Przejdź do komentarzyPortret kobiety w negliżu, czyli zerwany/niezerwany kwiat
Tekst 2 z 2 ze zbioru: Historie pogrzebane żywcem
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-03-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń722


Urodziłem się w dwutysięcznym roku. Szesnaście lat później umarłem po raz pierwszy, po raz drugi w tym roku, w wieku lat siedemnastu.

Nie wiem jak zacząć, ale wiem jak to się skończy, gdy napiszę  ostatnia linijkę, gdy nadejdzie czas.

To pożegnalny manifest skierowany do tych, których kocham, którzy kochają mnie, a także do tych, których chciałbym kochać, a nie pozwala mi na to jedna rzecz, o której napiszę za chwilę.

Jako trzynastolatek czy czternastolatek zrozumiałem czym jest i po co jest kobieta. Stałem się mężczyzną, a otaczające mnie dziewczynki kobietami. Przestałem ich unikać, wstydzić się damskiego towarzystwa i wyśmiewać innych chłopców, którzy ośmielili się bawić czy choćby tylko zacząć z nimi rozmowę.

Inność kobiety przestała mnie razić, a zaczęła przyciągać, fascynować. To co przedtem uważałem za wadę, teraz uznawałem za zaletę. Ta inność, której nie rozumiałem, oczarowała mnie, zawładnęła mą duszą i ciałem.

Łaknąłem towarzystwa, dotyku pań. Marzyłem, żeby usłyszeć miłosne westchnienie kobiety, jęki jakie wydają przy orgazmie. Fantazjowałem na temat zapachu perfum, ubrań i bielizny piękniejszej części społeczeństwa, woni takiej, którą można poczuć tylko z bliska w czasie aktu seksualnego, w godzinach słodkiej bliskości dwojga ludzi przeciwnej płci, i takiej, która drażni nozdrza z daleka. Śniłem o smaku kobiety – smaku jej śliny, potu, cipki. Chociaż zapewne nie rozumiałem tego wszystkiego do końca.

Cipka, piersi, biodra, tyłek, dupa. Jakże wspaniale było słyszeć te słowa chociażby w myślach, napisać je, a równocześnie poczuć przypływ krwi na twarzy, zawstydzić się.

Ale to jeszcze nic w porównaniu do widoku kobiety – kobiety ubranej, w negliżu, w bikini, topless, w mini odkrywającej nogi (a może i uda), w legginsach uwydatniających pośladki jakiegoś pięknego dziewczęcia, w spodniach czy sukience, wydekoltowanej tak, by pokazać piersi, to nie miało żadnego znaczenia.

Ważne było tylko to, żeby patrzeć jak idzie, porusza się, kołyszę biodrami, jak wiatr targa jej włosami, obserwować jak zakłada nogę na nogę, jak oblizuje wargi, trzepocze rzęsami, mruga oczyma, jak patrzy sama na świat, jak odciska się linia jej majtek i jak ulega odkształceniom ta linia, kiedy, idąc, porusza lędźwiami.

Urzekały mnie kobiety młodsze i starsze, piękne i te, które miały w sobie tylko „to coś” (lub właśnie „to coś”), słodkie i wytrawne, wysokie i niskie, chude i kształtne, rubensowskie dziewoje, dziewczynki, które dopiero co zmieniały się w kobiety, rozkwitały jak kwiaty rankiem po nocnym śnie, i te, które już dawno przeszły etap od poczwarki do motyla. Kochałem się w pannach wszystkich ras: Europejkach, Murzynkach, Azjatkach, Latynoskach i Hinduskach. Podniecały mnie przedstawicielki wszystkich narodowości: Francuski, Polki, Rosjanki, Chinki, Brazylijki czy Egipcjanki. Aż chciało się nucić słowa piosenki: „brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki.” Nie oparłbym się też powabom rudowłosych czy szatynek.

Myliłby się jednak ten, kto uważałby mnie za erotomana… A może byłem nim, ale który chłopak w tym wieku nim nie jest… lub nie był. Powtarzając słowa Biblii: „Niech pierwszy rzuci kamień!”

A przecież nie śniłem tylko o kobiecym ciele. Oczarowała mnie też dusza pań, wspomniana wcześniej, „ta inność”. Pragnąłem również aseksualnej (czy da się to rozdzielić?) bliskości czy zabawy, towarzystwa dla samego towarzystwa, rozmowy, wymiany poglądów, poznania damskiego spojrzenia na świat. Jeżeli byłem erotomanem, to byłem też erotomanem niewieściej duszy, bliskości oraz towarzyskich kontaktów z nimi.

Kiedyś, dawno temu, jeszcze w dzieciństwie, w kompanii innego chłopca i dwu naszych koleżanek postanowiliśmy, wiedzeni dziecięcą ciekawością, zawrzeć tajny, wstydliwy pakt. Rozgorączkowane, zaciekawione twarze w leśnym zagajniku, błyskawiczne, wstydliwe ruchy podnoszące sukienkę i opuszczające majtki, by za chwilę wszystko jeszcze szybciej wróciło do stanu poprzedniego. Zapamiętałem coś jakby przedziałek, czy szparkę, jednej z tych małych kobietek, wypieki na policzkach, przyspieszone bicie serca i szybką myśl: „Widziałem”.

A że byłem wzrokowcem od urodzenia, zachłysnąłem się tamtego dnia widokiem półnagiej kobietki. Tak! Zdecydowanie tak! Odbierałem świat przede wszystkim wizualnie, tak ukształtowała mnie natura. Wzrok był tym narządem, który stawiałem na pierwszym miejscu wśród innych zmysłów kontaktujących mnie ze światem zewnętrznym, a równocześnie był szóstym, jakby pozazmysłowym sposobem odbierania rzeczywistości. Aż do…

Mogłem godzinami podziwiać krajobrazy, zdjęcia, obrazy czy rysunki. Jeździłem bądź przemierzałem piechotą okolice swojej miejscowości, by napawać się widokami, łąkami, lasami, jeziorami, starymi dworkami, wiejskimi kościółkami, mostami czy kładkami. Nawet czytając książki czy słuchając muzyki zwracałem uwagę na okładki. Nie znaczy to oczywiście, że tylko sama obwoluta miała znaczenie, ale ładna, była miłym - i dla mnie - nieodzownym dodatkiem. Obrazy stanowiły sens mojego zaczynającego się dopiero co życia, mego istnienia.

Pamiętam pierwsze zdjęcie nagiej kobiety, które zobaczyłem w jakimś kolorowym magazynie. Dziewczyna była młoda i ładna, a jej rozwarte uda jakby chciały powiedzieć: Patrz na mnie! Potem obejrzałem pierwszy erotyczny film, pokazujący z iście medycznymi szczegółami damskie ciało. I chociaż granica pomiędzy aktami, a tymi filmami była zasadnicza, i chociaż pot, ślina i inne ludzkie płyny lały się tam gęsto, niczym krew w horrorach gore, to muszę przyznać, że i ten sposób ukazania kobiecego piękna nie był dla mnie odstręczający, wręcz przeciwnie: podobał mi się.

Tak jak napisałem wyżej: obrazy stanowiły sens mego istnienia. Zostało ono jednak pewnego dnia bezlitośnie podeptane, niczym polne kwiaty przez końskie bądź bydlęce kopyta.

Tamtego feralnego dnia przekląłem wszystko: siebie, ludzi, cały świat. Nie będę tu opisywał jak straciłem w tak młodym wieku wzrok. Czy był to wypadek, czy objawiona nagle choroba? To nie ważne! Liczy się tylko to, że straciłem zdolność rozróżniania kształtów i barw.

Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie posiądę kobiety. Zostałem eunuchem! Nigdy nie zobaczę w rzeczywistości największej tajemnicy kobiety, jej największej intymności, trzeba to jasno powiedzieć: jej ukrywanego przed światem (i przede mną) organu. Bo nie brałem oczywiście pod uwagę tej wspomnianej wcześniej przygody z dzieciństwa, bo to nie była kobieta, tylko mała dziewczynka, dziecko. I kiedy nawet przespałem się z prostytutką, to przecież tak naprawdę nie posiadłem kobiety, nie widziałem jej nagiej, nie widziałem jej spoconego, śliskiego ciała, ruchów jej bioder, jej oślinionego języka, jej ust krzyczących z rozkoszy, choćby tej zawodowej, udawanej. Byłem eunuchem, byłem przegrany.

Swawoliłem za to ile wlezie w myślach albo w snach, mając tylko nadzieję, że ktoś, kiedyś wymyśli i wprowadzi na rynek taką wirtualną grę, która podłączona do mojego mózgu pozwoli mi chociaż w wyobraźni, oczyma mózgu zobaczyć to, co nie jestem wstanie zobaczyć dziś (i nigdy nie byłem w stanie). Zadawałem sobie wtedy pytanie: „czy mój mózg właściwie pokaże mi to, czego nigdy nie widziałem?” Gryzło mnie to strasznie i czasami nie dało spać.

Taki sex nie mógł mi jednak dać spełnienia czy choćby radości. Widziałem wtedy wszystko, każdy szczegół i również ten najważniejszy (wygenerowany na podstawie kilku zdjęć i klatek erotycznego filmu). Czy był on coś w ogóle wart? Czasami dziękowałem Stwórcy za to, że pozwolił mi chociaż poznać zmysł wzroku, a drugim razem przeklinałem Go za to.

Lecz dość udręki, wspomnień!

Czas biegł nieubłaganie. Wkrótce miały nadejść moje siedemnaste urodziny i to, co planuje od dawna.

Przygotowywałem się do tego wydarzenia długo i staranie. Kupiłem wszystko, co trzeba…

Wybiła godzina siedemnasta. Jeszcze siedem godzin. Czas pędzi jak wiatr, jak nurkujący z wysokości ptak. Zegar wskazuje dwudziestą pierwszą pięć. Pozostały dwie godziny i pięćdziesiąt pięć minut. Wskazówki czasomierza, stojącego przede mną gnają jak szalone. Odwagi coraz mniej, ale determinacji coraz więcej. Dwudziesta druga czterdzieści pięć. Czas mknie jak błyskawica, jak promyk światła wśród gwiazd. Czy starczy mi sił? Jestem sam w domu i nikt dziś nie przyjdzie, najbliżsi wyjechali na tę noc. Gdyby wiedzieli. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt pięć. Już czas.

Za chwilę odłożę pióro (otrzymane w prezencie od ojca na szesnaste urodziny ), wejdę na stołek, po omacku, w ciemności, założę i zacisnę pętle. Chciałbym bardzo żyć! Lecz nie tak! Wiedziałem, że gdybym trafił tylko na odpowiednia kobietę, byłbym na jej rozkazy, że spełniałbym jej wszelkie kaprysy, zachcianki, a co najważniejsze kochałbym ją. Gdybym mógł tylko widzieć… !

Tak bardzo chciałbym teraz czuć jej zapach, kiedy rozchyla uda, tak jak wiosną rozkwitają kwiaty, uwalniając swoją cudowna woń. Tak bardzo chciałbym wgryźć się w jej łono, jak w owoc słodkiej brzoskwini, spijać jej nektar, sączyć przez zęby, smakować, niczym słodową whisky, mlaskać językiem.

Lecz najważniejsze pragnąłbym ujrzeć ten kwiat, linie jej bioder, kształt jej piersi, odcień jej sutków, barwę skóry, kolor włosów i oczu, i przeglądać się w tym zwierciadle jej duszy. Chciałbym wodzić wzrokiem za jej pocałunkami, zobaczyć ślad jej śliny na mojej skórze, chciałbym patrzeć jak jej ręka wędruje po moim ciele, jak patrzy mi w oczy: przed, po i w trakcie miłosnej zabawy.

Chciałbym patrzeć!... patrzeć!... patrzeć… żyć!

Lecz nie dane mi było ujrzeć damskich wdzięków, poznać sekretów kobiecego ciała.

Ale nawet, gdy słońce skryje się za chmurami, dalej przekazuje światło i ciepło na ziemię, tak ja pomimo że nie widziałem kobiecych powabów, pożądałem je, chciałem ujrzeć… I tak jak patrzy się tęsknym wzrokiem za słońcem po serii mżystych dni, ja marzyłem o tym, że kiedyś znów będę mógł cieszyć się zmysłem wzroku… Choćby po swojej śmierci!

Stanąłem, drżąc na całym ciele, na drewnianym stołku, a nad moja głową, ocierając się o nią, wisiał sznur.

I oczyma wyobraźni już tylko widziałem mały drewniany domek z ogródkiem, po którym biegał wymarzony pies rasy cocker – spaniel, żonę krzątającą się w ogródku przy różach, i dzieci bawiące się w berka: sześcioletniego Kacpra i o rok młodszą Anię.

I może za chwilę, ktoś przyjdzie, i zasadzi kwiat na niebieskiej łące, i uszczęśliwi mnie, być może, na wieki, zwracając mi zdolność widzenia, jak z jakiejś słodkiej (dziecięcej ) bajki. I ujrzę niebiańską bramę. A kiedy stanę przed nią w oczekiwaniu, z wypiekami na martwej/żywej twarzy, otworzy ją anioł, a Bóg litościwy ukaże go w przebraniu obnażonej niewiasty.

I nagie, piękne kobiety biegać będą wśród traw. Lecz poruszać się będą lekko, uważnie, by nie podeptać wystających ponad źdźbła traw polnych kwiatków.


Koniec



  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Przeczytałam z mieszanymi uczuciami.
Napięcie jest, a to dość ważne.
Nie wiem jednak, czemu ono służy. Gdyby jeszcze podkoloryzować, mogłoby pewnie służyć pornografi.
Ta chęć do założenia pętli jakoś mnie nie do końca przekonuje, za dużo obrazów, które najwyraźniej sprawiają temu, kto opowiada, przyjemność.
Ze względu na pewne słownictwo i ogólny obraz pierwsze zdanie mogłoby brzmieć: "Urodziłem się w roku tysiąc dziewięćsetnym". A potem jazda po obyczajach i jak one wpływają na młodego chłopaka, którym, jakimś cudem, pozostał narrator.
Ponieważ jest już po północy, moje myśli zaczynają zbaczać ku Drakuli.
avatar
Tekst bardzo emocjonalny. Wydaje mi się, że pod koniec trochę się załamuje. Błąd logiczny. Skoro bohater był niewidomy, to nie mógł tego tekstu napisać piórem otrzymanym od ojca.
avatar
W jak bardzo różny sposób kobiety (dziewczyny) i mężczyźni (chłopcy) postrzegają płeć przeciwną. Jak różne są te oczekiwania dotyczące pierwszego kontaktu. Oświeciła mnie przed laty lektura „Popiołów” i rezultujące z niej „wywiady” ze znajomymi mężczyznami. Pogratulowałam sobie wtedy, że jako trzynastolatka nie miałam pojęcia o tym, że księcia z bajki interesuje przede wszystkim wygląd mojej cipki.
avatar
Studium dogłębne osobowości. Niekoniecznie kobiecej. Słowo ma moc zwierciadła, w którym kryje się tak twarz odbiorcy - jak też nadawcy. Nasz język definiuje nie tylko tego, kto zechce nas słuchać/czytać - on negliżuje (by się odwołać do tytułu) także nas.

"Się wyraź, a będziesz wyrażony"
avatar
Aż chce się zacytować słowa piosenki: „do tego tanga trzeba dwojga”.
Tekst jest emocjonalny jak każdy, który napisałem bądź napiszę w przyszłości, niezależnie od tego czy jest to horror czy też dramat obyczajowy, oparty na faktach czy też na mojej wyobraźni.
„Zbrodniczość” tekstów markiza de Sade nie świadczy o jego zbrodniczości w prawdziwym życiu.
Próbowałem pisać z zamkniętymi oczyma i wychodziło mi to na tyle dobrze, że tekst można było odczytać.
Kobiety nie są tak niewinne za jakie by chciały uchodzić. Pewnie wpływ ma na to wychowanie i oczekiwanie społeczne względem nich. I bardzo dobrze, że takie nie są!!!
Wiele kobiet fascynują czarni mężczyźni… Z jakiego powodu wiadomo. Wielka kariera i poczytność „Pięćdziesięciu twarzy Grey’ a” (napisana przez kobietę) również o czymś świadczą. Swoją drogą wolę „Justynę” słynnego markiza (ze względu na talent oczywiście), niż „Pięćdziesiąt… „ .
Bohater – narrator postrzega kobiety z iście medycznym podejściem? Zgoda! Ale fascynuje go też ta „inność” kobiet, a przede wszystkim boleje nad tym, że nie zobaczy nigdy nagiej kobiety.
avatar
„ …a przede wszystkim boleje nad tym, że nie zobaczy nigdy nagiej kobiety”. Ten ostatni fragment z powyższej wypowiedzi bym wykreślił.
I jeszcze jedna ważna kwestia, której nikt tu nie podjął, a ja, być może, niezbyt dokładnie pokazałem. Bohater boi się nie tylko tego, że nie zobaczy nigdy nagiej kobiety (chociaż to pewien symbol), ale boi się, że nie będzie już normalnie żył, funkcjonował, odbierał otaczającego go świata zmysłem wzroku.
© 2010-2016 by Creative Media
×