Przejdź do komentarzyRozdział 19. Uniwersalny stempel /4
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-01-02
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń500

Sennym okiem spojrzał na Sarnę Michajłowną i poszedł sobie, wymachując żółtą aktówką związaną sznurowadłami. W ślad za nim spod ożywczego cienia palm i sykomór z gabinetu wyskoczył Połychajew. Sarna zerknęła na swego wysokiego pryncypała i bez jednego dźwięku opadła na kwadratowy materacyk na krześle, który zamortyzował ciężar jej ciała. Jak to dobrze, że wszyscy ludzie już się rozeszli i nie mogli w tym momencie zobaczyć swego pana i władcę naczelnika! Na jego wąsach jak ptaszek na gałązce wisiała diamentowa łza. Dziwacznie szybko mrugając oczami, tak energicznie pocierał dłonie, jakby tym odwiecznym sposobem dzikich plemion Oceanii chciał wykrzesać ogień. Pognał za Ostapem, haniebnie się uśmiechając i wdzięcząc do niego swym stanem.


- Co teraz będzie? - mamrotał, zabiegając mu to z jednej, to z drugiej strony drogę. - Przecież ja nie zginę, prawda? No, powiedzcie, złoty mój, kochany - ja nie zginę? Mogę co do tego być spokojny, prawda?


Pragnął przy tym koniecznie dodać, że przecież ma żonę, dzieci, jest też Sarna i wspólne z nią dzieci i jeszcze jest inna kobieta, która mieszka w Rostowie nad Donem, ale coś mu jakoś samo z siebie w gardle stanęło, i zamilkł.


Tak szlochając i jęcząc, odprowadził Ostapa aż do samego westybulu. W opustoszałym gmachu spotkali tylko dwie osoby. Na końcu korytarza stał Jegor Skumbriewicz, który na widok Wielkiego Kombinatora złapał się za żuchwę i cofnął do niszy. Na dole, na schodach zza marmurowej statuetki nagiej dziewczyny z elektryczną pochodnią wyczekiwał buchalter Bierłaga. Wiernopoddańczo pokłonił się Ostapowi i nawet wyszeptał: *Dzień dobry!*, ale tamten jego powitanie vice-króla Indii kompletnie zignorował.


Przy samym wyjściu z *HERKULESA* Połychajew złapał Bendera za rękaw i wybełkotał:


- Niczego nie zataiłem. Bóg mi świadkiem! Mogę być spokojny, prawda? Prawda?

- Pełen spokój daje człowiekowi jedynie polisa ubezpieczeniowa, - odparł Ostap, nie zwalniając kroków. - Tak wam powie każdy pierwszy lepszy agent do spraw ochrony mienia i życia. Osobiście nie jest mi pan już do niczego potrzebny. Ale za to państwo, najprawdopodobniej, szybko się panem zainteresuje i być może już jutro zastuka do pańskich drzwi.




ROZDZIAŁ  20.  KOMANDOR  TAŃCZY  TANGO



W maleńkim bufecie sztucznej wody mineralnej, na którego wywieszce namalowano błękitne syfony, przy białym stoliku siedzieli Bałaganow i Panikowskij; pełnomocnik ds. kopyt pogryzał rurkę, pilnując, by z drugiego jej końca nie wypadł krem. Boską tę pychotę popijał wodą zelcerowską z zielonym syropem o wdzięcznej nazwie *Świeże siano*. Stary kurier zaś pił prozdrowotny kefir. Przed nim stało już 6 pustych buteleczek. Z tej siódmej Panikowskij troskliwie wytrząsał do swojej szklanki kolejny zimny gęsty napój. Nowozatrudniona w ich firmie sekretarka tego dnia wypłacała pensje zgodnie z wykazem, podpisanym przez Bendera, i to właśnie z tego powodu akurat teraz dwaj przyjaciele rozkoszowali się miłym chłodkiem, jakim emanowały pociemniałe cylindryczne balony z gazowaną wodą, chłodny, wykładany włoskimi kamiennymi płytkami bufet, ognioodporna lodówka, gdzie przetrzymywano mokrą bryndzę, oraz marmurowa lada. Kostka lodu, jaka wyleciała z lodówki, leżała teraz na podłodze i, powoli się topiąc, lśniła. Przyjemnie było na nią spojrzeć po tym, czego się tak męcząco napatrzyłeś na skwarnej, z rzadkim cieniem ulicy z jej ubitymi upałem przechodniami i ogłupiałymi od nadmiaru słońca psami.


- Piękne miasto ten Czarnomorsk! - rzekł dziadek Panikowskij, oblizując wargi. - Zimny kefir to dobry lek na serce.





1931

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Czyli przyszła Kryska na Matyska.

Chyba jednak wicekról, a nie vice-król. Tak przynajmniej podają słowniki.
avatar
W swoich przekładach także w przypadku interpunkcji, kurczowo trzymam się wersji oryginalnej.

Dlaczego?

Bo to, JAK piszemy, bardzo rzutuje na to, CO widzimy.

Moi Rosjanie np. wszystkie porównania wydzielają przecinkami, co z automatu tworzy w tekście odrębny autonomiczny obraz

/nawet wtedy, kiedy nie masz bladego pojęcia, czym jest porównanie i do czego służy/

Polska interpunkcja JEST INNA, niż interpunkcja chińska, hiszpańska czy chilijska. Identycznie jest w przypadku tej rosyjskiej.

I dobrze jest mieć nieustającą świadomość, że każdy naród tworzy stricte własną, unikalną sztukę i kulturę - również sztukę i kulturę słowa.

To, że wymarli Etruskowie, Łacinnicy, a ich języki jak beton zastygły na amen, to dla świata niepowetowana strata
© 2010-2016 by Creative Media
×