Przejdź do komentarzyBez związku
Tekst 4 z 40 ze zbioru: Bywanie w akapitach
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2018-04-14
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń743

Olga znalazła w sieci fotkę, opatrzoną dialogiem dziewczynki i chłopca:

- Czy będziesz kochał mnie jak dorosły?

- Nie, ja ciebie kocham naprawdę.

 

Paradoks zasiał zadumę - ot tak, bez powodu. Olga przypomniała sobie psa na leśnym parkingu – czarny, olbrzymi diabeł z zapadniętymi bokami, wielkim łbem, spod którego łypał na samochody. Współpasażerowie bali się wysiąść z auta, bo psisko wyglądało na bestię gotową do ataku. Olga, wysiadła, bo te zapadnięte boki, bo widać – głód. Wyjęła z bagażnika prowiant, który uchował się w podróży. Zawołała `Chodź!` i rzuciła – najpierw kanapkę. Pochłonął w mgnieniu oka i spojrzał w oczy. Rzuciła kawał żywieckiej – pies pobił rekord czasu w rozgryzaniu i przełykaniu. Nic więcej nie miała. Podszedł do niej powoli i oparł łeb o jej brzuch. Przytulił go i nie odrywał ślepiów od jej oczu. A ślepia były wielkie, bursztynowe i wwiercały się podddańczo i bałwochwalczo – jak oczy zafascynowanego dziecka. Nie chciał odejść, nie chciał oderwać łba. Ani tych bursztynowych, nawet, gdy samochód ruszył – bez niego. Widziała we wstecznym i mrugała, bo coś gryzło. Bez skutku.

 

Potem - w Święta przy stole – liczne grono rodzinne i mała Ania, która przekrzykując wszystkich nagle, bez związku, wypaliła – A ja ciocię Olgę kocham najbardziej ze wszystkich! Oczy dziewczynki wbiły się w Olgę w spontanicznym akcie wyrażania uczuć. Bez związku z okolicznością i wątkami snującymi się ponad stołem. Bez rozważania skutków w odbiorze dorosłych, nagle milcząco pochylonych nad talerzami.

 

A potem jeszcze staruszka w szpitalu – zdziecinniała i jak dziecko bezradna wobec choroby, która odebrała władzę nad umysłem i prawą stroną ciała; przykuła do łóżka i do zdania się na łaskę otaczającego świata. Nocami wygrzebywała kasztany z pampersa – ostatni odruch, który dawał jej złudzenie logicznego pozbywania się skutków... Rano, już po nakarmieniu przez Olgę, sprawną ręką sięgnęła do jej szafki – podzieliła herbatniki na trzy stosy i powiedziała: `Ten średni dla mnie, najmniejszy dla tamtej spod ściany, a ten największy, to dla pani, pani Olgo. Bo panią lubię!` Spojrzała radośnie, oczami dziecka, przemilczawszy powód, bez myśli o następstwach. Skutki były odczuwalne pod powiekami Olgi - szczypały.

 

I jeszcze rozpacz w oczach staruszki z sąsiedztwa, gdy jej kot udusił gołębia. I łzy – dziecięco bezradne. Bez względu na to co świat pomyśli o ich logice.

 

Potem ciąg innych oczu - było ich w głowie coraz więcej i więcej – układały się w szereg, w ciąg przyczyn, skutków i następstw, które wiodły w rewiry nieprzewidywalne, niczym logika dziecka. Dziecka, które śmieje się i płacze – szczerze, spontanicznie, nie bacząc na logiczne związki pomiędzy...

 

Olga zaczęła układać myśl, że miłość jest infantylna. I że czasami szczypie w oczy. I nie warto szukać powodu. I że bywa czasem bez związku, do którego trzeba by zdziecinnieć, aby dojrzeć.

 

.

 
  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
To takie myśli, z moich myśli, Bursztynowa Bergamotko :)
avatar
Befano, fajnie jest spotkac kogoś, kto na podobnych falach... Dziękuję Ci.
avatar
gruszko... to ja Bajka. Mam oczy, patrzę i niewyraźny obraz, acz wyraźny. To wszystko. Bajka.
avatar
Witaj, Bajeczko. Dziekuję :)
avatar
Bardzo dobre!
Nie spodufalaj się z Befaną,
jeśli ją skrytykujesz, to cię zablokuje.
Jest taka możliwośc.
Ona jest gwiazdą tutaj.
avatar
Pulsar, miło, że sie tekst spodobał.

A kwestie inne - ojtam, ojtam...
avatar
Pokazujesz nieuchwytne, nieczęste, mało poznane, ciche zakątki ludzkiej wrażliwości.
avatar
a200640, te zakątki są znane, ale może rzadko do nich zaglądamy...
Dziekuje Ci za ten komentarz, bardzo serdecznie.
avatar
gruszko,
lekko i transparentnie napisane.

"...miłość jest infantylna. I że czasami szczypie w oczy. I nie warto szukać powodu. I że bywa czasem bez związku, do którego trzeba by zdziecinnieć, aby dojrzeć."

No właśnie, infantylna i nieracjonalna bywa miłość, ale wszyscy jej pragniemy.
To jej walory, bo inaczej byłoby wszystko zbyt oczywiste.
Jedno jest pewne i niemal zawsze słuszne w teorii szalonej miłości, a mianowicie, nie ma sensu wtrącać się jako osoba trzecia, do związku, który definiowany jest szczęśliwym. Takie układy skazane są z góry na niepowdzenie i cierpienie owej trzeciej osoby. Lepiej się wycofać w porę, chociaż kosztuje to dużo energii. Czasami korzystną alternatywą jest szczera przyjaźń na silnych fundamentach, aniżeli nieszczęśliwa miłość. Chociaż to też na pewno trudne zadanie.
Nie no, okrutnie trudny temat...ta miłość:)
Tyle refleksji wywołuje i można debatować, ale serce zrobi co zechce...

"- Niech więc pani jedzie - zawołał z płaczem. - Niech pani jedzie i połączy się z tym, kogo pani kocha!... To jest powodem pani wyjazdu, prawda? Uprzedziła mnie pani o tym, powinienem był pamiętać i nie męczyć pani dłużej.
Denise stała zaskoczona gwałtownością tej rozpaczy. Miała uczucie, że serce jej pęka. Z dziecinną porywczością rzuciła mu się nagle na szyję mówiąc głosem przerywanym łzami:
- Panie Mouret! Przecież ja właśnie pana kocham! "
E. Zola
avatar
Auroro, chciałam tutaj niekoniecznie o milości damsko-męskiej, nie chciałam zawężać.
"Przewinęłam sceny" miłości rozmaitej - człowieka do człowieka, do wspomnianego upolowanego przez kota wróbla... itd...
Niemniej miłość kobiety i mężczyzny jest tą miłością, której rzeczywiście każdy pragnie. A że na cudzym nieszczęściu szczęścia się nie zbuduje - o tym było w rymowance z wyliczanką "kocha, lubi, szanuje".

Dziękuję i pozdrawiam. :)
© 2010-2016 by Creative Media
×