Przejdź do komentarzyList ósmy
Tekst 8 z 17 ze zbioru: Listy do siebie
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaartykuł / esej
Data dodania2017-01-23
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń700

Wolę pisać wiersze niż listy. Ale wierszy nikt nie czyta, no może jeden czytelnik na tysiąc, raczej na milion… Choć chyba właśnie to przemawia do mnie najbardziej i… Piszę wiersze, żeby mówić do jednego na milion, bo wysłucha. Tym razem jednak chcę, żeby wszystkie słowa wybrzmiały, żeby nie były tylko kreacją literacką, bo prawdę życia najprościej pisze się prozą.

W towarzystwie duchownych czuję się trochę onieśmielona… Mam wrażenie, że ich autorytet przytłacza mnie. Tematy rozmów kończą się szybko; mówienie o wartościach bywa ryzykowne, sprawy doczesne mogą denerwować rozmówcę, zostaje sztuka, w moim przypadku – literatura.

Nieśmiałość względem duchownych wyniosłam z dzieciństwa, szczególnie po tym, gdy pewien  ksiądz katecheta wymierzył mi kilka łap za niestawienie się na lekcji religii o czasie. (Na usprawiedliwienie mam tylko to, że była cudowna zima, zamarznięty za plebanią staw i super towarzystwo!)

Ale miało nie być o mnie… Lecz o księdzu, którego znam całe dorosłe życie, ale dopiero teraz dowiedziałam się, jakim jest człowiekiem. Chodził do jednej klasy z moim mężem. Był prymusem a przy tym dobrym kolegą. Po latach zauważyłam, że odwzajemniali sobie pozdrowienia i wymieniali się uprzejmościami. Wtedy jeszcze trzymałam się na dystans…

Aż do dnia gdy dowiedziałam się, że ksiądz Arek zachorował. Ludzie szeptali między sobą, widać było, że ta wiadomość jest dla nich bolesna. Pytali o zdrowie księdza naszych duszpasterzy, modlili się, zastanawiali. Po jakimś czasie problemy zdrowotne księdza Arka przestały być tematem rozmów. Uznałam, że zło zostało zwalczone i będzie dobrze. Widziałam księdza wielokrotnie, odprawiał msze, wyglądał dobrze, nawet przytył. Zawsze kiedy słuchałam jego kazań, miałam wrażenie, że mówi tylko do mnie. Nigdy nie nudził i nie pouczał dla samych pouczeń. Był tak wiarygodny, że nie mogłam się przyczepić do żadnej myśli (a lubię sobie podyskutować nawet z faktami).

Ale najbardziej roztkliwiał mnie sposób, w jaki stawał przy ołtarzu… Przypominała mi się wtedy biblijna postać Oblubieńca pełnego delikatności, troski a jednocześnie odwagi i siły. Każda czynność naznaczona jakimś uczuciem przepływała między nim a wiernymi; w kościele czuło się niezwykłą atmosferę, czuło się obecność Boga…

Kiedy mój proboszcz powiedział, że w nowym numerze parafialnego pisemka trzeba coś napisać o jubileuszu dwudziestopięciolecia kapłaństwa księdza Arka, pomyślałam, że właściwie nic o nim nie wiem, a na pewno nie na tyle, żeby inni parafianie, czegoś się ode mnie dowiedzieli na temat człowieka, którego znają lepiej ode mnie. Coś lub ktoś podpowiedział mi, że powinnam zrobić z księdzem Arkiem wywiad.

Już pierwszy kontakt telefoniczny był dla mnie zaskoczeniem. Ksiądz Arek okazał się ciepłym, prostolinijnym człowiekiem. Nawiązaliśmy nić porozumienia, która szybko przerodziła się w znajomość na facebooku i wielokrotne przesyłanie wiadomości.

Pamiętam doskonale wieczór, kiedy otrzymałam odpowiedzi na pytania, które zadałam księdzu. Sądziłam, że przeczytam kilka uczonych, okrągłych zdań, a tymczasem okazało się, że mówi do mnie człowiek szczery, który wie, co jest ważne, który nie wstydzi się mówić: Jezus cię kocha, który nazywa po imieniu otaczającą go rzeczywistość, który dzieli się wiarą, dobrocią, trudem swego życia i który dostrzega drugiego człowieka takim, jakim jest a nie jakim chciałby widzieć go Kościół…

A temu wszystkiemu towarzyszyło przekonanie, że mam do czynienia z człowiekiem pióra, który napisał kilka książek (chyba sześć), mnóstwo rozpraw, naucza studentów, pracuje w różnych środowiskach, pełni mnóstwo funkcji… Wiele razy przeczytałam odpowiedzi księdza Arka, zanim zaczęłam przygotowywać wywiad. Chciałam w ten sposób nauczyć się od niego jak najwięcej...

Pewnie duży wpływ na tak emocjonujący przebieg naszej relacji miała niedawna lektura książki księdza Jana Kaczkowskiego, który zaprzątał moją głowę od roku. Przeczytałam wywiad-rzekę pt. Na pełnej petardzie. Wywarła na mnie ogromne wrażenie.

Ksiądz Arek i ksiądz Jan różnią się od siebie sposobem bycia, zainteresowaniem, specyfiką pracy duszpasterskiej, ale łączy ich łatwość nawiązywania kontaktów, szczerość i odpowiedzialność za słowo (a te cechy cenię u ludzi najbardziej).

Niedługo po ukazaniu się wywiadu, za który otrzymałam podziękowania, jakich nigdy nikt mi nie złożył, dowiedziałam się, że ksiądz Arek znowu źle się czuje… Potem zobaczyłam jego szczery wpis na facebooku… I tę lawinę dobra w Internecie… I myślę sobie, że Bóg ciągle nas kocha…

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×