Przejdź do komentarzyTom ll Wojna i rewolucja
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2019-01-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń295

Żona Matwieja, tego roku znalazła się nad doliną ugorską. Choma O-ten i Iwan Kuszka, sąsiedzi, mają tam też swoje pastwiska. Szmat ziemi rozciąga się szeroko i daleko - dolina, jezioro, łąki, wyginają się wielkim łukiem naprzeciwko słońcu, a ciemniejącym lasem dębowym osłoniły się od północnych wiatrów.

Na drugim skłonie pochyłości jest wyrąb i młody brzeziniak.

Szeroka, wyraźna granica zarosła murawą i twardo wcięła się w glebę wzdłuż całej doliny. Po pochyłości rozłożyły się szeroko rozłogi krzaków leszczyny i młode, kędzierzawe dąbki. W krzakach skryły się różne siwe kamyki, które niczym grzbiety kotów, wypinają się w górę nad powierzchnię, porosłe mchem, popękane, pourywane, jakby znienacka porozbijane olbrzymim młotem, wielkimk kęsami stoczyły się w dół i w niepewności zatrzymały się nad łąką Michała Turka.

Pod urwiskiem ziemia się rozstąpiła i z jej paszczęki wyrósł królewski dąb, rozcięty uderzeniem gromu na dwie połowy. Z wszystkich stron widnieje jezioro. Jakby spadło z niebios i porozbijało na wiele odłamków wielkie lustro, odbijające promienie słoneczne, które wielkim wodospadem pochyłości doliny, zlewają się z łanami  żyta, maków polnych, błękitnych bławatków i traw z dzikim kminkiem, które rozrosły się wokół ludzkich siedzib.

Jednak z tych traw niewiele jest pożytku. Co roku, gdy wyrosną do pokosu, letnie upały napędzają ulewy, jezioro podnosi swój poziom i niepowstrzymaną ławą rozlewa się wokół, jak okiem sięgniesz, po dolinie.Trawy nikną pod brudną nawałą swawolnie i dziko napierającą na krzaki łoziny i olchy, wraz z konikami polnymi i różnymi muszkami i komarami i wszystko, co żyło i rodziło, ginie wraz z ulewami w wielkiej, niewiadomej, pustce.

Dolina wtedy stawała się burzliwa, szumiały wody, olchy i dęby. Żyto chyliło się, jakby z pokorą uginało, kłosy sięgały do gliniastej gleby, a maki przedwcześnie zrzucały swoje szkafłatne szaty.

A kiedy wody ustępowały, na powierzchni stratowanych traw pojawiały się ryby, niczym kęsy żywego srebra, leżały i trzepotały się bezradne stworzenia. Wtedy baby i dziewczynh z Ugorska i Tylawki oraz pastuszkowie i chłopcy wychodzili z koszami i podbierali rękami karasie i piskorze. I zazwyczaj toczyła się walka o zdobycz, pomiędzy mieszkańcami Ugorska i Tylawki, - zwyciężali silniejsi, bo tu obowiązywało prawo burzy i pięści. Ale walki toczhły się nie tylko o ryby. O  nie, nie tylko o to!


Żona Matwieja, Iwana Kuszki i Chomy Ot-tego, sąsiadowały przez  miedzę z Doliną Ugorską. Za miedzą pole opada do dołu, gdzie jest cień i podmokłe trzęsawisko, własność Grigorka. Chłopa, posiadającego własną ziemię, ale lenjwego i pijaczka. Pole zarosło darnią, a jesienią kiedy zbierali mizerny owiesek, zostawało nieco paszy, gdy się nieco przyłożyło kosę. Szkoda więc się na taką okazję nie połakomić. Mieszkańcy Tylawki, jego najbliżsi sąsiedzi ruszyli pierwsi,  mieszkańcy Ugorska zaraz za nimi. Szykowały się bojowe drużyny, huczały groźne słowa, w czasie starć, sypał się grad kamieni, łamały się na czaszkach żerdzie. Tak było przez wiele pokoleń.

Wołodźko tego sławetnego roku został zaprzysiężonym pastuchem. Czarny jak murzyn

od słońca, jak cięciwa prężny, włosy jak konopie, bose stopy, popękane jak cegły. Pasie sześć dojnych krów i   cztery jałówki. To nie kraina łabędzi  pola graniczą miedza w miedzę, dlatego należy być czujnym...

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×