Przejdź do komentarzyRuchome schody
Tekst 1 z 9 ze zbioru: Wiara
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2016-07-29
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń968

Wysiedli z samochodu na parkingu na dachu galerii handlowej. Stryj szedł z jego lewej strony, nauczyciel z prawej. Mijali spokojnym krokiem  rzędy mniej lub bardziej luksusowych samochodów – symbolu tego kraju, jego bogactwa i zamożności  mieszkańców.

Weszli do budynku.

Przecież wszystko to było obiecane im, jemu. Więc dlaczego znalazł się w więzieniu, kiedy wziął sobie na chwilę jedno z tych aut, które stoją na ulicach godzinami i nie służą nikomu? Przecież mówiono mu, że wszystko na świecie należy do nich, tamci nie mają prawa posiadać więcej, niż potrzeba do życia. Więc dlaczego sądzono go według ich prawa? Według bezbożnego prawa, które ustanowili ludzie tacy, jak oni. On nie naruszył prawa objawionego, niezmiennego od setek lat, a oni nie mieli prawa go sądzić.

Zbliżyli się do szczytu ruchomych schodów. Zjechali w dół. Przodem stryj, z tyłu nauczyciel.

Przed nimi jechały dwie dziewczyny, nawet przyzwoicie ubrane. Dalej małżeństwo z dzieckiem. Jego niedoszła żona też zaczęła się ubierać, jak te tutaj. Jej ojciec pozwalał jej na to. Na odsłanianie włosów, ramion i nóg. Jej siostrom też. Były przyjaciel jego ojca okazał się być człowiekiem bez honoru. Zerwał umowę zawartą między rodzinami, mówiąc, że jego córka nie chce za męża złodzieja. Co jest ważniejsze, honor ojca, czy fanaberie kobiety?  Żeby sczezł w piekle! Zdrajca! Wysługuje się miejscowym, maluje ich domy. Zgodził się, żeby bałwochwalca był jego szefem. A przecież oni są stworzeni tylko po to, żeby służyć wiernym.

Dojechali do końca pierwszego odcinka schodów. Tu trzeba się pożegnać. Uściskał się ze stryjem, który oddalił się w głąb galerii. Wymienił pocałunek z nauczycielem, który pobłogosławił go i lekko popchnął w kierunku następnych schodów. Przypomniał sobie, jak żegnał się z ojcem, braćmi, matką. Jak wszyscy byli z niego dumni. Matka trochę płakała, ale któż przejmowałby się kobietą?

Przeszedł wzdłuż galeryjki, spoglądając na wystawy mijanych sklepów. Buty, biżuteria, gazety, kosmetyki. Przedmioty zbytku, wszystko marność. Wszedł na następne schody. Dlaczego akurat takie jest jego przeznaczenie? A może to wszystko nieprawda?

Nie myśl tak! – skarcił się. – Myślisz, jak oni. Oni już nie wierzą w swojego Boga, dlatego nie zasługują na to, żeby żyć. Poganie. Napotkanego niewiernego trzeba uderzyć mieczem w szyję. Napotkanego? Tu jest ich pełno. Nie będę tacy, jak oni. Zapatrzeni w pieniądze, nie dbający o honor, nie szanujący swoich kobiet, rodziców. Który prawdziwy mężczyzna pozwoliłby, żeby jego żona pracowała poza domem, wysługiwała się innym mężczyznom, dotykała innych mężczyzn, jak ta nierządnica. Z pogardą spojrzał na fryzjerkę strzygącą chłopaka w zakładzie fryzjerskim tuż poniżej. Przecież to jest czyjaś córka lub siostra. Gdzie jest jej ojciec lub brat? Dlaczego jej nie pilnują? Kiedy tu przyjeżdżał, wiedział, że kobiety mają tu dużą swobodę, ale nie przypuszczał, że to wygląda aż tak. Ohyda! Po co ja tu przyjechałem? Nie myśl tak! Nie słuchaj podszeptu szatana, który chce wykorzystać twoją słabość. Wyjdź z siebie i rozsądź swoje myśli i czyny, czy są zgodne z Prawem Bożym. To co masz zrobić jest dobre i szlachetne. Dziękuj Wszechmocnemu i Miłosiernemu, że wybrał dla ciebie takie przeznaczenie. Że przywiódł cię tutaj. Inaczej będziesz takim samym nędznikiem, jak oni!

Dojechał do następnej galeryjki. Już ostatniej. Przeszedł do następnych schodów. Oglądnął się. Nauczyciel patrzył na niego. Kiedy znalazł się na przesuwającym się stopniu, oglądnął się jeszcze raz. Nauczyciel odszedł. W dole, wokół samochodu skąpanego w kolorowych światłach, kłębił się tłum ludzi. Jedni podziwiali lśniący pojazd, inni prezentujące go bezwstydnice w skąpych strojach. Piękne na zewnątrz, lecz zepsute w środku. Mógłby mieć każdą z nich, powinien mieć każdą z nich. Przecież ich kobiety też są stworzone tylko po to, żeby służyć wiernym. Nic to! Za chwilę znajdzie się na zielonej łące z potokiem krystalicznie czystej, przyjemnie chłodnej  wody, z sycącym mlekiem i słodkim winem, którego wreszcie wolno mu będzie skosztować, by sprowadziło na niego spokój i radość, a nie zamieni go w zwierzę, jakie widywał często dokoła. Będzie tam wiele dziewic stworzonych tylko dla niego, zawsze czystych, chętnych i gotowych mu służyć. Piękniejszych i wdzięczniejszych niż te tutaj, niż jego narzeczona, niż wszystkie kobiety świata.

Mimo wszystko poczuł kropelki zimnego potu, spływające mu po plecach. Wcisnął się między stłoczonych ludzi. Wymacał na pasku mały, metalowy pierścień. To wszystko tutaj i tak nie dla niego, nic tu nie osiągnie… Pociągnął za kółko. „Jeden jest Bóg…”

Świat zniknął…


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Przewidując zakończenie i tak czytałem z zainteresowaniem do końca, co dla mnie oznacza, że tekst jest świetnie napisany.
Pozdrawiam!
avatar
Bardzo dobrze napisane :)

:)))
avatar
Przeczytałem z zainteresowaniem
avatar
Komentarz Janusza w pełni odzwierciedla moje refleksje. Zakończenie dość przewidywalne, już od początku opowiadania. Utwór napisany bardzo dobrym stylem, co jest ewenementem na tym portalu. Odnoszę wrażenie, że celem autora było bardziej danie bodźca do szeroko rozumianych przemyśleń niżeli oddanie precyzyjnie konkretnego przesłania.
avatar
Najtrudniej się chodzi w cudzych butach, a jeśli przy tym te cudze buty - to Chrystusowe palestynki...
© 2010-2016 by Creative Media
×