Przejdź do komentarzyZnałam tego motocyklistę
Tekst 4 z 5 ze zbioru: Moje opowiadania
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2015-11-05
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1109

Andrzej spojrzał mi prosto w oczy, usiłując przebić wzrokiem szkła moich okularów. 

- Co cię gryzie ? - zapytał spokojnie. 

- Nic. Wszystko w porządku. - odparłam po swojemu. Zakręcił się na pięcie i zniknął w przedpokoju. Zamknął za sobą drzwi i zbiegł jak burza po schodach. Od kilku dni, prawie z sobą nie rozmawialiśmy. Trudno mi było o wszystkim mu opowiedzieć, nie umiałam, a może się bałam, nie jego a siebie. Nalałam do szklanki zimnej wody, wypiłam duszkiem, wróciłam do swego pokoju. Po po kilku godzinach poczułam tępe ukłucie w karku, które zwiastowało ból głowy, przerwałam pisanie, wstałam z krzesła i podeszłam powoli do okna. Dzień był jasny, deszcz ustał. Na szarym niebie pokazywało się nieśmiało jaskrawe słońce. Spojrzałam na zegarek. Niedługo Andrzej wróci do domu, wspólna kolacja i szczera rozmowa dobrze nam zrobi.- pomyślałam. Od dłuższego czasu byłam w kiepskim nastroju. Odzywały się we mnie niechciane wspomnienia, męczyły mnie. Nie umiałam obronić się przed nimi, tkwiły we mnie jak wyrzut sumienia, jak zadra. 

- Dlaczego pozwoliłam mu tamtej nocy odejść? - dzwoniło mi w uszach.  

Próbowałam sobie wmówić, że to tylko niedobry sen i muszę się szybko obudzić. Zacisnęłam mocno powieki, nie pomogło.  

Miesiąc temu, tak to było w czerwcu, jak zwykle włączyłam radio. W porannym serwisie informacyjnym TOK FM usłyszałam: 


` Trzydziestodwuletni motocyklista dziś rano zginął na miejscu. Uderzył, jadąc z dużą prędkością w barierkę pobocza nowej autostrady. Jechał z ogromną szybkością, wymijał TIR-a . Warunki pogodowe i drogowe były dobre, jezdnia była sucha. Był jedyną, śmiertelną ofiarą niezwykłego wypadku. Nikt poza nim nie ucierpiał.` 


Z tej informacji niewiele się dowiedziałam, niemniej sprawiła, że tamta noc ożyła we mnie ze zdwojoną siłą, jak na przetartym z kurzu ekranie. Coś mi mówiło, że to mój motocyklista, że to jednak zrobił. Nie chciał już dalej żyć, nie miał siły się upić, tańczyć czy śpiewać.  

Pamiętałam wyraźnie tamtą noc. Na niebie wisiały ciężkie, stalowe chmury, szybko zapadł zmierzch. Droga była mokra i śliska od deszczu. Wracałam do domu, miałam za sobą całodniową jazdę samochodem, musiałam chwilę odpocząć, zatrzymałam się na dobrze oświetlonym, przydrożnym parkingu, miałam ochotę na papierosa. 

Nagle zapłonęły przed samą maską mojej toyoty światła czarnego motocykla. Wyrósł przede mną motocyklista, wysoki chłopak w obcisłym, czarnym kombinezonie. 

- Już późno. - zagaił uprzejmie, zdejmując kask. Odwróciłam się na dźwięk jego głosu, nie od razu mu odpowiedziałam, przestraszyłam się. 

- Odpoczywam. - odpowiedziałam lekko zakłopotana. Zgasiłam papierosa, filtr parzył mi palce. Nastąpiła chwila milczenia. Pokręcił się trochę po placu. Podszedł. Stanęliśmy twarzą w twarz. 

- A może jednak, mógłbym w czymś pomóc? - zapytał. Jego spokojny głos i wygląd uspokoił mnie. Pierwsze słowa naszej rozmowy były o przysłowiowej pogodzie. To brzmi niedorzeczne, ale zaraz potem, bez wstępów zaczął opowiadać o sobie. Mówił szybko, chaotycznie, nie patrząc mi w oczy. Wybrał mnie, stałam się konfesjonałem, przypadkowo spotkanym na pustym parkingu. Stojąc przede mną rzucił mi w twarz swoją skargę. Rozumiem, że każdy kiedyś musi z siebie coś wykrzyczeć. Prawdopodobnie miał taką potrzebę, potrzebę rozmowy. Początkowo nie zadawałam mu żadnych pytań, słuchałam zdziwiona, osłupiała. Był szczery i przeraźliwie prawdziwy. 

- Zaufa mi pani? - zapytał i zawiesił głos. 

- Chyba tak - odpowiedziałam, potrząsając głową.  

- Chcę ,żeby mi pani uwierzyła temu co mówię. Z żadną dziewczyną nie byłem tak szczęśliwy, z nikim dotąd nie było mi tak dobrze. Ona była dla mnie wszystkim.- wyrzucał z siebie po krótkiej chwili milczenia. 

- Było ci tak dobrze? - zapytałam nieśmiało. Uśmiechnął się gorzko.  

- Psiakrew, niech pani nie pyta.- powiedział. - Owszem, ale teraz wszystko co było dawniej wydaje mi się złym snem. 

- Złym? Zdawało mi się dotąd, że żal jest tylko dobrych snów, kiedy się kończą.-odpowiedziałam.  

Mówił dalej, jakby nie słyszał moich słów. Swój ból od dawna znaczył nienawiścią do siebie i ludzi, uciekał przed wspomnieniami, rzeczywistością i jutrem. Niespełniona, szalona miłość i żal wyssały mu jak polip młode serce. Stracił przyjaciół potem bliskich. Został sam, nikt go nie kochał. Przeklinał, zwątpił w swe wieczne zbawienie, coś w nim pękło. Marzył o jedynej rzeczy: o dniu, który będzie jego ostatnim dniem. Ze uskładanych przez lata oszczędności, kupił swój wymarzony, czarny, szybki motocykl. Gnał wieczorami przed siebie, brał ostro zakręty, gdy wiatr go chłostał a nadmierna prędkość zapierała mu do bólu dech w piersiach czuł się wolny jak ptak, dotykał nieba, zostawiał za sobą swój smutek. To był jego żywioł, jedyne co miał.  

- Posłuchaj, odetchnij głęboko kilka razy i spróbuj się uspokoić.- powiedziałam podirytowana. 

- Boję się swoich słów, tyle ich już tu wypowiedziałem. - mówiąc to, westchnął głęboko i popatrzył na mnie niespokojnie.  

- Teraz, wszystko co było dawniej wydaje mi się straszne i głupie. Miotam się jak mucha w pajęczynie swego nieszczęścia i w tej cholernej bezsilności. Pan Bóg nie zbudował mnie tak jak potrzeba. Moja była dziewczyna nazywała mnie frajerem, odeszła bez pożegnania. Dlaczego zwykłe szczęście mieszka tak daleko? 

- Do diabła, po co się umartwiasz? - zapytałam. 

- Rozumiem, nie ma pani siły by mnie do końca wysłuchać. Wiem, że to co mówię wydaje się dziwne i dziecinnie śmieszne. Mój ojciec mnie też nie słuchał, szydził i za byle co tłukł. Wiedziałem, że ojcu nie dorównam. Miał chyba rację, nie jestem twardzielem. Nie każdy jest stworzony, żeby walczyć. Walczyć do końca życia to bez sensu. Mam wszystkiego dosyć, chcę mieć wreszcie święty spokój. - dorzucił i ręką wykonał gest pełen rezygnacji. 

- W walce też jest spokój. Czy ty tego nie rozumiesz? - wykrztusiłam. 

Zapadła przykra cisza. Ugrzęzłam w moich przemyśleniach. Trudno mi było go do końca zrozumieć, nie chciałam włazić z kaloszami w jego życie i drążyć dalej. `Człowiek nie urodził się do łatwego życia`. Trudne dzieciństwo, bez oparcia w ojcu, niewiele tłumaczyło. Może jego życie nie było, aż takie złe. No, a ta pokręcona dziewczyna. Zostawiła go. Prawdziwej miłości szuka się nieraz przez całe życie. Swoją spotkałam będąc już bardzo dojrzałą kobietą i matką. Analizując wyrzucane przez chłopaka bezładne słowa, zauważyłam, że brakuje mi czegoś, co pozwoliłoby mi go jasno zrozumieć. Ile mu było potrzeba, żeby odbić się od dna, którego dotknął? 

Nasze milczenie przerwał odgłos przejeżdżającej drogą wielkiej, załadowanej po brzegi ciężarówki. 

- Tak się dzieje ze mną po zachodzie słońca. - odezwał się widząc w moich oczach wielki znak zapytania. Czekałam, że będzie mówił dalej. Nie odezwał się do mnie więcej, tylko popatrzył smutnymi oczami. Miałam ochotę pobiec za nim. Motocyklista oddalił się i nawet się nie odwrócił. Słyszałam jeszcze przez chwilę jego ciężkie, powolne kroki, potem już tylko doszedł mnie odgłos znikającego, pracującego na wysokich obrotach silnika motocykla. 

Ostatnio, długo rozmyślałam o moim motocykliście. Stał mi się bliski, nawet, gdy go oskarżałam o to, że nie wytrzymał swego cierpienia, że podzielił je niechcący na nas dwoje. Zapewne przyjdzie czas, kiedy tamto wspomnienie zacznie się kurczyć. Kiedy o nim myślałam i o tym wypadku poczułam się współwinna, obwiniałam się, że nie umiałam go tamtej nocy przekonać i powstrzymać. Los mną zakręcił, może to było przeznaczenie. Nie jestem ckliwą babą, to nie tak. Przelałam na papier wspomnienie tamtego spotkania, bo je przeżyłam po swojemu, bo chciałam je zapisać w swojej ulotnej pamięci, miałam taką potrzebę. Ale nie to było dla mnie najważniejsze. W każdej codziennej gazecie widnieje długa lista ludzkich nieszczęść, można w niej przeczytać o wypadkach z udziałem motocyklistów. Często są to, bez obrazy, młodzi, zakręceni straceńcy, których entuzjazmu nie umiem niestety do końca pojąć. Wierzyłam, że moje pisanie zabrzmi przestrogą i protestem przeciwko niepotrzebnej śmierci i cierpieniu. Pisząc przez moment poczułam się jak dobra wróżka, której jest dane, za czarodziejskim dotknięciem odwrócić bieg czyjegoś młodego życia. Przykro, ależ byłam naiwna.... 






 

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Po pierwsze: oceny są subiektywne i dokonane na całkowitą odpowiedzialność komentatorki;

Po drugie:

odsyłam Autorkę do wprawdzie odmiennego od Jej, niemniej równie interesująco-niesamowitego opowiadania o Motocykliście:

http://postscriptum.net.pl/viewtopic.php?t=24090,

Po trzecie: gdyby zaprezentowane opowiadanie szło do jakiegoś druku, radziłabym je ciut zweryfikować pod względem stylistycznym :)))

Bardzo serdecznie :)))
avatar
Dziękuję za uwagi :)
avatar
Młody gniewny na czarnym motocyklu nie jest, jak się zdaje, bezradnym chłopczykiem z piaskownicy. To dorosły facet, który - na Boga - rozumie chyba, że nieszczęścia chodzą po ludziach, i w każdym KAŻDYM domu krzyż! A skoro tak, to nie dokładaj nikomu następnego!
© 2010-2016 by Creative Media
×