Przejdź do komentarzy'Szlakiem jeleniego wzgórza'. Część siódma.
Tekst 38 z 47 ze zbioru: 'Opowiadania o zwierzętach'
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2026-02-16
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń209

Część siódma


O poranku, gdy usłyszał długi skowyt z pewnej odległości, pomyślał, że wilk był na tropie jelenia; łowiecki instynkt w Yanie powrócił. Przyjaciele zdecydowali zawrócić i wszyscy ruszyli ku miastu. Yan powziął postanowienie aby pozostać. A gdy w końcu natrafili na świeży trop jelenia z „Jeleniego Wzgórza”, Yan powiedział: „Ja nie mogę iść dalej – muszę zostać – chcę jego zobaczyć, twarzą w twarz, ponownie”. Mężczyźni byli umęczeni straszliwym mrozem wobec czego Yan wziął z sań mały garnek, koc i trochę jedzenia, a następnie opuścił ich. „Do widzenia! Powodzenia!” - mówili jadąc dalej.

Obserwował sanie póki nie zniknęły pomiędzy wzgórzami, wtedy poczuł samotność jaka go dotknęła. Rozglądnął się dookoła siebie – śnieg, wszędzie śnieg – i chciał zawołać swoich przyjaciół ale był zbyt dumny aby tak postąpić. Kilka minut później, po wszystkim, ponownie był we władaniu niekończących się łańcuchów śladów, za którymi podążał „łowca-bestia” jeszcze raz. Wszystkie inne uczucia teraz zamarły w nim. Tego samego dnia odciski racic prowadziły w wielkie, gęste zarośla. Yan wiedział, że jeleń, który odpoczywał tamże, był za razem w czujności przeciw ścigającemu go wrogowi. Ostrożnie, cichutko łowca czołgał się w stronę zarośli. Po wielu minutach odnalazł trop ponownie, prowadzący jeszcze dalej. Wtedy trzasnęła gałązka tuż za nim, chociaż ślad wiódł ku przodowi. Jeleń ponownie uciekł. Lecz Yan poznał sposoby postępowania jelenia. Zanim zwierzę ułoży się aby odpocząć, zawraca po swoich własnych śladach. Łowca myślał w ten sposób, że jeleń był z przodu, gdy tymczasem był daleko za nim i wietrząc człowieka znajdował się milę dalej. Gdy nadeszła zimna, czarna noc Yan znalazł dobre miejsce w pobliżu kilku drzew, rozpalił małe ognisko i położył się spać. Jego ręce i stopy stały się horrendalnie zimne dlatego, że tej nocy miał miejsce znaczny mróz i lód na jeziorze trzeszczał z powodu tęgiej, niskiej temperatury. Wilk stepowy przeszedł w środku nocy ale nie skowyczał i gdzieś przepadł.

Gdy miało się już ku porankowi nastała cieplejsza aura lecz zaczął padać śnieg, który pokrył ślady. Yan nie wiedział, gdzie był i uszedł około jednej mili czy dwóch usiłując zdecydować, w którym kierunku iść. Śnieg wirował w powietrzu i prawie go oślepił, podczas gdy zimny wiatr smagał twarz. Wszystko dokoła zdawało się przydymione i mgliste.

Wtedy całkiem blisko jego postaci, oblepionej śniegiem, zauważył gałąź złotego krzewu, martwą i suchą jednak wskazującą północ, jak to zwykle taka gałąź czyniła. Ruszył w określonym kierunku, a gdy miał wątpliwości zatrzymywał się i rozglądał za tym rodzajem kompasu; w końcu dotarł do tej części krainy, którą znał. Tam znalazł dobre miejsce na obozowisko. Kiedy zamieć śnieżna ustała, spędził cały dzień na łowach lecz nie mógł znaleźć żadnego tropu. Wieczorem powrócił do miejsca obozowania.

Następnego poranka wyruszył ponownie, bo coś zdawało się jemu mówić, że koniec pościgu był bliski. Wkrótce znalazł jakieś ślady. Podążył za nimi i doszedł do miejsca, gdzie odpoczywało sześć sztuk jeleni. Pomiędzy nimi miało miejsce wielkie, obszerne legowisko. Wtedy zauważył ogromny ślad, jaki mógł zostawić tylko jeden jeleń, ten z „Jeleniego Wzgórza”. Trop był nieomal świeży. Na wzgórzu ujrzał pięć sztuk zwierząt. W tym samym momencie wznosiły się na szczycie wzgórza tak samo, jak wielki jeleń. Zauważyły jego pierwsze i zanim mógł oddać strzał ze swej broni uciekły i zniknęły.

Odciski racic wiodły ku płaskiemu kawałkowi lądu porośniętemu długimi, gęstymi zaroślami ciągnącymi się pośrodku. „Oto jest miejsce, gdzie się ukrywa i pilnuje ale nie będzie tam odpoczywał.” - pomyślał Yan. Po czym ukrył się i obserwował. Po upływie pół godziny cień opuścił zarośla i powędrował w górę wzgórza, daleko. Gdy jeleń był poza zasięgiem wzroku, gdzieś ponad wzgórzem, Yan pobiegł przez dolinę, a dalej czołgał się aby zobaczyć znowu ślad. Znalazł go i tam zrozumiał, że jeleń był tak samo bystry jak on.

Wdrapał się na wzgórze ale obserwował przez cały czas pozostawiony za sobą trop. Gdy ujrzał Yana skierował się szybko dalej. Jednakowoż Yan wiedział, że silny, mocarny człowiek mógł pobiec w dół szybciej niż najprędsza zwierzyna. Yan czuł się świeży jak zawsze lecz odległości między racicami jelenia stawały się coraz krótsze dlatego, że był bardzo zmęczony. Musiał oddalić się od łowcy natychmiast albo będzie zgubiony! Często wdrapywał się na wysokie pagórki, a stamtąd spoglądał na swojego wroga. W końcu ślad dobiegł do kresu – nie było więcej tropów. Yan nie mógł tego zrozumieć do momentu, w którym wpadł na myśl, że zwierzę wróciło po swoich własnych śladach, a później kierując się w jedną stronę pobiegł w innym kierunku. Zrobił to trzykrotnie. Wtedy przeszedł przez zarośla i wracając zaległ w zaroślach, w pobliżu swojej własnej ścieżki. Yan musiał minąć miejsce, więc jeleń mógł wywąchać i słyszeć jego zanim ślad podprowadzi myśliwego zbyt blisko. Jeleń był zdesperowany i zachodził z powrotem wzdłuż swoich własnych tropów po wielokroć, więc Yan nie mógł znaleźć tych prawdziwych. Kiedy zaczęło się ściemniać Yan powrócił do swojego obozowiska ale nie mógł zasnąć. Następnego poranka wszystko stało się jasne – jeleń za każdym razem chciał aby Yan podążał złym śladem. Teraz odnalazł prawdziwy trop i zauważył, że odległości między racicami były niewielkie. Zwierzę było wyczerpane, zbytnio zmęczone aby jeść, zbyt przestraszone żeby spać, z myśliwym na karku, który zdawał się nigdy nie być zmęczony.


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Okropnie przegadany - jak prawie zawsze na tym "Szlaku..." - kolejny kawałek. Przykładem chociażby ta zbędna dłużyzna "...tej nocy miał miejsce znaczny mróz, (przecinek, ponieważ zmienia się podmiot opowiadanych zdarzeń), i lód na jeziorze trzeszczał z powodu tęgiej niskiej temperatury." Znaczny mróz to to samo, co tęga niska temperatura, nieprawdaż? Albo takie kwiatki: "Gdy jeleń był poza zasięgiem wzroku, gdzieś ponad wzgórzem..." czyli że gdzie był ten jeleń? Ponad wzgórzem?! Taki latający jeleń-renifer Rudolf?
avatar
Rolą dobrego literacko tłumacza

NIE JEST

dosłowny mozół przekładu
i odwzorowanie w skali 1:1
tłumaczonego tekstu,

bo to, co dobrze brzmi w jednym języku,
w innym może być nie-prze-tłu-ma-czal-ne,
i nie mówię tu o idiomatyce

;(

To, co musi tłumacz, to to, że zawsze MUSI umieć oddać co cesarskie

C e s a r z o w i

- klimat

oraz

- przesłanie

Reszta jest polem jego inwencji translatorskiej
avatar
belino; Cenię prawie każdą krytykę literacką, gdyż pomaga mi to w dążeniu do "doskonałości". Sztuka dobrego przekładu jest trudną sztuką, ale nie należy się zniechęcać, idąc ku "ideałowi". Podejmując "rękawicę" krytyki "belino" wyjaśniam, że lód na jeziorze mógł trzeszczeć z zupełnie innych powodów niż niska temperatura. "Znaczny mróz" to nie to samo określenie co "tęga, niska temperatura". Można to sformułowanie potraktować jako "masło maślane", jednak dla niezorientowanych, młodych czytelników, jest to próba wyjaśnienia, iż "tęga, niska temperatura", wiąże się z mrozem, który może być tęgi wynosząc minus 3 stopnie Celsjusza, a dla innych tęgi mróz to minus 30 stopni Celsjusza (vide: absolutny próg różnicy).
Gdyby szanowny "belino" wczytał się w poprzednie odcinki, zauważyłby, że gdy Yan zaobserwował jelenia po raz pierwszy, używał on poetyckich określeń odnośnie poruszania się tego stworzenia.
avatar
emiliapienkowska; Dziękuję pani za podjęcie się trudu analizy przetłumaczonego tekstu i za niezwykle cenne i trafne słowa odnoszące się do "dobrego literacko tłumacza". Ja siebie nie uważam za "dobrego" tłumacza. Jestem na etapie zdobywania szlifów w tej nierównej walce samouka językowego z zawodową konkurencją. I tak dla przykładu, powiem pani, że wolę przetłumaczyć sformułowanie: "fall in love" dosłownie, jako "upaść w miłość" niż eufemistyczne, profesjonalne tłumaczenie "zakochać się". Pozdrawiam.
avatar
U nas na północy Mazur skute lodem trzeszczące jezioro nie jest dla mnie żadnym fenomenem. W gadaniu o mrozach i niskich temperaturach nie ma niczego złego, owszem, dopóki jedno nie dubluje niepotrzebnie drugiego. Ty zresztą, Bracie, dobrze to rozumiesz, bo w innych swoich tekstach nie masz z tym żadnych problemów. Nie chciałem tego ciągnąć dalej, skoro jednak sam tego chciałeś... Co powiesz na taki lapsus: "silny i mocarny człowiek mógł pobiec w dół szybciej niż najszybsza zwierzyna". Taka antylopa albo gepart na przykład. Albo to: "...doszedł do miejsca gdzie odpoczywało sześć sztuk jeleni." Sześć sztuk jeleni - to... sześć jeleni? Dobrze myślę? Czy np. to: "czołgał się, żeby zobaczyć znowu ślad". Na stojąco go nie widział, więc się położył?
Już wcześniej Ci to sygnalizowałem, ale wolisz upierać się przy swoim. Posłuchaj rady starszego od siebie faceta, bo naprawdę dużo lepiej na tym wyjdziesz i Ty, i Twoi odbiorcy.
© 2010-2016 by Creative Media
×