| Autor | |
| Gatunek | popularnonaukowe |
| Forma | proza |
| Data dodania | 2025-11-30 |
| Poprawność językowa | - brak ocen - |
| Poziom literacki | - brak ocen - |
| Wyświetleń | 26 |

Część czwarta
Jack był zabawny. Jill była mrukliwa. Lan hołubił Jacka i dawał mu wolność lecz Jill zakuwał w łańcuch i często karał dlatego, że miała złe usposobienie. Kiedyś Lan przebywał daleko i Jill uwolniła się, przyłączyła do swojego brata. Zniszczyli drzwi magazynu Lana i wyjedli co chcieli. To czego nie chcieli: mąkę, masło oraz inne rzeczy rzucili na ziemię i toczyli. Gdy Lan powrócił, stanął u drzwi, to zastał obraz budzący zdumienie, a także gniew. Małe niedźwiadki nic nie wiedziały o widoku lecz zrozumiały gniew. Wiedziały, że coś było nie w porządku i że były w niebezpieczeństwie. Mrukliwa Jill usiłowała ukryć się w mrocznym rogu magazynu i spoglądała wyzywająco na Lana. Ale Jack uniósł w górę swoje pałąkowate, małe ramiona ku swojemu panu, oczekując, że podniesie go i wypieści jak zwykle, tak jakby był najlepszym niedźwiadkiem na świecie. Potem Jack zaczął wdrapywać się na nogę swego pana. Lan mamrotał: „Skręcę ci kark, ty mały diable”. Ale tak nie uczynił. Uniósł lepkiego, małego niedźwiedzia i pieścił go lecz Jill zakuł w łańcuch i przymocował do jej stanowiska mocniejszym łańcuchem.
Lan Kellyan był w złym nastroju. Tego poranka upadł i zepsuł swoją strzelbę. Na domiar złego jego zaopatrzenie było zniszczone. Wieczorem przybył obcy do jego szałasu i Jack zdumiewał ich obu swoimi zabawnymi sztuczkami. Kiedy obcy był gotowy do odjazdu, powiedział: „ Lan, dam tobie dwadzieścia pięć dolarów za każde z niedźwiadków”. Lan wahał się, a wtedy pomyślał o swoim zaopatrzeniu, które było zepsute, uszkodzonej strzelbie i swojej pustej kieszeni, więc odrzekł: „ To daje razem pięćdziesiąt... i możesz je sobie wziąć”. W piętnaście minut obcy odjechał wraz z małymi niedźwiedziami usadowionymi w bagażach po każdej stronie konia. Jill była mrukliwa i milcząca lecz Jack wył i to wycie dotknęło serca Lana. W czasie następnej godziny Lan był zajęty. Doprowadził swój szałas i magazyn do porządku, i pochował to, co było pozostawione z jego zaopatrzenia. „Po wszystkim!”, rzekł do siebie, „A jeszcze na dodatek miałem dobrą transakcję”. Wtedy minął pudło, gdzie Jack zwykł był spać. Było tak cicho! Nagle ni z tego ni z owego skoczył na swojego konia i w dwie godziny dogonił obcego przybysza. „Wiesz co, człowieku, popełniłem błąd. Ja nie chcę sprzedać tych niedźwiadków. Masz tutaj z powrotem swoje pieniądze”. „Zmarnowałeś swój czas, jeśli to jest to po co naprawdę przybyłeś...”, rzekł obcy chłodno. Jack zawył radośnie na dźwięk głosu swojego pana. „Zauważ człowieku”, powiedział Lan, „Że ten mały niedźwiadek jest jedynym kompanem, jakiego mam i jesteśmy bardzo ze sobą związani. Nie wiedziałem, jak bardzo będzie mi jego brakowało. Weź swoje pięćdziesiąt dolarów, oddaj mi Jacka, a zatrzymaj Jill”. „Jeśli masz pięć setek w złocie, możesz go dostać.”, odparł obcy wyciągając swoją broń i mierząc nią w Lana. „Jeśli nie, to idź prosto do tego drzewa i nie odwracaj się. W przeciwnym razie wystrzelę...”. Lan nie miał broni więc był posłuszny. Skowyt małego Jacka trafiał Lana prosto w serce. Lecz znał górali zbyt dobrze i uczynił tak, jak obcy jemu powiedział. Góral i dwa małe niedźwiadki wkrótce zniknęli mu z oczu.
Z początku mężczyzna był zadowolony z swoich zabawnych niedźwiedzich szczeniąt ale z każdym dniem stawały się bardziej kłopotliwe i mniej jemu posłuszne. Nowy pan nie był ani delikatny, ani kulturalny więc Jack, dobrej natury mały niedźwiadek, zdawał się to rozumieć. Pozwalał swojemu nowemu panu zakładać kołnierz i łańcuch na siebie. Jednak Jill walczyła i gryzła rękę swego pana, gdy próbował założyć jej kołnierz. W rezultacie Jack był teraz sam, na łańcuchu w podwórzu rancza.







