Przejdź do komentarzyAktoreczka
Tekst 1 z 13 ze zbioru: Dla panów 50
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2016-07-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1833

Tadeusz siedział przed telewizorem. Znowu był sam w pustym mieszkaniu. Emitowano ostatni, półgodzinny odcinek serialu „Nieśmiała”, wypełniający mu od października wszystkie popołudnia. Główna bohaterka, którą grała młodziutka aktorka Zosia Broniczanka, właśnie odjeżdżała w podróż poślubną w objęciach zdobytego po wielu perypetiach ukochanego. Tadeusz nie oglądał pierwszych odcinków. Trafił przypadkiem na piąty, czy szósty. Wcześniej bardzo rzadko włączał telewizor o tej porze. Wtedy jednak jego żona Basia, wychodząc na kolejną konferencję, wywiadówkę, zebranie stowarzyszenia albo związków zawodowych, spotkanie z którąś z psiapsiółek (niepotrzebne skreślić), zostawiła włączony telewizor. Tadeusz nie lubił włączać telewizora, jeśli akurat nie miał zamiaru nic oglądać. Od wypełniania ciszy w domu, jego zdaniem, było radio lub odtwarzacz CD. Telewizor bardzo szybko odwracał całą jego uwagę. Tak było i tym razem. Miał właśnie wyłączyć złodzieja czasu, gdy zauważył, że akcja rozgrywa się na tle secesyjnej kamienicy, której remont ukończył jakieś pół roku temu. Przyjrzał się dłużej. Rzadko się zdarzało, żeby jakiś film był nagrywany w jego rodzinnym mieście. Akcja przeniosła się do wnętrza budynku. Ale to było zupełnie inne wnętrze, chociaż widok z okna mniej więcej się zgadzał. Schematyczna, rozwlekła, słodkawa fabuła filmu wciągnęła go tak, że oglądnął odcinek do końca.

„Niewiele straciłem. Od razu wiadomo, co było wcześniej. Ale aktorkę do głównej roli to mogli dobrać ładniejszą. Chude, rude, piegowate, z wytrzeszczonymi niebieskimi oczami” – pomyślał, wyłączając telewizor.

Następnego dnia obejrzał jednak kolejny odcinek serialu, potem kolejny i jeszcze jeden. Aktorka, której nazwisko sprawdził na końcu któregoś odcinka, z dnia na dzień wydawała mu się coraz atrakcyjniejsza. Aż do ślubu kończącego serial.

W poniedziałek po południu, kiedy nadeszła osiemnasta, nie wiedział, co ze sobą zrobić. Włączył komputer. Wpisał do wyszukiwarki „Zofia Broniczanka”. Pojawiło się kilkadziesiąt odnośników do serialu, notka w Wiki: „Zofia Broniczanka, właściwie Zofia Bronica, urodzona…”

„22 lata” – szybko policzył.

„… w Warszawie, studentka drugiego roku Szkoły Aktorskiej… Filmografia „Nieśmiała” – główna rola…”

„Fara” – rola córki proboszcza w parafii protestanckiej.

Role teatralne: brak.”

Inne notki z wyszukiwarki:

„Kiedy Zosia Broniczanka zrobiła to pierwszy raz?”

Kliknął, żeby przejść do artykułu:

„Zosia pierwszy raz wystąpiła jako aktorka w roli wróżki w przedstawieniu szkolnym…”

„Czy Zosia Broniczanka ma narzeczonego?”

„Z kim całowała się Zosia po raz pierwszy?”

Okazało się, że chodzi o pierwszy pocałunek na planie serialu. Przeprowadzający wywiad usiłował wmówić Zosi i czytelnikom, że Zosia ma przed tym ogromną tremę.

„W jaki sposób Zosia Broniczanka dostała rolę w serialu?”

Tu z kolei Zosia oznajmiała, że zgłosiła się na casting, wzięła udział w zdjęciach próbnych, potem zadzwonił do niej producent i dostała rolę. Tadeusz przeczytał kilka komentarzy:

„Zosiu, jesteś świetna, nie przejmuj się”

„Niech nie ściemnia, na pewno po znajomości, bo skąd by się tam wzięło takie drewno z wytrzeszczem. Dziesiątki innych startuje w castingach i nic.”

„Ona ma dwadzieścia dwa lata i już jest celebrytką, a innych się nie zauważa.”

Przeszedł do hasła : „Zofia Broniczanka – grafika”. Zobaczył bardzo dużo fotosów z serialu, zdjęcia ze szkoły, z zajęć w Szkole Aktorskiej, jakieś rodzinne.  Skopiował sobie na komputer kilka ładniejszych portretów.

„Zwariowałeś, chłopie, na stare lata” – powiedział do siebie.

W nocy Zosia przyśniła mu się. Jechał autem. Dziewczyna stała na skraju szosy. Zatrzymał się.

– Muszę ci oddać zdjęcia.

Sięgnął do bagażnika, by wyjąć przekopiowane zdjęcia oprawione w ramy. Obudził się.

Przez cały dzień myślał tylko o Zosi, ustawiał się w roli męskich postaci z serialu. Praca szła mu jak krew z nosa. Trwało to dobry miesiąc. Czuł, że jeśli w jakiś sposób nie skontaktuje się z Zosią, to problem będzie narastać.

„Jak tak dalej pójdzie, to wypieprzą mnie z roboty”.

W pracy robił to, co konieczne. Stos papierów, które można było załatwić „potem”, rósł. Dawniej on wyszukiwał sprawy do załatwienia, miał inicjatywę. Teraz sprawy szukały jego. Odganiał je od siebie, jak natrętne muchy. To samo w domu. Problemy, jak zaoszczędzić na kolejną ratę opłaty za pobyt matki w domu opieki, korepetycje, kurs języka dla córki, raty za samochód, czynsz, matura i przyszłe studia zeszły na plan dalszy. Nie zarabiał mało, ale też nie kokosy. A wydatki rosły, dochody nie. Prawie nie pił. Palił też nie dużo. Najbardziej niebezpieczny nałóg, jaki go ostatnio opętał, to Zosia.

„Tadek, weź się do roboty, bo to się źle skończy” – usiłował przywołać się do porządku.

Energii starczało na pół godziny, do godziny. Dzień zaczynał od oglądnięcia skopiowanych zdjęć Zosi w komputerze. Obiecał sobie, że częściej niż raz w tygodniu nie będzie szukał jej w wyszukiwarce. To miało być w piątki. Czekał na ten piątek bardziej niż na weekend, o którym było wiadomo, że i tak się w nim nic ciekawego nie zdarzy.

Tadeusz snuł różne marzenia i fantazje z Zosią w roli głównej, ale nigdy nie były to wizje o charakterze erotycznym. Zazwyczaj układ wujek – siostrzenica, przełożony – podwładna, przygodny przechodzień pomocny w jakiś konflikcie, czy nieszczęściu. Podświadomy imperatyw znalezienia pretekstu, aby móc bezpośrednio skontaktować się z przedmiotem obsesji był coraz silniejszy.

I nagle – jest!

Z końcem stycznia zobaczył nowy wynik w wyszukiwarce:

„Zofia Broniczanka rozebrana.”

„Jak to? Wstydziła się całować na planie filmowym, a tu nagle pozuje nago?” – zdziwił się.

Wszedł na stronę. Na środku było kilka marnych zdjęć całkowicie ubranej Zosi. Za to na marginesach obsceniczne zdjęcia genitaliów obojga płci. W środku linki do „regulaminu” i listy aktorek, na której było kilkaset nazwisk. Kliknął przypadkowe. Zawierało fotosy filmowe bohaterki. Kolejne kliknięcie przekierowało go do strony peep-show, gdzie po podaniu numeru karty kredytowej można sobie było coś pooglądać za chyba niezbyt drobną opłatą. Tadeusz nie miał ochoty ani podawać numeru karty kredytowej, ani oglądać tego świństwa. Wrócił do zdjęć Zosi. Kliknął w jedno, trafił na tę samą stronę. Wyszedł Przeczytał „regulamin” – automatycznie przetłumaczony z angielskiego bełkot pseudo-prawniczy mówiący, że zgodnie z dekretem prezydenta Clintona o numerze …, jeżeli ma zamiar wykorzystać stronę w celu złożenia zażalenia do organów państwowych, to nie ma do tego prawa.

„Kto dziewczynie zrobił takie świństwo? Jak się z nią skontaktować? Współpracuje pewnie z jakąś agencją, tam mają prawników, niech zrobią z tym porządek.”

Sprawa nie dawała mu spokoju całą sobotę i niedzielę.

W poniedziałek od rana wrócił na wulgarną stronę.   Chwilę pogrzebał w Internecie, znalazł odpowiednie instrukcje i po pół godzinie miał adresy IP i fizyczne obu stron. Pierwsza, ze zdjęciami aktorek znajdowała się w Warszawie, a peep-show w Amsterdamie.

Teraz pozostawało znaleźć możliwość kontaktu.

„Zofia Broniczanka na deskach Teatru Koło”

Zosia grała Anielę w „Ślubach Panieńskich” Fredry. Nie wiadomo, czy wyraźnie sponsorowany artykuł miał promować nowopowstały teatr nazwiskiem znanym z serialu, czy samą Zosię. Najbliższe przedstawienie z udziałem Zosi miało się odbyć w następną sobotę.

„Wysłać list i kwiaty do teatru” – pomyślał. – „I po sprawie.”

Przez cały tydzień pisał list:


Droga Pani Zosiu!

Podziwiam Pani talent, wdzięk i urodę. Oglądałem serial „Nieśmiała” z Pani udziałem. Widać, że w kreowaną postać wkłada Pani dużo pracy, a jednocześnie sprawia to Pani radość.

Niestety piszę do Pani w przykrej sprawie. Pani wizerunek został wykorzystany do promocji materiałów pornograficznych. Zresztą nie tylko Pani. Uważam, że jako osoba pokrzywdzona i posiadająca kontakty w świecie artystycznym poradzi sobie Pani z usunięciem swojego nazwiska ze strony internetowej, której adres podaję w załączeniu.

Życzę wielu sukcesów w życiu zawodowym.

Z poważaniem

Tadeusz Zieliński


List napisał ręcznie, piórem. Miał ładny charakter pisma. Zanim włożył go do koperty, postanowił jeszcze raz zajrzeć na porno-stronę, żeby sprawdzić, czy jego wysiłek nie jest bezprzedmiotowy. Kliknął na zdjęcie Zosi.

„O k…, przecież, to jest jeszcze dziecko!”.

Znalazł w sieci numer policji. Długo nikt nie odbierał. Wreszcie!

– Dyżurny Komendy Wojewódzkiej Policji. Słucham.

­– Dzień dobry, nazywam się Tadeusz Zieliński. Chciałem zgłosić pewną sprawę.

­– Tak, słucham pana.

– Przypadkiem trafiłem na stronę internetową prezentującą zdjęcia polskich aktorek. Na pewno są tam zdjęcia, które podlegają ochronie praw autorskich. Ponadto, jeżeli kliknie się w dowolne zdjęcie, następuje przekierowanie do strony pornograficznej na żywo. Wydaje mi się, że przed chwilą zostałem przekierowany do pokoju, w którym była może dwunastoletnia naga dziewczynka, mogła być Hinduską.

– Proszę o adres tej strony, zajmiemy się sprawą.

Tadeusz przeliterował adresy stron w Polsce i w Holandii.

– Czy pan czuje się pokrzywdzony?

– Nie, ale uważam, że kobiety, których nazwiska i zdjęcia wykorzystano w takim celu na pewno będą się czuły pokrzywdzone! Panie, gdyby ktoś zrobił cos takiego mojej córce, to nie wiem, co bym… draniowi zrobił!

Wzburzony Tadeusz, mimo ze krzyczał, starał się jednak kontrolować i unikać wulgaryzmów.

– Proszę pana, proszę się uspokoić. Przyjąłem zgłoszenie. Zajmiemy się sprawą. A panu radzę skontaktować się z psychologiem. Podchodzi pan do sprawy za bardzo osobiście. Dziękuję panu.

– Dzięki. Do widzenia – Tadeusz uspokoił się.

Kiedy odłożył słuchawkę, poczuł, jak spływa z niego całe napięcie zgromadzone przez kilka miesięcy. Zmiął list i wyrzucił do kosza. Sam nie wiedział jak, ale zabrał się do pracy.

Będąc dwa tygodnie później na rutynowej wizycie u lekarza na pytanie, czy „poza tym wszystko w porządku”, odpowiedział:

– No właśnie, panie doktorze, zdałem sobie sprawę, że od paru miesięcy jestem nienaturalnie podekscytowany, rozkojarzony. Zachowuję się niezbyt racjonalnie…

– Pójdzie pan do psychologa, jak pana skieruję?

– Bardzo proszę…

Udał się do poradni. Opowiedział psychologowi swoją historię. Wstępny test wykazał silną nerwicę. Rozpoczęła się terapia. Na pornograficzną stronę internetową nie próbował już więcej zaglądać.

Parę miesięcy później wysłano go na delegację do T. Zamieszkał w hotelu w pobliżu centrum miasta na ósmym piętrze. Wieczorem, było około szóstej, postanowił wypić piwo w hotelowym barze. Wsiadł do windy. Na piątym piętrze winda zatrzymała się. Wsiadła energicznie wysoka, tryskająca wesołością dziewczyna o kasztanowych włosach, w której bez trudu rozpoznał Zosię Broniczankę.

– Dzień dobry – przywitała się.

– Dzień dobry – odpowiedział również się uśmiechając.

Zjechali na dół. Chwilę jej się przyglądał, przepuścił przodem przy wyjściu. Poszła do czekającej przed wejściem do hotelu taksówki. On udał się do baru, do ogródka na tarasie. Zapalił papierosa. Po chwili kelner przyniósł szklankę zimnego piwa.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ciekawie się zaczęło, nieźle rozwijała fabuła, ale od połowy tempo przysiadło, a zakończenie jakby trochę już wymęczone, ze zbyt wysublimowaną pointą. Dlatego za poprawność językową daję maksa, za poziom literacki dwa schodki niżej.
Pozdrawiam i czekam na cd.
:-)
avatar
Moja ocena będzie akurat odwrotna niż poprzednika. Do fabuły praktycznie nie mam zastrzeżeń, a do poprawności językowej sporo. Nie rozumiem maniery nadużywania cudzysłowów. Ostatecznie można zostawić w cudzysłowach cytowane wpisy, ale nie rozumiem, po co są w nie wzięte myśli autora. Po co w cudzysłów wzięto też słowo "potem"?
Być może to drobiazgi, ale drobiazgami nie są błędy ortograficzne. "Pseudo prawniczy" piszemy łącznie, natomiast "nowopowstały" piszemy rozdzielnie. "Szkoła Aktorska", jeżeli nie jest dookreślone, o którą konkretnie chodzi, piszemy małymi literami. "Nie dużo" piszemy łącznie. Piszemy "Śluby panieńskie", a nie "Śluby Panieńskie", jest to bowiem tytuł sztuki, a nie tytuł czasopisma. Uzbierało się więc pięć błędów ortograficznych. Zbędne przecinki przed: jak natrętna, czy nieszczęściu, za chyba; brakuje natomiast przecinka przed: również się uśmiechając.
avatar
Dzięki za merytoryczną ocenę. Co do interpunkcji i ortografii, wstydzę się i obiecuję stopniową poprawę. Janusz1228, cóż, pointa jest wymyślona. Gratuluję wyczucia.
avatar
Pornografia bywa uzależnieniem,a już wejście na strony pornograficzną i komentowanie albo ocenianie jets podwójnym zagrożeniem dla wszystkich.Nie można wchodzić na to,czego się nie toleruje.Tolerancja oznacza zielone światło,ponieważ-OGLĄDAM i wyłączam to światło.Nie oceniam,i po chwili okazuje się,że nie mam tego w głowie-mnie dotyczą inne problemy.
Ktoś,kogo fascynuje pornografia musi albo JĄ ODRZUCIĆ albo PRZYJĄĆ.
Jeżeli ja przyjmie to z pewnością będzie próbował robić mniej więcje to samo.
jEŻELI NIE,TO BĘDZIE JA NEGOWAŁ I NIE MOŻE ROBIĆ TEGO SAMEGO,POZOSTAJE UPRAWIANIE SEKSU DLA PROKREACJI.
Pornografia ma za zadanie pokazanie ludziom innej formy seksu.I nic więcej,to zawsze przyjęte zostaje wykorzystane przez oglądających,a jakie pozycje ,w to już nikt nie powinien się wtrącać.
Bo okaże się,że zmieniając partnera czy męża to samo nie ma racji bytu.
A film to aktor,przede wszystkim,I zona czy mąż nie grają w filmach.
avatar
Doskonałe i w netto zawartości - i w taro formie.
© 2010-2016 by Creative Media
×