Przejdź do komentarzyDzień powszedni na Majorce' 18.10.2006 r.
Tekst 4 z 23 ze zbioru: Listy do Pawła. Palma de Mallorca
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-03-25
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1304

Kochany Synku jedyny, mimo że październik przewalił już na swoją drugą połowę, i nadal jest bardzo-bardzo ciepło, bywają też i tutaj takie chwile, kiedy zrywa się wiatr chłodniejszy, i, jak u nas, pędzi zeschłe liście - i śmieci...


Hiszpanie są bardzo higieniczni, wymuskani i wyperfumowani; codziennie zamiatają i zmywają w jakichś extra wonnych pianach PRZED każdym wejściem do swoich domów schody i podesty, ale poza tą, higieniczną jakżeż, strefą można - sorki! - dosłownie nawet nasrać: wszędzie - poza ścisłym centrum może - wszędzie jakieś papiery, latające nad głowami torebki i torby foliowe, reklamówki, na ziemi, gdzie nie spojrzeć, porzucone zapałki, te plastikowe pety, pety papierosiane, kapsle, nakrętki kolorowe, puszki po odpalaczach - tych ożywczych *napojach* - wszędzie piersióweczki i inne pocieszycieleczki-flaszeczki... jakbyś był nie w cywilizowanym zachodnim świecie, a u nas, gdzie ten swojski nasz chrząszcz brzmi wciąż w tej trzcinie, u nas, w tej naszej Koziej Wólce! To pejzaż bardzo frustrujący: cudne te palmy, niebo bez jednej chmurki (od mojego przylotu nie spadła tu kropla deszczu), dookolny kryształowy lazur śródziemnego morza - i tuż pod twoimi nogami i nad tą głową kupy, sterty i fury wszelakiego śmiecia!


Służby oczyszczania miasta - eleganccy umundurowani, zwykle starsi już panowie ze słuchawkami na uszach (czyżby miłośnicy Wagnera?) uzbrojeni w profesjonalne dwupiętrowe wózki z mopem, miotłą, szufelką, grabiami, haczkami itp. i pełniący swój pracowity trudny - UPAŁY!! - dyżur także w weekendy (toż to strefa gorąca) ... nie nadążają za tutejszym obywatelem, który robi co może, byleby tylko zaznaczyć choć jakoś tę swoją ziemską obecność, i, jak to głupie 3-letnie dziecię, rzuca śmieci, gdzie stanie.


W rzadkich wolnych chwilach - zwykle rankami - czytam jedyną w domu p. Basi książkę, zbiór opowiadań Charley`a Bukowsky`ego. To, jak się okazuje, świetny wybitny prozaik (dla mnie szokujące odkrycie!) urodzony, jak się z blurba dowiaduję, w Niemczech, zmarły, podobnie jak Twój wielki Dziadek Wacław, w 1994 r...


Powalająca lektura: kompletnie nie znany zwykłym zjadaczom chleba, surrealistyczny menelski świat - z dziwkami z krawężników, bezdomnymi, alkoholikami, przegranymi ludźmi, zboczeńcami wszelkiej maści i złodziejami - świat - dzika dżungla, istne piekło na tej Matce-Ziemi! Czytam, bo jest to napisane drapieżnym doskonałym językiem... ale jak widzisz wszystkie te obrazy... toż to jakaś cholerna apokalipsa, pandemonium jakieś?? I jak tu nie popadać w flaszkomanię!


Któregoś popołudnia po spacerze przed wieczorkiem zaszłam z wózeczkiem i śpiącą Marijką do pobliskiego kościoła katolickiego. Jest tych świątyń w Palmie - razem z meczetami, bożnicami, salami świadków Jehowy i cerkwiami - ponoć dobra setka, ale... moja wszechwiedząca informatorka, p. Basia, mówi, że Hiszpanie... nie są bogobojni... Co się jakby zresztą sprawdza, bo na tej *mojej* mszy były tylko jakieś stare pojedyncze babki, kilka starych również sióstr zakonnych i jakiś młody człowiek, który dosłownie *wykąpał się* w chrzcielnicy; przecierał ramiona, twarz, szyję kilkanaście ładnych razy tą wodą święconą, jakby z innego wyznania był albo cierpiał u siebie w domu - choć do ciepłego zawsze tutaj morza rzut beretem - jakby cierpiał na niedostatek łazienki czy jak...


W kościele na ścianach i nad bardzo skromnym ołtarzem wielkie, dwumetrowe może, przepiękne pastelowe freski - niby *święte* obrazy jak u nas... ale jakieś takie... sama nie wiem... świeckie?? Żadnej drogi krzyżowej, żadnych świętych aureoli nad głowami wszystkich na tych freskach namalowanych *świętych*... Muzyka bardzo poważna... z głośników... Ksiądz młody w zielonych ornatach, zwrócony do nas najczęściej plecami, co chwila wołający na tej puszczy - kapka w kapkę, jak na tych naszych dawnych w dzieciństwie nabożeństwach - O-RE-MUS! co z łaciny oznacza *módlmy się!*... Setki maluśkich świeczuszeczek w metalowych pojemniczkach, i większość z nich jeszcze się pali, choć reszta dawno wygasła... I jak to możliwe?? Kto je zapala takimi setkami, skoro na mszy tylko wątła garstka starych już owieczek, a drzwi kościołów tutejszych natychmiast szczelnie zamykają po wyjściu ostatniej z nich?? Ot, i zagadka: jakie setki zapalonych świeczuszeczek, skoro na nabożeństwie marne stadko!


W Norwegii chyba już macie śniegi... Ubieraj się *na cebulkę*, Synku, noś ciepłe rękawice i porządną czapkę - chociaż bardzo tego nie lubisz - matka stara Ciebie o to bardzo prosi...


Buziaki :)

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×