Przejdź do komentarzystriptiz
Tekst 14 z 15 ze zbioru: Historie...
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-08-25
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń293


Obudziłam się skostniała z zimna. Od otwartego okna powiało chłodem i firanka falowała, a ja byłam odkryta. Musiałam się jednak pocić, bo cienka koszula przyklejała mi się do ciała.  Łóżko było wyziębione, a pościel zmięta. Znowu spałam niespokojnie. Gdy tylko otworzyłam oczy zdałam sobie sprawę, że nastał kolejny dzień bez Marka. Odszedł jakby wczoraj. Przed oczami miałam jego zimne  jak kryształki lodu oczy i skrzywione w ironii usta. W ostatnim momencie nim trzasnął drzwiami powiedział mi jeszcze jaka to jestem brzydka, stara i gruba.

- Zostawiam ci mieszkanie- warknął, ale alimentów płacić nie będę. Ciesz się, że nie lądujesz na ulicy. Radź sobie sama, idź do pracy i rusz wreszcie ten obleśny, tłusty tyłek  z domu. Zawsze o tym marzyłaś przecież. Chciałaś to masz.

- Ale ja całe życie nie pracowałam, bo mi nie pozwoliłeś - jęknęłam z przerażeniem. Nie dam sobie rady.

- Nic mnie to nie obchodzi. Mieszkanie swoją wartość ma i to możesz potraktować jako alimenty. Gdybyś mi dała syna i ty byś miała wartość. Katarzyna jest w ciąży to do niej odchodzę. Ona jest piękna, młoda i może rodzić. Warto w nią zainwestować.

- Ale ja cię kocham- szepnęłam z płaczem.

- Jesteś głupsza niż myślałem- pokręcił głową z dezaprobatą. Bywaj. Szczęścia ci nie życzę- krzyknął zza drzwi.

Zostałam sama. Jestem sama. Uświadomiłam sobie z przerażeniem. Mieszkanie i inne rachunki popłacone i pełna lodówka, ale więcej nie mam nic. Nie mam rodziny, bliskiej przyjaciółki, nie mam doświadczenia w pracy zawodowej, ani odpowiedniego wykształcenia. Mam za to ponad czterdzieści lat. Kto mi da dobra pracę, by mi na wszystko wystarczyło. Jako sprzątaczka czy ekspedientka nawet na utrzymanie nie zarobię przecież.

Wstałam , zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do kuchni. Wczesna jesień jeszcze nie pozłociła liści, ale poranki były już mgliste i chłodne. Ubrałam się po raz pierwszy od tygodnia, zrobiłam lekki makijaż i zaparzyłam kawę. Zapatrzyłam się w okno. Zapowiadał się ładny dzień, bo słońce lizało parapet i moje storczyki, które kwitły na wyścigi. Trzeba by wyjść po gazety, bo trzeba przejrzeć ogłoszenia o pracy. Pomyślałam. W portmonetce było ostatnie dwieście złotych. Co dalej nie widziałam. Narzuciłam poncho na ramiona i wyszłam z domu. Korytarz był mroczny i ponury. Poczułam w nim zapach grzybów. Pewnie sąsiedzi coś gotowali. Żołądek skręcił mi się z głodu, ale jednocześnie poczułam mdłości. W windzie spotkałam starą Majewską. Była w bamboszach, a spod chusteczki na głowie wystawały jej siwe, potargane włosy i różowe papiloty. Poplamiony szlafrok urody ani szyku jej nie dodał. Odwróciłam głowę, żeby jej nie prowokować ale nie dała się zbyć i zagaiła skrzeczącym głosem.

- A co to sąsiadka sama? Mąż ponoć już tu nie mieszka i z czego sąsiadka żyć będzie? Do roboty się trzeba będzie wziąć, a nie seriale oglądać i paznokcie piłować- zaskrzeczała.

- A dałaby pani spokój. Pomocy potrzebuję, rady, a nie złośliwości- wyrzuciłam.

- Rady? A mam radę! Niech sąsiadka za robotę się weźmie, bo ja całe życie pracowałam i dobrze na tym wyszłam. Rentę mam i chłopa nie potrzebuję.

- Pracy właśnie szukam- wyjąkałam, ale nic nie ma dla mnie. Doświadczenia nie mam.

- To niech sąsiadka zacznie gołym tyłkiem świecić w Internecie jak Jola od Karolaków to i sąsiadka zarobi- warknęła złośliwie. Ona ostatnio samochód zmieniła na nowy. Ponoć z tego zarobiła, bo Karolaki biedne, a ona do pracy nie chodzi. Do tego się sąsiadka nada. Do tego szkół nie trzeba, a chłopa sąsiadka miała.

Po chwili zniknęła w piwnicy, a ja zostałam z pytaniami cisnącymi się na usta. O Joli słyszałam. Cały blok mówił, że pracuje na portalu z kamerkami. Striptiz robi. A może to jest jakieś wyjście. Pomyślałam nagle znękana. Tylko czy ktoś zapłaci kobiecie po czterdziestce, niezbyt szczupłej i niezbyt atrakcyjnej. To okropne zajęcie ale może by mi dało przetrwać przez jakiś czas. Mogłabym jakieś kursy w tym czasie skończyć i iść później do uczciwej pracy. Przecież nawet studentki tak zarabiają jak je bieda przyciśnie. Myślałam. Partnera nie mam to zdrady nie popełnię. Mogłabym tańczyć. Uwielbiam tańczyć i to potrafię. Zawsze potrafiłam i wszyscy się moim tańcem zachwycali. Nie będę się z nikim umawiała to to prostytucja nie będzie. W momencie zaczęłam planować. Bieliznę erotyczną mam, bo Marek mnie w niej lubił gdy jeszcze mnie kochał. Szpilki uwielbiam i komputer mi nie obcy.

Zawróciłam do domu i po zamknięciu drzwi usiadłam przed laptopem. Portal z kamerkami znalazłam łatwo. Kilka ich było. Zarejestrowałam się na polskim, bo angielskiego nie znałam za dobrze. Założyłam konto, weszłam i przeraziłam się, bo zobaczyłam rozebrane kobiety i mężczyzn w wyuzdanych pozach. Niektórzy uprawiali sex, ale nie wszyscy. Były też kobiety w erotycznej bieliźnie, a nawet ubrane. Po chwili już buszowałam w Internecie i czytałam o tej pracy. Okazało się, że nie wszystkie kobiety rozbierały się na chatach publicznych. Niektóre zapraszały na skypa i rozbierały się dla wybranych mężczyzn. Te zarabiały najwięcej. Były gwiazdami i ceniły się. Niektóre zarabiały po kilka tysięcy dziennie. To dla mnie szansa. Chyba szansa. Praca upokarzająca ale może da mi byt. Rzuciłam się do szafy w poszukiwaniu koronkowej bielizny, kabaretek, pończoch. Wyciągnęłam czarne szpilki ze lśniącej skóry. Znalazłam okulary słoneczne zasłaniające mi pół twarzy i postanowiłam spróbować.  Jak pomyślałam tak zrobiłam.

Po chwili przebrałam się, włączyłam muzykę i ustawiłam kamerkę. Zaczęłam się poruszać zmysłowo jak kocica. Już nie byłam sobą, zahukaną szara myszką, bo stałam się boginią seksu. Kusiłam, przywoływałam, wabiłam. Pierwsze ruchy były niepewne. Po chwili odpłynęłam, zapamiętałam się. Pół godziny minęło w mgnieniu oka i płyta się skończyła. To było coś magicznego jak sen. Piękny sen. Oglądalność była bardzo wysoka. Zerknęłam na komentarze i napiwki i okazało się że większość mężczyzn była zachwycona. Zarobiłam prawie osiemdziesiąt złotych i kilku mężczyzn chciało się umówić na prywatne spotkania na skype. Zgodziłam się ale umówiłam się tylko na taniec i na striptiz. Rozbierałam się ale z klasą bez pornografii i zarabiałam coraz więcej. Po kilku dniach miałam kilkunastu stałych klientów. Widmo biedy i śmierci głodowej oddaliło się.

Wkrótce  poszłam do biura pracy. Stary, szary budynek stał obok parku. Na korytarzach było sporo ludzi. Obsługiwała mnie starsza urzędniczka z nieco znudzoną miną. Miała dobre, szare oczy okulary w metalowych oprawkach i krótkie ciemne włosy.

- Proszę mi powiedzieć co musze umieć by dostać pracę w biurze- spytałam na wstępie.

- Musi pani znać języki i musi pani umieć obsługiwać komputer. Przydadzą się programy biurowe- odpowiedziała. No i praktyka.

- Nie mam doświadczenia- skrzywiłam się, bo nigdy nie pracowałam.

- To przyda się szczęście. Są też organizowane staże. To szansa dla takich osób jak pani.


Wróciłam do dom i szybko zapisałam się na kurs angielskiego. Później wybrałam kursy uczące pracy w biurze i obsługi programów biurowych. W międzyczasie podałam Marka o rozwód. Wzięłam dobrego adwokata, bo mnie było stać. Rozwód dostałam z winy Marka. Pamiętam ten dzień. Był pochmurny i chłodny. Deszcz siąpił od rana i na jezdni stały kałuże. Przed budynkiem sądu stało kilka samochodów, a na chodniku przy schodach mała dziewczynka w różowej czapeczce karmiła gołębie.  Pamiętam też minę Marka gdy zobaczył mnie wysiadającą z taksówki. Minęłam go dumna jak królowa, a on po prostu znieruchomiał. Wyglądałam dobrze w nowych, drogich ubraniach i pachniałam bardzo dobrymi perfumami. To mi dodało pewności siebie. Marek oficjalnie zrzekł się mieszkania, żeby nie płacić alimentów. Ja pracowałam i uczyłam się. Nabrałam odwagi, schudłam i rozkwitłam. Po dwóch latach dostałam pracę w biurze projektów w charakterze sekretarki. Radzę sobie dobrze, nieźle zarabiam.  Z pracy striptizerki nie zrezygnowałam, bo ja kocham. Mam nadal kilku stałych klientów, którzy płacą krocie bym dla nich tańczyła. Oczywiście nie tańczę już na portalu z kamerkami. To zamknięty rozdział mojego życia.  Starej Majewskiej jestem wdzięczna. Markowi współczuję, bo Katarzyna go okłamała i w ciąży nie była. Zabawiła się tylko i zostawiła go dla młodego kochanka. Marek został bez mieszkania i z pustym kontem w banku. Posiwiał i nie jest już butny. Wczoraj dzwonił, że chce wrócić. Nie zgodziłam się. Nie kocham go już i nie potrzebuję. Nadal się rozwijam i uczę. Miesiąc temu zapisałam się na kurs prawa jazdy. Ponoć mam do tego dryg.




  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×