierunek wędrówki.

Po drodze dzieciaki pofikały sobie po starym, rozłożystym dębie. Starszyzna zaś się do niego poprzytulała i po chwili zbiórka. I znów pierś do przodu, krok miarowy… i heja! poszukiwacze skarbów! Nasz przewodnik ruszył w dalszą drogę parę sekund wcześniej. Musimy się go trzymać. Siłą rzeczy, ma GPS.

Hurraaa…! Pierwsza kryjówka znaleziona. Wnuczka wpisuje w dzienniczku co trzeba, wymienia upominki i idziemy dalej... szukać dwóch kolejnych kryjówek na tym terenie, i to w miejscach jeszcze trudniej dostępnych.

Zwijamy się szybko, by nie zdradzić tego miejsca osobom niepowołanym, gdyż takie akurat z nagła pojawiły się na biegnącej w pobliżu dróżce. Musimy też bardzo uważać, gdyż na tym terenie jest dużo głębokich szczelin po kilku trzęsieniach ziemi sprzed wielu lat. GPS szczelin niestety nie wskazuje, ale od czego mamy oczy?

Hurraaa…! Kolejna kryjówka odkryta. Tuż nad przepaścią. Wnuczka znów wpisuje w dzienniczku co trzeba, wymienia upominki i idziemy dalej.

Mijamy kolejną ogromną szczelinę, ma kilkadziesiąt metrów głębokości. Takich szczelin jest tu mnóstwo. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Hurraaa…! Trzecia kryjówka odkryta! Upominki tym razem wymienia wnuczek. Córka z kolei wysyła informacje do serwisu geocachingowego, a wnuczka, nasza rodzinna sekretarka, wpisuje do dzienniczka nasz identyfikator i datę.



Po chwili ruszamy już w drogę powrotną, opowiadając sobie po drodze z ogromnym podnieceniem o swoich doznaniach w czasie całej wędrówki i w momencie odnalezienia skarbów. Tryskamy radością. Dobry humor nas nie opuszcza, wszak wrażeń mieliśmy bez liku.



  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Jako harcerze bawiliśmy się - i to bez GPS - w bardzo podobne "podchody": szło się po pozostawionych na szlaku wskazówkach takich jak ułożona z patyków strzałka, zawieszona na gałązce np. czerwona tasiemka, "list" pod drzewem czy kamieniem itp.

Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek się zgublili.

Z kolei moje szkolne wiejskie dzieciaki chodziły/jeździły /rowerami, na łyżworolkach, na deskorolkach/ ze mną na nasze własne turystyczne imprezy i biwaki, na szczecińskie PTTK-owskie marsze na orientację, na 10-kilometrowe rajdy międzynarodowe IVV (mieszkaliśmy tuż nad Odrą w strefie przygranicznej) - szły tylko z mapką - czasami same, podzielone na 3-4-osobowe grupki; były też rajdy nocą z pochodniami (wzdłuż linii brzegowej Bałtyku w Pobierowie i w Sopocie) albo z latarkami (w lesie i z ogniskiem nad jeziorem, gdzie łowiliśmy raki) - i też zarządzeniem Boskim zawsze docierały na miejsce o czasie i bez szwanku...

To były dobre, piękne doświadczenia. Dzieci uczyły się współpracy, odpowiedzialności za siebie i za kolegów, nabierały pewności siebie, świetnie się bawiły - i przy okazji uczyły świata i przyrody
avatar
Bardzo ciekawa zabawa spokrewniona z biegami na orientację lub też powszechnymi w przeszłości w wojsku zawodami kościuszkowskimi.
avatar
Też pamiętam, Emilio, te nasze pochody. Chętnie brałam w nich udział. Jednak były one zbyt rzadką zabawą, okazjonalną. Teraz technika poszła daleko do przodu i łączy fanów tej zabawy na całym świecie. Można uczestniczyć w niej nawet każdego dnia, jak się tylko ma czas i ochotę. :)

To były piękne czasy, jakie opisujesz. Dzieciaki były wtedy bardziej ze sobą związane. Miały swoje autorytety. O wiele więcej było w nich radości, zapału, empatii.
Wychodzi na to, że rozwój cywilizacyjny, za którym stoją oczywiście dorośli, wielu dzieciom zepsuł dzieciństwo, robiąc wielki bałagan w świecie wartości.


O tak, Janko, bardzo spokrewniona i dzięki nowej technologii jeszcze bardziej rozbudowana.
Takie zabawy zawsze były i są niesamowicie przyjemne i pouczające.
avatar
Córka moja to trenowała - wielki szacunek dla inwencji twórców tych skrytek - umiejscowić taką skrytkę na kieleckim deptaku, gdzie wiele osób chodzi w tą i w tamtą - ! Pod parapetem, obok ławeczki Jana Karskiego.
Harcerstwo - całe szczęście przeszło bokiem, minęło mnie. Ale takie gry terenowe w prylu uprawiałem - do dziś jestem dumny z siebie, że dotarłem w 88 na Hyde Park w Jastrzębiej Górze - odbywające się na jakimś wypizdowie w środku lasu, obok tej miejscowości - bez komórek, GPS, na czuja.
avatar
Branimir, to rzeczywiście twórcy kieleccy się nie popisali. Zupełna bylejakość... żeby nie powiedzieć niechlujność. Nie na tym polega ta zabawa. Tak jak pisałam, skrzynki powinny być ukrywane w ciekawych miejscach. Uczestnicy zabawy, wędrując w ich poszukiwaniu mają wtedy okazję zwiedzić wiele ciekawych miejsc (nie tylko pod względem geograficznym, ale także historycznym), przebywać w pięknym anturażu przyrody, przeżyć wiele niezapomnianych wrażeń, i co bardzo ważne, zażyć dużo ruchu oraz zdrowo się dotlenić... Ot co!
Ha, jasne, na czuja dotrzeć gdzie trzeba — to jeszcze większa adrenalina. ;)
© 2010-2016 by Creative Media
×