Przejdź do komentarzyPiotr Nitka /4/
Tekst 19 z 24 ze zbioru: Zapiski z pogranicza
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-04-30
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1216

Na niskim oknie - z kotkiem i zaschniętą na wiór kolejną pelargonią na parapecie - zadarta w górę, gruba od kurzu zasłona i ta firanka. Na stole i na krzesłach takie same, jak pod plecami gospodarza, sterty jakichś łachów: jedne sprasowane od siedzenia/leżenia, inne świeżo właśnie przerzucone i do tego prasowania leżeniem/siedzeniem gotowe... Na mój widok pan Piotr chce się podnieść, ale:


- Kochany, proszę sobie leżeć i odpoczywać. Już mówiłam i pisałam panu: my nie z cukru.


Ten jednak siada, zapraszając mnie nieokreślonym gestem do środka... też żebym może sobie gdzieś usiadła?.. na tych czyżby ciuchach?? obejmuje kościste kolana i tak, oparty na tej swojej stercie, w tej pozie na wersalce zastyga. Wybieram miejsce możliwie najdalsze od tych błysków, trzasków i zamierań telewizora, przenoszę z mojego krzesła kopę ubrań na sąsiedni, zawalony po dach fotel i siadam wygodnie twarzą do naszego Piotra. Ekran tymczasem znowu wraca do równowagi, i widzimy już wyraźnie, jak zabili go - i uciekł! Samochody się feste gonią, aż się za nimi guma ta dymi, fajerwerki wybuchają, i z ostrza kapie świeża/żywa krew! Szybko jednak szczęśliwie dla nas obraz jaśnieje/ciemnieje, potem coś złowieszczo trzeszczy - i znowu te pasy! Matko kochana...


Przyglądam się dyskretnie naszemu Zbawcy. Patrzy, jak urzeczony, w ten ekran, co to znowu tymczasem był się rozjaśnił i pasami przewrócił - i tylko na jego obrzeżach widać czyjeś groźne z butami nogi falującowygięte i ten nóż ociekający krwawy w wodzie w pół przecięty przesunięty... Jakie wielkie dziecko zadziwione... święta Mateczko ty moja...


To brunet. Włosy układają się w malownicze romantyczne kędziory; dawno nie widziały fryzjera i zapewne twarde i szorstkie są w dotyku, chociaż mają w swoich skrętach jedwabiste miękkie połyski, na karku tworząc czarną smoliście prawdziwą istną dżunglę. Twarz wąska, zaskakująco drobna w zestawieniu z wysokością całej tej chudej postury. Kiedy wchodzi w drzwi i przekracza progi, czoło bardzo pochyla, żeby nie uderzyć w framugę. Dziwne... Pisał przecież, że sam swój dom z niskimi oknami budował i tę oborę z górą parującego nawozu u wrót... Nie mógł to jakoś tak pomyśleć, żeby chociaż te drzwi i te swoje zbyt niskie okna dopasować choć trochę do swoich gabarytów - ku własnej jakiejś wygodzie??


Szczapowaty, lekko przygarbiony; ręce o długich, jak u jakiegoś Piotra Palecznego, wrażliwych palcach... Sam jakiś taki... kruchy... I ten chłopięcy falset przetykany śmiechem, na śmiechu wysławiający się, śmieszkiem wszystko kwitujący podsumowujący...


Oczy wielkie, jak u mojego Pawełka szeroko otwarte, wgapione właśnie w pomigany pokichany ten ekran; brwi krzaczaste, zrośnięte u nasady nosa, jak u jakiegoś Gruzina/Czeczeńca; twarz ciemna ogorzała, policzki wpadnięte; kiedy się śmieje, olśniewająco białe zęby też się śmieją do rozpuku; po obu stronach ust przedwczesne głębokie bruzdy; wargi wąskie i małe... Przedziwne połączenie rozmachu linii - z tej linii oszczędnością...


Rozmawiamy trochę - a ekran bez nas robi swoje - każdy/każda/każde o sobie; frazy się krzyżują, czasem biegną równolegle albo wzajem dopełniają...


Jest sam jak palec. Wiem to, odkąd pierwszy raz do mnie napisał, ale teraz to się litera w literę realnie potwierdza... Wszystko się w zasadzie potwierdza, także ta ortografia...


Czasami zajrzy do niego z sąsiedniej wioski stara ciotka - ta od tego smalcu trującego z pyszniutkimi skwarkami bardzo niebezpiecznymi. Pelargonie mu podleje na parapetach, z grubsza co ogarnie i posprząta, ciuchy jakieś, Bóg wie na co i po co, przyniesie (to stąd te wielkie sterty!), bigosu na tydzień uwarzy, popierze w tej *frani*, co się da - i już leci z powrotem do siebie, do swojego życia i tej wiecznej swojej krzątaniny mordęgi...


Ojciec zmarł pierwszy wcześniej już, matka dwa lata temu:


- Na tym samym w waszej sypialni łóżku... Leżała-leżała, w sufit na lampę patrzała, na tę Pannę Maryjkę we wianku i tych młodożeńców spoglądając, w te okienka niskie popatrując na suche te pelargonie i trawy wysokie za szybą... i ot, zmarła...

- Ano, Panie świeć nad jej świętą duszą...

- Czemu świętą?

- Ano, bo pana pięknie wychowała, rąk nie pokładając.

- W szkole żem dwójki gromadził - takie to i było wychowanie. Inni dawno kariery porobili, do powiatu poszli... - i w pokwitowaniu śmieszek wesoły.

- Bardzo dobre było mamine święte wychowanie! Sam pan swój dom piękny zbudował! Własnymi pracowitymi rękoma każdą cegłę dźwigał!

- Drogę, coście nią *mercedesem* przyjechali, też sam-em pobudował...

- Tak?? A widzi pan! Nie mówiłam, że wychowanie mamy złote?! I chociaż ludzie w czym pomogli?

- Jużci - pomogli. Jeździć to po niej z chęcią jeżdżają (to nie błąd! tak ma być!) ale żeby który co zrobił - z tym to już gorzej...

- Ano, właśnie! Sam pan wie, co te ich wysokie kształcenie i szkoły warte. Ale samemu pewnie ciężko... Pół biedy, jakeś zdrów i wesół - co jednak, gdy jaka choroba do łóżka przykuje? Jest tu kto, co panu wtedy szklankę wody poda?


Cichy pogodny śmieszek wszystko wyjaśnia.


Ma dwa wypieszczone koniczki, 3 krowy, owieczki i barana, stadko kur, gęsi i kaczek, co to taplają się niedaleczko w strudze, w gołębniku gruchają grzywacze i pawiki, jest nasz koteczek i zratowana w lesie uwiązana Perełka... Obok domu malutki sadek wiśniowy, świeżo posadzony i od reszty wielkiego podwórca siatką odgrodzony, żeby ptactwo tam się nie szarogęsiłoszkodziło; ptactwo ale i tak dziurą jakąś-bokiem-dołem zawsze właśnie tylko tam, w te wiśnie i pokrzywy pcha się i włazi - i potem całymi dniami, obsypując pióra piachem, wygrzewa się na tym wolnym słonku, mrużąc to jedno, to drugie czujne oko, poziewując po ludzku swoim ostrym dziobem i jastrzębia w niebie pilnując... Ostre pazurzaste szpony od czasu do czasu drą skalpy własne kurze i te krwawe kurze grzebienie z werwą drą bez pardonu - dziw, że sobie do krwi ich całkiem nie rozkrwawią... Jakie głupie te kury...

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dzieki za pokazanie, że są jeszcze w Polsce enklawy, nie mieszczące się w nieciekawej przeciętności.
© 2010-2016 by Creative Media
×