Przejdź do komentarzyBożyszcze przyszłych pokoleń
Tekst 29 z 35 ze zbioru: ŻYCIE NA TEMBLAKU
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2025-10-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń210

O domu dla literatów pisałem już w 2014 roku, a o niedofinansowaniu kultury - wielokrotnie. W czasach, gdy internet istniał tylko w głowie Lema i później, gdy internetowa sieć pokryła się wrzodami, zdarzało mi się pyszczyć na te wstydliwe tematy. Na ”dzień dzisiejszy” rezultat tego pyszczenia taki jest, że domu nie ma, a kulturze ciągle wiedzie się pod górkę.


A kiedy kulturze wiodło się lepiej, zapyta ktoś. Nigdy, odpowiem temu ktosiowi. I nie będzie to kłamstwo, tylko wierutna prawda. Literatura, to taka niedemokratyczna dziedzina twórczości, że mało któremu pisarzowi darzy się finansowo. Jeden z nich, to Mróz, pisarz dobry, a do tego poczytny, co budzi zawiść. Tak jak zawiścią kierują się przeciwnicy trudnej prozy Tokarczuk.


Policzyć ich można na palcach uciętej nogi. O czyimś talencie, jego braku, czy rozmiarze, nie decyduje większość. Nie można zagłosować za tandeciarzem. Uznać kamyk za diament. Ale tak gadają profesjonaliści. Gros konsumentów kultury twierdzi zaś: niech sobie mówią, co chcą. My i tak „wiemy swoje”, bo żaden krytyk nas nie przekona.


Większość utalentowanych pisarzy jak Masłowska, klepie biedę, lub ratuje się przed pieniężną degrengoladą sporadycznym publikowaniem swoich tekstów. Nieczęstym, bo z uwagi na liczną konkurencję, publikuje rzadko. Lecz kiedy któryś z nich dorwie się do posiadania własnej rubryki w poczytnym piśmie, i załapie się na stały redakcyjny etat, trzyma się swojej synekury i jest mu niezgorzej w sakiewce.

*

Za poprzedniego panowania PO, siedzący we mnie naiwniak łudził się nadzieją, że w exposé premiera oprócz co chwilowej odmiany słowa „miłość” usłyszę co nieco o kulturze i o planach rządu w sprawie podniesienia jej poziomu w społeczeństwie. Że jest narodowi potrzebna, jak tlen. Nadaremnie jednak oczekiwałem na cud, gdyż cud nie nastąpił.


Po przegranych nadziejach, na tron wstąpił PiS; powiało smrodem i rozpoczęły się rządy bezprawia. Nie dość, że kultura sparciała do reszty, to do roli jej cenzora doszlusował obywatel Gliński i zaczęło się polowanie na nieprawomyślne czarownice. Redakcje i wydawnictwa uznane przez niego za obrazoburcze i przez to wichrzycielskie, znikały. Podobnie reżyserzy niecnotliwych spektakli oraz przedstawienia, których nie pojmował oraz malunki artystów, którzy nie przypadli mu do gustu. Zakazywanie więc dzieł niezrozumiałych dla PiS-u, stało się jego radosną codziennością.


I w tej oto mózgowej duchocie pojawiły się bunty, sprzeciwy i zrywy. Wydawało się, że w szybkich porywach wiatru historii nadchodzi normalność i zaraz po wygranych wyborach zdarzy się nagły przypływ ludzi posługujących się rozumem. Przestanie istnieć brak rozsądku i do łask powróci intelekt. Lecz nic takiego nie zaszło: rozsądek przemienił się w dialog wieprza z perłą.


Potoczny rozum przeszedł na relatywizm, a zamiast radykalnych zmian na lepsze, pojawiły się odwieczne wahania, zastrzeżenia i wątpliwości. Problemy związane z myśleniem odeszły na dalszy plan i konsekwentnie pomijano je milczącą dezaprobatą, a to, co rozpalało wyobraźnię zwycięzców, uległo zapomnieniu; amnezja będzie zatem bożyszczem przyszłych pokoleń.




  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Nic się nie zmieniło i, obawiam się z wielką dozą prawdopowdobieństwa - nie zmieni. Rządzi ten, kto zdobędzie największą część społeczeństwa... a jaki procent w tym społeczeństwie zainteresowany jest kulturą przez duże "K"?
avatar
Hardy ma rację i nic tu dodać nie mogę.
avatar
W społeczeństwie konsumpcyjnym,

a w takim, chciał, nie chciał, ży-je-my,

co ma wzięcie i co się sprzedaje,

- TO SIĘ SPRZEDAJE... I MA WZIĘCIE.

Pisałam o tym po wielekroć: o poczytności dzieła nie decyduje ani Autor, ani szan. komisja eliminacyjna, ani mecenat itp., itd.

a

A

CZY-TEL-NIK

Tylko to się sprzedaje, co Odbiorca kupi

;(

W tym sensie najbardziej dzisiaj "idą" modlitewniki, horoskopy, kalendarze oraz przewodniki po supermarketach.

To też JEST literatura
avatar
Niezwykle rzeczowa i trafna diagnoza. Niestety ubolewam nad tym,ale szybkiej zmiany na lepsze nie widzę nawet w epoce batyryzmu.
avatar
TO TAAAAAAKIE PROSTE:

żeby społeczeństwo kochało kulturę

i ją

WSPÓŁ-TWO-RZY-ŁO,

trzeba już naszych pierwszaczków prowadzać co tydzień a to

- do teatru lalkowego
- a to do filharmonii
- a to do biblioteki
- a to do kina
- a to na lekcje tańca
- a to do szkoły garncarstwa
- a to na zajęcia ze śpiewu
- a to na kurs tkactwa
- kraszenia jajek

itp., itd.

CO TYDZIEŃ!
PRZEZ CAŁY CZAS EDUKACJI!

To porażające, że w dobie dostępności wszystkiego na wyciągnięcie rączki dziecka,

n a d a l

i

w c i ą ż

nawet w wielkich miastach polskich /że o Wielkiej Dziurze nie wspomnę/

sztuka i kultura są przed polskimi dziećmi zamknięte na 7 pieczęci na głucho

;(
avatar
Jednorazowe bierne oglądanie kultury i sztuki na ekranie czy na widowni u tzw. przeciętnego dziecka

/wiemy, że takich dzieci nie ma! każde jest unikalne!/

nie wytworzy żadnych życiowych pasji ni zainteresowań.

DZIECKO MUSI WSPÓŁUCZESTNICZYĆ CAŁYM SOBĄ, ŻEBY MÓC WSPÓŁTWORZYĆ!

CO TYDZIEŃ!

C-A-Ł-Y-M S-O-B-Ą
avatar
Emilia ma rację. Już dzieci trzeba przyzwyczajać do współtworzenia, obcowania z kulturą.
Z drugiej strony moje doświadczenia pokazały mi, że można pogodzić inny zawód, który daje środki utrzymania, z pisaniem czy malowaniem. Nawet bywają tego dobre strony, kiedy zdarza się coś inspirującego. Ale nie jest to łatwe i jeśli ktoś jest całym sobą zaangażowany w tworzenie, to codzienna praca w jakimś innym zawodzie może być męcząca.
© 2010-2016 by Creative Media
×