Przejdź do komentarzyHerbatka u państwa Łęckich
Tekst 121 z 122 ze zbioru: kapelutnik
Autor
Gatunekobyczajowe
Formawiersz biały
Data dodania2019-01-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń264

- Panie Wokulski. Czy pan znowu masz do nas jakieś interesa, czy też przyszedł na herbatę?

- Na herbatę pani. Interesa zostawiłem w progu.

- Dobrze wiem, że tęgi z pana kupiec, jednak jako szlachcic musi pan wiedzieć że w towarzystwie o interesach rozprawiać się nie godzi. Widzę że robisz pan postępy i dlatego pozwalam ci pocałować rąbek sukni.

- Panie! Ależ pan wycałował całą połać!

- Gdybyż rąbek, pani, to o wiele za mało. Pocałować dłoń, to niebo. Kasztany z grzywą śnią mi się po nocach. Chciałbym wycałować cały kształt pani, odziany w ten piękny peligram, po 8 rubli za kwadratukę.

- Kasztany? Miał pan tu nie mówić o interesach...

- Przepraszam. To z przyzwyczajenia. A przyzwyczajenie o pani, jest drugą naturą.

- Musisz się pan jej wyzbyć. I pozostawiać ją o wiele dalej niźli za progiem. Z resztą... Czy ja wiem?

- Obudzisz ty się śpiąca królewno?

- Panie Wokulski, czy mógłby pan poświęcić mi chwilę?

- Oczywiście, księżno.

- Moja ochronka potrzebuje perkalu.

- Jutro dostarczę odprasowany. Będzie tego z dwa gieloryby. W entrantne sztuby.

- Czy to już wszystko?

- Poślę jeszcze do was paruchy z biela rzeki.

- Co to są paruchy?

- To są skóry, pani, co można nimi oblec kirgizjam i nie zmarznie, choćby zima była na kość.

- Bardzo się cieszę kawalerze, że tak się troszczysz o nasze sierotki. A czy tych... imperiali, mógłbyś mi jeszcze użyczyć?

- Ile pani potrzebuje?

- Co najmniej pięćset. Mam nadzieję że ta ofiara przyniesie panu większe zasługi.

- Oczywiście.

- Panie Wokulski, nie dopił pan swojej herbaty.

- Z panią, Izabelo, mógłbym tu siedzieć do twaroga. I nigdy mi się nie znudzi, bo jest w pani ten magnes który przyciąga największe i najgorętsze nadzieje.

- A wię to tak? Przyznaje pan, że mnie uwielbia.

- Ze wszystek sił.


W ten oto sposób mój Stach połykał bakcyla minerwy. Gdybym mógł mu jakoś pomóc. Jakoś ostrzec...

Tymczasem w sklepie sprawy szły swoim tokiem. Zapas lalek właśnie się kończył i trzeba było zamówić następną partię aż w Chinach. Klejn już prawie całkiem wyleczył się z socjalizmu. Za to baron Krzeszowski oświadczył, że jeśli sprawy na wyścigach tak dalej się będą miały, to chętnie wstąpi do Partii Socjalistycznej, bo to jedyna metoda żeby zapomnieć o długach.  

A baronowa Krzeszowska? Cóż. O tej pani nie będę długo prawił. Gdyby była mężczyzną, wyzwałbym ją na pojedynek. Za to co rozpowiada o pani Stawskiej.  

Anioł nie kobieta.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×