Przejdź do komentarzyLAZARET_ciąg dalszy1
Tekst 31 z 43 ze zbioru: Opowiadania - Brama
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2017-07-31
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń600


LAZARET – ciąg dalszy.


A jednak to, co wyobraźnia stworzyła w dzieciństwie utrwaliło się w mojej pamięci do tego stopnia, że próbowałam powrócić do owego dziwnego w moim odczuciu przedpołudnia, gdy ojciec , mama i ja siedzieliśmy na trawie, na rozległej łące za budynkiem szpitalnym przypominającym gotycki zamek ze strzelistymi wieżyczkami. Wszystko co się wówczas działo było wbrew rozsądkowi, bo ileż gotyckich zamków może być w jednym mieście i skąd niby na niebie mają pojawić się szarfy podtrzymywane przez fruwające aniołki, a w ogóle – dlaczego ojciec jest tak zadowolony, skoro jest chory? Na dodatek, trudno było porozmawiać o tym z kimkolwiek, bo właściwie jak?...

Nic więc dziwnego, że próbowałam wrócić w to miejsce dla potwierdzenia i uporządkowania swoich odczuć. Tak się jednak składało, że przez długi czas w ogóle nie mieliśmy potrzeby bywania w tamtych okolicach, a później też rzadko. W pewnym momencie udało mi się jednak z żalem stwierdzić, że łąka zniknęła... Należy przypuszczać, że w międzyczasie postawiono tam nowe domy. Nie potrafiłam określić, gdzie dokładnie była. Później, gdy miasto rozrosło się, czasami przejeżdżałam tamtędy autobusem. Muszę przyznać, że budynek szpitala z wyeksponowaną od strony głównej ulicy starą, przycupniętą w dole kaplicą ciągle budził mój niepokój.

Musiało jednak upłynąć wiele, wiele lat, by w tej kwestii dało się wnieść coś nowego...

A przy okazji, nasuwa się pewna refleksja dotycząca przyjaźni... O ileż łatwiej pojąć różne rzeczy mając zaufanych przyjaciół, niż na własną rękę, samotnie przedzierać się przez ciąg niezrozumiałych zdarzeń i zjawisk... Tym łatwiej, im bardziej zakres ich doświadczeń jest inny, niż nasz. Myślę, że w tamtych czasach, do których ciągle wracam pamięcią, mój ojciec miał przynajmniej paru zaufanych przyjaciół... Między innymi takich, którzy w okresie międzywojennym studiowali poza Polską.

Co się zaś tyczy nowego, to wiązało się ono z Francją i miastem Rouen położonym nad Sekwaną całkiem blisko Paryża. Jego ozdobą, między innymi jest gotycka

Katedra Najświętszej Marii Panny. Tutaj, w latach 90 XIX wieku wybitny malarz

impresjonista, Claude Monet stworzył prawie 30 obrazów przedstawiających właśnie ten kościół. Artysta badał efekt zmiany światła padającego na zachodnią fasadę. Mnie jednak nagle zainteresowała inna, równie cenna perełka miejscowej architektury gotyckiej – Opactwo Saint Ouen. Jego widok natychmiast przywołał obraz szpitala, rozległej łąki za nim i ludzi siedzących na trawie.

Właściwie nie ma się czemu za bardzo dziwić... Nasz szpital, postawiony w połowie XIX wieku nawiązywał stylem do architektury gotyckiej i powstał jako fundacja kościelna, co narzuciło mu pewien charakter.

Widok Opactwa Saint Ouen niezwykle ucieszył mnie. Wreszcie mogłam zrobić zdjęcie, by pokazać je swoim znajomym i powiedzieć: słuchajcie.., nie wiem co wtedy, dawno temu, bo w latach 50, zdarzyło się, ale w moich oczach wyglądało to tak...

Dla pełnego obrazu zachowałam też pudełko po jednym z serów camembert z Normandii, reklamowanym przez kobietę w wysokim białym czepku i czerwonej sukience, za , której plecami była łąka, kwitnące jabłonie, trzy pasące się krówki i wiejska drewniana chata. Kobieta z kolorowej reklamy bardzo przypominała moją matkę z tamtych czasów – ona też miała taką czerwoną sukienkę.




FRANCJA ROUEN Opactwo Saint Ouen


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Świat dotykalny nie wystarcza, żeby należycie WIDZIEĆ. Do tego trzeba - oprócz wszystkich naszych zmysłów - niczym nie skrępowanej (nie skrępowanej kanonami zwłaszcza czy modą) wyobraźni... i Bramy, która otworzy przed nami dużo szersze widzialne horyzonty.
© 2010-2016 by Creative Media
×