Przejdź do komentarzyWłamanie do wózka
Tekst 14 z 21 ze zbioru: Jack Wolf z życia treści
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2016-03-15
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1475

- Panie a o której to otwarte jest?- głos zza rolet wyrwał mnie z przeglądarki internetowej w smart fonie. Zastanawiałem się właśnie, co sobie obiecują wszyscy tak czekający na owe 12 zł. A także, kto ich wywiedzie z ziemi egipskiej niewoli pod ścianę utraty godzin i radosnego bezrobocia? 

Myślałem tak, bo dorobiłem się ksywy Ozyrysek. Może to z powodu fryzury, a może jeszcze czegoś innego? 

Roleta jechała w górę. Prask...prask...prask...trach. Otwarte wszystkie cztery. Teraz trzeba założyć radio, które pamięta pierwsze piętnaście obiektów. Potem Bodzio wpuści pięć dostaw na piekarnię, a ja podbije taśmy do oklejania towarów. Pieczątka z datą znowu się obraca. Kolejny dzień, ale już czternasty. Wczoraj miałem straszną depresję. Dopada znowu po 20 latach. Dzisiaj sobie poszła. Coś mnie tknęło, wstałem zza parawanu. Między wysepka z grami a kantorem przemykali złodzieje. Amadeusz K, Patryk W, jakiś jeszcze inny z nimi. Pomknęli gdzieś w kierunku sklepów odzieżowych. Tak, czekają, badają, tropią, szykują się. O godzinie 10.00 otworzą się dla nich wrota kilkudziesięciu sklepów. Mają nade mną przewagę- są wolni. Tyle że w tej grze komputerowej stoimy po różnych stronach barykady. A ja nie potrafię traktować poważnie Rzeczypospolitej Polskiej dzisiaj, bo Bóg ukarał mnie piekłem za życia. Jestem zbyt inteligentny. Nienawidzę swojego umysłu tak, że trudno to opisać. Kiedyś, chociaż jak piłem, to latałem w inne galaktyki, lub mogłem się z kimś dogadać. Teraz muszę kluczyć, ważyć słowa, wypowiadać się całkiem wbrew sobie. Szczerze to nie zawsze chce mi się z kimś rozmawiać i marzę o samotnym zamku z widokiem na Karkonosze. Niech Jarosław Kaczyński z Dudą zapłacą mi artystyczne 500+ i będę robił opowiadania. Może wydolę. Wtedy munduru już mi nie pokazywać proszę. Mundur jest sparodiowany, ośmieszony, opluty, zeszmacony. 

- Dlaczego nie ma pani wydać?!- klientka w trwałej ondulacji zablokowała kolejkę o 9.17. Płacąc banknotem 200 zł za dwie gazety oraz zapalniczkę. 

- Dopiero zaczęliśmy pracę. Nie mam jeszcze wielu drobnych. Przepraszam, no tak to z rana z czasem jest. 

- A mnie to nie obchodzi- klientka podparła się pod boki. Wyglądała teraz jak te ruskie baby w piramidce. Zdejmujesz większą i jest mniejsza. Potem jeszcze mniejsza. 

- Zrób pan porządek z ta wieśniaczką, ludzie w kolejce czekają!- odezwał się w moim kierunku tęgi pan z tyłu kolejki. 

- Stara kurwa....- warknął chłopaczek na samym końcu ogonka. Odrzucił chipsy na stand z tabletkami, wyszedł, gniewnie pomrukując. 

Sytuacja się rozładowała, bo dziewczyna wydała kasę jednak. Jakieś piętnaście minut spokoju. Potem wyrósł przede mną młody człowiek. 

- Przyszedłem po dwa złote- powiedział to tak, jak bym mu był winien dziesięć. 

- To chyba pomyłka. 

- Nie mogę, wyjąć z wózka dwóch złotych. Proszę mi zwrócić ta kwotę- kwitnąca inteligencja narodu stała prosto, patrząc mi pewnie w oczy. 

- Przecież wózki nie są moje- odparłem. 

- Więc do kogo mogę się udać? 

- Do obsługi handlowej. 

Poszedł szukać kierowniczki. Coś mnie tknęło. Spojrzałem w górę. Na balustradzie stał Mecenas wraz z dwoma innymi złodziejami. Wezwałem gestami jednego. Z początku się ociągał, potem zszedł. 

- Coś potrzeba?- zapytał w nadziei, ze wreszcie pójdę na złą drogę. Wyciągniętej ręki nie odwzajemniłem. W pracy pod kamerami jestem. 

- Trzeba się włamać do wózka. 

-  ...co? 

- Trzeba dwa złote klientowi wyjąć. 

- Dobra. 

Kwitnąca inteligencja narodu patrzył zdumiony, jak złodziej kilkoma ruchami palców wyjmuje zablokowane dwa złote. 

- Jest pan bardzo sprytny manualnie- pochwalił jego kunszt. 

- Bardzo- potwierdziłem, patrząc złodziejowi w oczy. Spojrzeniem o treści `Dzisiaj wypierdalacie stąd`. On patrzył ze zrozumieniem, bo jest poza sprytem inteligentny. 

Na balustradzie stała czarna młoda dziewczyna. Znowu ja złapałem. Znowu pomyślałem, żeby nie patrzyła tak. Bo potrafię się zakochać. A bardzo nie chcę. Mam długi, mało zarabiam, potrafię cokolwiek w łóżku. Trudno o większe niebezpieczeństwo

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Za dużo tych "byczków", więc muszę z oceną zejść niżej ;)

Za to krótka forma, czyli sam tekst, skrzy się niczym bożonarodzeniowa cynfolia ;)

Nie gniewaj się, chwilowo nie mam nastroju w zakresie udzielania porad typowo praktycznych :)))

Serdecznie :)))
avatar
Opowiadanko niezłe, ale bardzo niestarannie napisane.
avatar
Naga "piórproza" czysta, jak ta czysta. Purnonsens w tym siermiężnym złodziejskim realu - tak naszym od zawsze po wsze czasy - opisany prostym lewym prostym jak w mordę strzelił między te kaprawe oczka kwitnącej inteligencji narodu!

Narracja pierwszoosobowa niejakiego Ozyryska z majestatu wysokości jego pola władzy/widzenia jest jakimś bardzo daleeeekim pogłosem... czyżby szemranych opowieści St. Grzesiuka?? M. Nowakowskiego?? - gdzie honor był zawsze tylko spod blatu, Bóg był nieortograficzną rzeką, a ojczyzna poza wszelkimi horyzontami domysłu.

Zbyt dobre, jak na te polskie przaśne standardy - i dlatego "na pułki" niebytu wycofane :(

Jednak Pisarz, żeby być wielkim, nie potrzebuje spod ołtarza Sztuki żadnych akolitów - broni się SAM!
avatar
"(...) ja nie potrafię traktować poważnie Rzeczpospolitej Polskiej, bo Bóg obdarował mnie piekłem za życia. Jestem zbyt inteligentny.(...)"

(patrz 3. akapit)

Nie da się poważnie traktować żadnego k/raju, choćby był z samego złota.

Wszędzie są złodzieje
avatar
Włamanie do wózka (patrz tytuł) - jest tak powszechne na Matce Ziemi jak ten lichy szary chleb powszedni
© 2010-2016 by Creative Media
×