Przejdź do komentarzyKobiety, nie dajmy się rakowi
Tekst 6 z 30 ze zbioru: Temat zawsze aktualny
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-09-30
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1188

Kobiety, nie dajmy się rakowi


Jutro Pałac Kultury w Warszawie znów zabłyśnie różową iluminacją. To wyjątkowe oświetlenie ma zwrócić uwagę na znaczenie zdrowia kobiet, a także być znakiem solidarności z kobietami, które toczą już jakże trudną walkę z rakiem piersi. To czas, aby — znów — przypomnieć kobietom (także mężczyznom, przynajmniej tym, którzy dbają o swoje kobiety), aby zadbały o siebie, o swoje zdrowie. Nie chodzi tu tylko o raka piersi. Chodzi tu także o raka szyjki macicy.


Statystyki medyczne są nieubłagane. W Polsce, w porównaniu do innych krajów europejskich, zbyt duża ilość kobiet umiera na raka szyjki macicy i raka piersi. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna: Polki, z różnych swoich powodów, odwlekają wizytę u ginekologa. I cóż zrobić? Statystyki swoje, Polki swoje. Statystyki niemalże „krzyczą” o ilości zachorowań i umieralności wśród kobiet na raka piersi i raka szyjki macicy. A do Polek ten ”krzyk” — najwyraźniej nie dociera. Przynajmniej do dużej ich części. I to jest najbardziej przerażające. Bo jeśli się słyszy, że na raka szyjki macicy co roku w Polsce zapada ca. 4,5 tys. kobiet, a z tego 2,5 tys. umiera, a z kolei na raka piersi zapada ca. 11 tys. kobiet, z czego umiera ponad 4 tys., a Polki mimo to, zwlekają z badaniami ginekologicznymi, to słowo: „przerażające” przesadne nie jest. Jest adekwatne do tego stanu rzeczy w Polsce.


Rak szyjki macicy wśród Polek jest najczęstszym nowotworem narządu rodnego. A przecież tak łatwo go wykryć poprzez proste badania cytologiczne. Są to badania zupełnie nieinwazyjne, bezbolesne, polegają na pobraniu komórki nabłonka pokrywającego szyjkę macicy. W wielu zachodnich krajach, gdzie kobiety systematycznie poddają się temu badaniu, udało się niemalże całkowicie wyeliminować umieralność na tego typu raka, w innych o wiele zmniejszyć. W Polsce zaś, jak podają statystyki, na raka szyjki macicy codziennie umiera aż 5 Polek. Zatrważające, prawda? Tyle kobiet umiera tylko dlatego, że zbyt późno zgłosiły się do lekarza. W zaawansowanym stadium choroby nowotworowej nie udaje się je już uratować.


Jeszcze bardziej zatrważająco wygląda sytuacja z zachorowalnością i śmiertelnością na raka piersi wśród Polek. Z powodu tego raka codziennie umiera 13 kobiet. I pomyśleć tylko ile z nich mogłoby uniknąć śmierci, gdyby regularnie zgłaszały się na badania kontrolne piersi. Rak piersi to najczęstszy nowotwór złośliwy u kobiet. Stanowi 1/5 wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Co gorsza, wg statystyk medycznych liczba nowych zachorowań na tego raka ciągle rośnie. Około połowa kobiet z rakiem piersi umiera, i najczęściej są to kobiety w pełni sił, które mogłyby mieć przed sobą jeszcze wiele lat życia.


Choć edukacja zdrowotna społeczeństwa w Polsce jest na coraz to wyższym poziomie, umieralność wśród kobiet niestety z roku na rok wzrasta. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie dlatego że Polki, jak już wspominałam wyżej, z różnych powodów ciągle zbyt rzadko badają się ginekologicznie. Dla nich ważniejsza jest rodzina, prace domowe, kariera zawodowa, a zdrowie gdzieś tam na końcu. Na dbanie o zdrowie szkoda im czasu. Nie myślą, nie chcą wiedzieć, że nie robiąc badań ginekologicznych wiele tracą. Innym czynnikiem hamującym niektóre kobiety przed wizytą u ginekologa jest lęk przed chorobą nowotworową i kojarzenie jej tylko z jednym — z „wyrokiem śmierci”. Z drugiej zaś strony, jest także duży odsetek kobiet, które mają zbyt niską wiedzę na temat profilaktyki i możliwości skutecznego leczenia raka. Są też niestety i takie kobiety, które po prostu całkowicie lekceważą swoje zdrowie i nie mają dobrych nawyków zdrowotnych.


Jakkolwiek nie patrząc na podejście Polek do badań ginekologicznych, jedno jest pewne, odwlekając wizytę u ginekologa, odbierają sobie szansę na pełne wyleczenie nowotworu. Zgłaszanie się u ginekologa dopiero wtedy, kiedy odczuwają już jakieś objawy choroby, okazuje się być najczęściej już zbyt późne. W wielu przypadkach choroba nowotworowa jest już niestety na tyle zaawansowana, że mimo dużej wiedzy lekarzy i kosztownych procedur medycznych nie udaje się już chorej uratować. Skazana jest na śmierć.


W krajach zachodnich, jeśli kobieta trzykrotnie nie stawi się na badanie cytologiczne, musi płacić za leczenie raka szyjki macicy — jeśli na niego zachoruje. Podobnie jest z mammografią. Co dwa lata kobiety dostają zaproszenie na badania piersi i muszą się na nie zgłosić. Widać, że taka forma „zdyscyplinowania” działa, bo gabinety ginekologiczne stale są „oblegane” przez kobiety, a śmiertelność na raka piersi i szyjki macicy — w stosunku do zachorowań — jest z roku na rok coraz mniejsza.

Medycyna na świecie w ostatnich latach zrobiła ogromne postępy. Onkologia także. Obecnie wielu chorych na raka można wyleczyć. Pod jednym wszak warunkiem: że zostanie on wcześnie wykryty i od początku będzie właściwie leczony.


Kobiety, ruszmy więc swoje pupy… i jazda do ginekologa! Ginekolog nie gryzie. Spokojnie można usiąść naprzeciw niego i swobodnie porozmawiać, a potem poddać się badaniu, które jest przecież bezbolesne. Wstydzić się nie ma czego. Jeśli się pozytywnie nastawimy do wizyty u ginekologa, to wstyd będzie nam obcy.


Kobiety, zapamiętajmy dwa ważne dla naszego życia słowa: cytologia i mammografia. I to, że jeśli w swoim `centrum dowodzenia` odpowiednio poukładamy wszystkie myśli związane z badaniami ginekologicznym, to i czas się znajdzie na wizytę u ginekologa, i możliwości.


  Spis treści zbioru
Komentarze (13)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Temat bardzo poważny... Aby go nieco rozluźnić, załączam link do zabawniejszego tekstu, acz ciągle w tym samym temacie:
https://www.publixo.com/text/0/t/27465/title/Wizyta_u_ginekologa_moze_byc_zabawna
avatar
Polki, Poleczki - babki i dziewczyny! Badajmy się z przyczyny, że rak nie boli wcale, a życie skraca - wam, nam - stale!
avatar
Ot co, Emilio, co racja, to racja!
W XXI wieku kobieta nie odwiedzająca gabinet ginekologiczny to jakiś... dziwoląg. ;) Bo żeby aż tak nie dbać o swoje zdrowie?!!!
avatar
Jest grubo gorzej: wiele kobiet w Polsce NIE CHCE ŻYĆ.

Po co miałabyś żyć dalej, skoro to życie dla większości z nich jest na krawędzi przetrwania??

Nasze renty/emerytury nie są w €, mieszkamy daleko od szosy z piecem na głowie, w chałupie nie ma łazienki ni ciepłej wody, dzieci nasze na niemieckich czy londyńskich zmywakach już od dziesięcioleci, wnuki swoje widzisz raz na ruski rok...

PO CO KOMU TAKIE ŻYCIE??
avatar
O rany, Emilio, nie przesadzasz? Ależ pesymizmem powiało. "Dobrej zmianie" by się to nie spodobało. Bo przecież PiS rozdaje pieniądze na lewo i prawo... i co? Jeszcze ciągle aż tak źle?
A z drugiej strony, to trudno zrozumieć, skąd ta opinia o dobrobycie emerytów w Niemczech. Myślisz, że jak w € to mają lepsze życie? Te czasy już dawno się skończyły, kiedy emerytom dobrze się w Niemczech żyło. Jakieś 30 lat temu, od momentu zjednoczenia Niemiec — jest coraz gorzej finansowo. Teraz emeryci tutaj też ciężko przędą. Brakuje pieniędzy na lepsze życie, wystarcza jedynie na przeżycie.
Ale  Służba Zdrowia z pewnością jest o niebo lepsza niż w Polsce. I żyje się w miarę spokojnie i przyjemnie, mimo że obok siebie żyją ludzie różnej nacji. Nie ma też takiej nienawiści. Nikt się bez potrzeby do życia innych nie wtrąca. Nie prześladuje za poglądy, wiarę, czy obyczaje. Pod tymi względami jest w Niemczech na pewno dużo lepiej.
avatar
Ostra polaryzacja statusu materialnego Polaków jest coraz bardziej widoczna wszędzie - nie tylko w stolicy. Wystarczy zjechać swoją furą w rewiry 2 przecznice dalej od reprezentacyjnych osiedli i ekskluzywnych centr, by zobaczyć, w jakim czasie pozaprzeszłym żyją przecież nie psy, a... ludzie? Samotni dziadkowie czy rodzice z dziećmi, pozbawieni elementarnych warunków życia. I wcale nie chodzi o tzw. margines społeczny, a o porządnych dzielnych Polaków.

Czego nas uczą pokazowe scenki popularnego programu Katarzyny Dowbór /pod patronatem tvn/ pt. "Nasz nowy dom"?? Jaki obraz unijnej bogatej Polski nam pokazują? Ile takich nowych domów trzeba jeszcze ludziom podarować, żeby nasycić rynek potrzeb!

O zarobkach w € wspomniałam, mając na uwadze wyłącznie przelicznik wymiany naszej waluty na tą unijną. Socjal w Niemczech jest nieporównanie lepszy od tego u nas. Przecież do nas żadna Niemka nie jeździ "na czarno", żeby opiekować się naszymi ubogimi staruszkami w zamian za ich złotówki
avatar
To, co mówisz, Emilio, jest mało popularne, Władza, choć wielce bogobojna i pobożna (sic!), biedoty się wstydzi. Temat ukrywa też reżimowa telewizja. Nikt z nich — tak na poważnie i w sposób budujący, ciągły — nie uwrażliwia społeczeństwa polskiego na ludzi potrzebujących pomocy.
Kościół też nie za bardzo spełnia swoją rolę w tym względzie. A spaślaki w purpurach, ociekając przepychem, chyba już nawet zapomnieli, że coś takiego jak bieda w ogóle funkcjonuje.
Doskonale wiem, jak wygląda przelicznik wymiany złotówki na €. Doświadczam to co miesiąc, otrzymując z Polski emeryturę.
avatar
"Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha..." /"Biblia", Ap. 2,11/

Trzeba być w Polsce ślepcem, by nie widzieć, w jakim upodleniu i psiej nędzy żyją DZISIAJ ludzie. Wojna była 75 lat temu
avatar
Emilio, trzeba mieć uszy do słuchania i oczy do patrzenia, to fakt, nawet Biblii nie trzeba znać, by tę mądrość posiadać.
Ale Ty tak o biedzie w Polsce mówisz, jakby ona dotyczyła ogółu. A chyba tak nie jest. Bo zewsząd słychać, jak to w Polsce podniósł się poziom życia Polaków. Ja zdaję sobie sprawę, że starsi, schorowani ludzie nie mają najlepiej. Wiem też o biedzie w rodzinach popegeerowskich. O nich jakoś w tzw. "Dobrej zmianie" zapomniano... I co należy zrobić? Niech kościół odda połowę swojego majątku na biednych i potrzebujących. Niech Polacy w końcu zaczną robić porządek w Kraju. Nie można tylko narzekać, trzeba działać... Bo jak widać, samo nie przyjdzie. Bozia jakoś też nie pomaga.
avatar
Obowiązująca od zawsze na szczytach kochanej władzy narracja sukcesu /i Zielonej Wyspy z odbitymi palmami/ skutecznie PRZESŁANIA inny obraz Polski, widzianej nie z wysokiego stolca, a z perspektywy naszego rodzimego zadupia. O tym właśnie piszę w swoich reportażach "Zapiski z pogranicza" (patrz dział proza na www.latarnia-morska.eu).

ŻE NIKT O TYM NIE MÓWI DO OGÓLNOPOLSKICH MIKROFONÓW NIE OZNACZA, ŻE TEGO... NIE MA??

Kasiu Złota, Kochana! Jesteś WIELKA!!
avatar
A czy Ty myślisz, Emilio, że w innych krajach biedoty nie ma? Jest. W Niemczech też jest, i to nie tylko w tych rodzinach z marginesu społecznego. Może mniej niż w Polsce, bo socjal jest tu rzeczywiście na wyższym poziomie... Chociaż nie, ilościowo może być nawet więcej, bo trzeba pamiętać, że w Niemczech żyje ponad 83 miliony obywateli, a w Polsce tylko niecałe 38.
Tylko tu się o tym mówi i działa, zapobiega, a w Polsce za czasów PiS-u tylko się chełpi sukcesami 500 i innymi programami rozdawnictwa... i biega ze spuszczoną głową do obłowionego w majątki — dzięki PiS-owi — kościoła, zamiast zacząć wreszcie racjonalnie myśleć i ową głowę podnieść i... zbuntować się przeciwko biedzie i takiej niesprawiedliwości.
A co to znaczy: „Kasiu Złota, Kochana! Jesteś WIELKA!!”?
avatar
* 500 miałam na myśli. :)
avatar
* O, jednak nie przeszło... No nie wiem, czemu to tutaj "plus" — jako krzyżyk — nie przechodzi. Coś z tymi krzyżykami się w Polsce porobiło... To taki żarcik. ;D
© 2010-2016 by Creative Media
×