Przejdź do komentarzySzybkie żarty o wolnych niedzielach
Tekst 28 z 34 ze zbioru: farfluchy i inna drobnica
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-10-02
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1318

SZYBKIE ŻARTY O WOLNYCH NIEDZIELACH

Krótkie wprowadzenie w moją perspektywę:

Przez pierwsze 25 lat pracy zawodowej pracowałem w ruchu ciągłym ( taki system – o szczebel wyżej niż czterobrygadówka).  I nie było dla mnie dramatem to, że w niedzielę. Nie było tez bardzo bolesne, że w święta. Przykra była 3 zmiana w sylwestra. Ale najbardziej bolesna była 1 zmiana 1 stycznia.

A jeśli chcecie zobaczyć zirytowanego lekturą czytelnika, to spójrzcie na mnie, gdy czytam przed świętami, że aby inni mogli siedzieć spokojnie przy suto zastawionym stole, to policjanci, lekarze, strażacy, no i ten dziennikarz, który w telewizji prowadzi serwis informacyjny muszą być w pracy. Szybki, zgrany żart – lekarze i strażacy tak, ale bez policji i typa w garniturze, który zrelacjonuje właściwie to niewiele, co się w kraju dzieje, a milczeniem pokryje info ze świata – bez nich te święta spokojnie się obejdą. Nikt nigdy nawet się nie zająknie, że aby tak spokojnie spotykać się z bliskimi w ten świąteczny czas, to fajnie, że ktoś obsługuje kotłownię, która przysyła ciepełko do kaloryferów. Że ktoś pilnuje, abyśmy nie siedzieli przy świeczce i jak zrobimy pstryk, to świeci żarówka. A jak odkręcimy kran, to leci woda. Do zimnego i ciemnego komisariatu policjanci nie przyjdą, by swe raporty płodzić przy świeczkach.

Tak sobie skonstruowaliśmy świat, że ktoś w te niedziele musi. Tych pracowitych do tyrki przywiezie  autobus MPK, a po drodze wstąpią do sklepiku, by kupić jakiś smakołyk, który osłodzi te nudniejsze niż zwykle godziny. Wolne niedziele? Ale czemu tylko w handlu? Oczywiście są prognozy na temat tego, co się stanie, jeśli taki element zostanie wyjęty z układanki.

Nawet ksiądz w kościele jakoś tak słabo wypadnie w kazaniu, jeśli mikrofon mu nie zadziała, jeśli spróbuje bez prądu.[i]


Widziałem w TV informację o projekcie, kompromisowym, ustawy o dwóch niedzielach w miesiącu wolnych. I jako uzupełnienie fragment kazania jakiegoś biskupa ( zmilczmy jego imię litościwie), który bardzo chwalił to jako krok w dobrą stronę. Wolne niedziele? Ja na miejscu pana księdza byłbym jednak bardziej powściągliwy w wydawaniu tak pochopnych sądów. Zwłaszcza na miejscu księdza.

Cała ta kampania, której celu nie bardzo ogarniam, wymierzona jest w handel, a zwłaszcza ten wielko powierzchniowy. Specjaliści i tak oceniają, że jeśli nie w niedzielę, to ludzie te zakupy zrobią w środku tygodnia i sieci na tym nie stracą, a pracownicy dodatki za pracę w niedzielę i owszem. Przy czym chodzi o handel – handel, bez wnikania czy aby sprzedaż idei, religii i bogów też pod to nie podpada.

Bo – wracając – kto jeszcze tak intensywnie pracuje w niedziele i święta? Kiedy parafia mała, to w tygodniu luzik, ale w niedzielę jednak natyrać się trzeba. Ja nie zazdroszczę – z boku wydawać się może, że to lekkie zajęcie – i ja bym tego robić nie chciał. Bo jeśli już do tego dojdzie, że w prawie stanowionym będzie stało jak byk, że niedziele wolne ( z pewnymi wyjątkami – jak zawsze), to jeśli przy okazji kolejnych wyborów dojdzie do władzy jakiś świr totalista, co stanie na przeszkodzie uznaniu w majestacie prawa prawa do wolnej niedzieli dla proboszcza i wikarego? Pod karą grzywny? Na siłę?

No wreszcie, czemu tylko handel tak kłuje katolików w oczy? Ja wiem, tych pracowników się widzi, bo do nich katolicy w niedzielę przychodzą jako klienci, spotykają się twarzą w twarz. I głosząc wyższość prawa naturalnego nad stanowionym, w tej i w wielu innych dziedzinach, funkcjonariusze kościoła jednak cisną, by to prawo stanowione zastąpiło ludziom sumienie i rozsądek. Kiedy klienci ze sklepów w niedzielę znikną, to przy spadku obrotów sklepy zamkną się w te dni. Absurdalnie proste. Tak działają – i w tym przypadku nie jest to wydumana teoria jakiegoś neoliberała, tylko życiowa praktyka – prawa rynku. Nie opłaca się trzymać pracownika za wyższe niż w tygodniu pieniądze w niedzielę, kiedy nie ma obrotów. Funkcjonariusze kościoła jednak widzą, że gadanie o wolnych niedzielach nie trafia do ich wiernych.

Duch i litera prawa. Dzień święty święcić. Ale kto powiedział, że akurat wolny wtorek nie może być takim luzackim wtorkiem, czasem na refleksję i dłuższa modlitwę? Że to akurat, skoro świat się nieco zmienił od czasu biwakowania na pustyni, musi być niedziela? Zostawmy to – dla mnie akurat to zagadnienie to „tajemniczy świat Mariana” ( wewnątrz spójny i logiczny, ale słaby w konfrontacji z otaczającym światem).

A mamy niby efekt cieplarniany, więc czemu wolne niedziele nie skupiają się na tym? Czemu nie połączyć wolnej niedzieli z niedzielą bez prądu? I nie tylko wolne dla pracowników handlu, ale i energetyki?

No i skoro to funkcjonariusze kościoła katolickiego tak orędują za wolnymi niedzielami, czyli tak pchają się pod oczy, kolejny raz powraca do mnie pytanie, co najbardziej znany w Polsce ksiądz zrobił ze swoim wikarym?

 
  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Logika, powalająca na obie łopatki - i te kolana :) Niestety, każda wiara (również w te obowiązkowo wolne niedziele i święta), podobnie jak wszystkie inne emocje... opiera się wcale nie na procesach myślenia.

Podstawowym lękiem dzisiejszego Kościoła jest nie kondycja Człowieka w narastającym chaosie Matki-Ziemi, nie fundamentalne problemy ludzkości, a lawinowa utrata wiernych i pytanie, czym?? wokół czego? jak?! skupić pod ołtarzami WSZYSTKIE owieczki.
avatar
Żeby dziecko miało kurtkę
Żeby tato miał na wódkę
Żeby było pięćset plus
Drukujemy mus to mus
Nawet kiedy brak ochoty
Co niedzielę do roboty
My pracownicy państwowej mennicy
avatar
Nieźle skomponowany materiał poglądowy.
Uważam, że kwestię handlu w niedzielę trzeba zostawić ludziom. Może jakieś refernedum narodowe, finansowane przez sieciówki, którym ulgi podatkowe już nie wystarczają do normalnego funkcjonowania?
Zakaz handlu nie zaprowadzi mnie na mszę niedzielną do kościoła, bo chodzę tam kiedy chcę i ile razy odczuwam potrzebę. Kto nie chce kupować w niedzielę niech nie chodzi do sklepów w dni świąteczne. Nie ma przecież musu. Czy fakt, że w sklepowe regały uginają się od butelek z alkoholem może mieć wpływ na to, kto zostanie alkoholikiem? To wszystko zależy od NAS. Zatem nie widzę problemów z handlem w niedzielę. Jak będzie przychodzić mało klientów w niedzielę i akcja okaże się ekonomicznie nieuzasadniona, to sieciówki same pozamykają sklepy w niedzielę. Jeżeli zaś handel w niedzielę, to tak, jak ogólnie bywa w świecie. W niedzielę 100% dodatek za stanie za ladą i sprawa sama padnie w powijakach.
Księża mają niedzielę każdego dnia, zatem o co ten szum? Zakupy i gotowanie dla księdza załatwia zmotoryzowana gosposia, która nie tylko gotuje... ale to margines tej profesji, bo większość księży zasługuje na szacunek.
Ludzie nie dajmy się zwariować... ani polityce, ani kościołowi.
avatar
Mmmm. Bardzo ciekawy tekst.Ta ustawa jest pod publiczkę, jak każda inna przyklepywana po nocach. Jednocześnie jest ona pułapką zastawioną na Kościół. To mlaszczący karzeł rozgrywa Kościół, poddając coś, co trafia jedynie do kilkunastoprocentowego grona najgorętszych katolików. Karzeł w ten sposób osłabia Kościół, by nie być od niego uzależnionym w przyszłości, kiedy nie będzie mu już do niczego potrzebny. Ponieważ kiedy dobra zmiana okrzepnie, Kościół nie tylko będzie zbędny, ale stanie się wrogiem państwa w osobach politycznie niepoprawnych hierarchów i księży.

Von Knoedel, nawet i Ty masz granice, nie? Nawet nie zauważysz, kiedy staniesz ze mną po tej samej stronie barykady.
avatar
Dobry felieton. Za mnie napisał już Legion, więc nie powtarzam, tylko oceniam.
Czytałem szybko, ale nie zauważyłem błędów w zapisie.
© 2010-2016 by Creative Media
×