Przejdź do komentarzy'WYJĄTKOWA' PODRÓŻ DO SZWECJI cz. 1
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Reportaże
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2016-12-27
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń971

Swego czasu moja dobra znajoma, z którą nie mam już kontaktu, namawiała mnie usilnie do napisania reportażu z podróży do Szwecji. Odmawiałem, mówiąc, że ten wyjazd to był jeden wielki niewypał i absolutnie nie ma czego opisywać. Porażka już po wylądowaniu i dwa dni katorgi. Czy naprawdę jest co opisywać? Czy jest w tym coś, co zainteresuje czytelnika? – Jest! – mówiła znajoma. Może miała rację. Opisanie nietypowego wyjazdu, gdzie wszystko wali się na głowę, może być inne i ciekawe dla odbiorcy. Co prawda od tego czasu minęło już parę lat, a konkretnie cztery, postanowiłem napisać to, co właśnie piszę.

Pomysł wyjazdu zrodził się w maju i przewidywał dwutygodniowy pobyt w Sztokholmie połączony ze zwiedzaniem miasta i okolic. Plany obejmowały również wycieczkę do Göteborga. Wylot z Okęcia w lipcu. Po walce na słowa z koleżanką, która uparła się, aby zamieszkać w hotelu, który notabene oferował piękne apartamenty, ale w absolutnie kosmicznych cenach; na szczęście dla portfela udało mi się ją odwieść od tego pomysłu. Bilety na tanie linie lotnicze kupione, a noclegi załatwione u znajomej znajomej. Przynajmniej miało być za darmo, a to oznaczało więcej funduszy na lokalne atrakcje i wycieczki.


REFLEKSJA NR 1: NIGDY NIE ZAŁATWIAJ NICZEGO PO ZNAJOMOŚCI!


Dzień wylotu, walizki spakowane, gotówka schowana w saszetce wraz z kartami pokładowymi na lot powrotny u koleżanki w torebce.


REFLEKSJA NR 2: JEŚLI MASZ COŚ, CO CHCESZ DAĆ KOMUŚ DO SCHOWANIA, ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY, ZANIM TO ZROBISZ!


Zawsze lubiłem atmosferę, jaka panuje na lotniskach, ale tego dnia moja irytacja sięgała zenitu. Krótko mówiąc, szlag mnie już trafiał. Znajoma, której imienia nie wymienię, „latała” po sklepach jak szalona, chcąc obkupić chyba wszystkich członków rodziny, a przecież to lot w granicach UE więc ceny ani trochę niższe nie były. Do tego, co chwile słyszałem, że ona się boi latać, że musi się znieczulić, bo jak to określiła „na trzeźwo tego nie zniesę”. Dwie setki czystej wódki spożyte w szybkim tempie w toalecie zrobiły swoje, ale niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. Strach zamiast odejść pogłębił się, a wlanie trzeciej setki do butelki z coca-colą nie pomogło. Ostatecznie tuż przed boardingiem siatki z zakupami zostały mi wciśnięte siłą, a znajoma oświadczyła niezbyt wyraźnym już głosem, że pierdoli i nigdzie lecieć nie będzie, po czym w tempie geparda, zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć „ewakuowała” się ze strefy wolnocłowej i prawdopodobnie pojechała do domu, zabierając swoją walizkę. Cóż, zdenerwowany (delikatnie rzecz ujmując) wsiadłem do różowego samolotu tanich linii lotniczych, zająłem swoje miejsce, włożyłem słuchawki i włączyłem muzykę. Po półtorej godziny lotu wylądowałem na lotnisku Skavsta. Sztokholm Skavsta – dobre sobie, to tak jakby powiedzieć lotnisko Warszawa – Ciechanów. Autobus dowożący do centrum miasta był droższy od samego lotu, ale bilety kupione były wcześniej, przynajmniej nie musiałem się martwić o wolne miejsca, bo ponad sto osób z jednego samolotu nie zmieści się za cholerę jasną do jednego autobusu.

Po ponad godzinnej jeździe znalazłem się na dworcu autobusowym w Sztokholmie. Zgodnie z umową miała tu czekać znajoma, która zaoferowała noclegi. Po kwadransie obserwacji nadal nie było jej widać. Po chwili dotarłem do stacji metra, ale i tutaj jej nie było. Postanowiłem zadzwonić. Nie odebrała. Napisałem smsa. Nie odpisała. Zostałem sam w centrum nieznanego mi miasta. Cudownie. Postanowiłem poszukać hotelu, ale w tym właśnie momencie uświadomiłem sobie, że całą moją gotówkę zostawiłem w Warszawie, w torebce znajomej. I tutaj zaczęły się schody...


REFLEKSJA NR 3: W OBLICZU SYTUACJI KRYZYSOWEJ WŁĄCZ POZYTYWNE MYŚLENIE – ALE KURWA JAK?


W sytuacji, w jakiej się znalazłem, jasnym było, że nie mam pieniędzy ani na nocleg, ani nawet na bilet autobusowy. Kart ze sobą nie zabierałem, bo i tak wszystko, co było na koncie, zostało wypłacone i zamienione na korony szwedzkie. Głodny jak jasna cholera, bez picia, bez niczego, co byłoby przydatne w tym momencie, rozpocząłem przymusowy spacer po centrum o wpół do jedenastej wieczorem, klnąc cicho pod nosem. Reportaży mi się zachciało! Wyjazdów! No to mam co chciałem.

Usiłując racjonalnie myśleć nad całą zaistniałą sytuacją, starałem się znaleźć pozytywy, ale jak je znaleźć, kiedy ich najzwyczajniej w świecie nie ma?


REFLEKSJA NR 4: ZAWSZE MIEJ PLAN „B”!


Plan „B”... Nie było planu „B”. Pozostało szybko go ułożyć i zorganizować przyspieszony powrót do Polski. Szybka analiza opcji „za” i „przeciw” dzwonieniu do kogoś bliskiego z prośbą o pomoc... Wygrało „przeciw”. Szybki telefon do znajomego... Następny do konsulatu i plan „B” powstał w ekspresowym tempie...


cdn.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.
avatar
Nie no reportaż jest ciekawy.Bo chyba o to chodzi głównie w reportażach.Gdybym zaczęła czytać,ale to tez zależy od jezyka-wysiadłem,wsiadłem i przyjechałem,po czymnie zastałem,to mnie by szlag trafił.
avatar
Zaczyna się interesująco...
© 2010-2016 by Creative Media
×