Przejdź do komentarzyNajszybsze czarnuchy świata
Tekst 16 z 16 ze zbioru: seks and drugs and arie operowe
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2022-11-13
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń70

NAJSZYBSZE CZARNUCHY ŚWIATA

No może słowo „czarnuchy” kłuje w oczy, gdy się je czyta. Bo ma taki wyraźnie pejoratywny wydźwięk. Tak jest. W ogóle. Ale nie w tym szczególe. Bo pogarda w stosunku do drugiego człowieka kala i tego gardzącego, i tego, którym się gardzi. To jest wypaczone spojrzenie na tych, których spotykamy. Inni jesteśmy, nie tacy sami, ale bez tej gradacji, że mniej lub więcej warci. Inni.

BAD BRAINS.  Najszybsze czarnuchy świata. Hard core się rodził, punk już był, metal też. Ale to właśnie oni potrafili zagrać z taką energią, z taką siłą, z taką szybkością, że nie było – długo jeszcze – nic porównywalnego. Hard core już niebawem osiągnął te szybkości piosenek, a metal potrzebował na to lat kilku jeszcze.

Paradoksalnie moje szczęście, że nie jestem poliglotą, języków nie znam i nie lubię rozumieć słów piosenek, które słucham. Nie wiem do dziś, co BAD BRAINS chcą mi przekazać. Słucham ich piosenek. Od 40 lat prawie. Ale czytałem kilka wywiadów z nimi, widzę też symbolikę, z jaką zaczynają się lansować.

Kiedy oglądam ich pierwsze koncerty, 79 rok, 80, to oni są neutralni wizerunkowo – garnitury. Na jednym z nich HR wykonuje widowiskowe salto w tył. W garniturze. 81, 82 rok to już nie garnitury, ale dredy i te rastamańskie czapeczki.

Hard core  z zasady był przestrzenią wolności – nawet dla wrogów wolności. Tu wolno mówić wszystko. Nawet o zakazywaniu mówienia pewnych rzeczy.

Pierwsze koncerty -  koniec lat ’70, początek lat ’80 – wśród publiczności same białasy. Na scenie czarnuchy. To ich przyszli posłuchać. Afroamerykanie wśród publiczności zaczynają pojawiać na koncertach datowanych na 81, 82 – po 4 latach aktywności scenicznej.

Przestrzeń wolności wypowiedzi służy do lansowania rasizmu i homofobii. BAD BRAINS bardzo wyraźnie mówi, że pedały do gazu. Może mają jakieś nieprzepracowane traumy, może nie są pewni swojego statusu seksualnego – jak wielu takich nie są pewni, czy jednak są tak jednoznaczni seksualnie. A rastafarianizm – ci mili i fajni kiwający się w rytm reggae – mówi, że kobiety są podległe mężczyznom. A białasy, takie jak ja, to gorsza, głupsza od czarnych rasa.

I słuchając ich z wtedy jestem gotów się zastanowić nad tą tezą. Nikt tak nie grał. Poza nimi. Wystawali ponad wszystkich ich otaczających.

Kiedy zredukowali szybkość, poszli w finezję, akademizm, to sobie ich odpuściłem. Perwersi ich słuchali. Ale BAD BRAINS przełomu lat ‘70/’80 muzycznie to bomba. Czarne brzmienie – byli zupełnie inni od białych kolegów, ale to nie było R’N’B.  Wtedy jeszcze perkusiści w większości grali „dwójkami” – gdy trzeba było zwiększyć tempo, po prostu robili to szybciej, wybijając ten sam rytm. BAD BRAINS oprócz niesamowitych gitarzystów, mieli też niesamowicie, nieszablonowo grającego perkusistę. Ich fanem był też Henry Flannagan, późniejszy lider CRO MAG’S, skinowskiej ekipy, lansującej się jako uciskana biała mniejszość z południowego Bronxu. Życie nie pisze prostych scenariuszy.


Muzycznie bomba. Faszyści/bolszewicy potrafią być urokliwi. Przypadkiem. Bo Arno Brekker, Vit Harlan i ci panowie od Stalina ( pomijając Szostakowicza) nudni byli.

A HR oprócz grania w BAD BRAINS udziela się także w regowym ZION TRAIN. Gdzie przy kołysząco bujającym rytmie lansuje idee rastafarai.


  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Jeżeli chcesz w Wielkiej Sztuce zaistnieć, musisz m u s i s z być inny, niesztampowy, wyrazisty i oryginalny. Dotyczy to i literatów, i kompozytorów, i architektów, i ludzi teatru, i cyrkowców et cetera, et cetera.

Na muzycznej scenie są i mierne grajki do kotleta - i nieśmiertelne Tuzy. Co najgorsze, często taki "byle kolo Bolo" w osobistym swoim życiu ma się dużo lepiej niż niejeden wielki Wielki

właśnie dlatego,

że szeroka publika lubi tylko i wyłącznie to,

co lubi.

(patrz kultowa scena w "Rejsie" z 1970 r. z nieśmiertelnym Maklakiewiczem w roli recenzenta na pokładzie)
avatar
Przebić się przez ten zalew powszechnego gdzie nie spojrzeć beztalencia, trywialności i miernoty -

oto wyzwanie dla RÓWNYCH bogom
avatar
Podziw białych dla czarnych, zielonych dla czerwonych, naszych dla waszych, kobiet dla mężczyzn, młodych dla starych /itd., itd./ - i vice versa - nie bierze się z sufitu ni z kapelusza.

To dar t a l e n t u jest tym, co wynosi człowieka ponad tłumy
© 2010-2016 by Creative Media
×