Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. IV - Siostrzeniczka/11
Tekst 173 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-05-26
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń125

Wychowanie bliźniaczek było, rzec można, pensjonarsko-operetkowe, w którym górę brała kto wie czy nie operetka. W chaotycznym misz-maszu programu nauczania były i zadania o lecącym stadzie gęsi, i pas pe deux*) z szalem, i proroctwa Piotra Pikardskiego, i knowania Pięknej Heleny, i oda do Felicy***), i pozgonna wdzięczność dla kierownictwa i opiekunów pensji dla szlachetnie urodzonych panienek. W takim tyglu vinaigrette (poza którym bardzo zasadnie można było siebie nazwać *tabula rasa*) trudno było się dziewczętom połapać, a co dopiero znaleźć jakiś punkt wyjścia. Wykształcenie takie rodziło nie chęć pracy, a zamiłowanie do brylowania w świecie high life`u, pragnienie bycia otoczonym eleganckimi kulturalnymi ludźmi, łaknienie wysłuchiwania czułych słówek kawalerów i w ogóle pławienia się w ludzkim szumie, blaskach i wirze tzw. życia wyższych sfer.


Gdyby Aniusia obserwowała siebie uważniej, to już w Pogoriełce w tych momentach, kiedy widziała w swych planach ucieczki z domu coś w rodzaju wyzwolenia z egipskiej niewoli - już wtedy mogłaby przyłapać siebie na marzeniach o sobie nie tyle oddanej trudowi, ile otoczonej ludźmi podobnie myślącymi i skracającymi czas wyłącznie na pięknych dysputach. Oczywiście, ludzie ci w tych jej mrzonkach byli rozumni, a rozmowy z nimi szlachetne i poważne, lecz na pierwszy plan wysuwała się bezczynna strona życia, gdzie bieda zawsze była miła dla oka, wyrzeczenia zaś świadczyły jedynie o braku wszystkiego, co zbędne. To dlatego te jej plany zdobywania uczciwie zarobionego chleba skończyły się tym, że - kiedy zaproponowano bliźniaczkom operetkowe emploi na deskach jednego z prowincjonalnych teatrów - bez względu na kontrast z oczekiwaniami Aniusia wahała się niedługo. Na szybcika odświeżyła swoje pensjonarskie wiadomości na temat stosunków Heleny z Menelaosem, uzupełniła to kilkoma szczegółami biograficznymi z życia księcia Taurydy**) i uznała, że wiedza ta w zupełności wystarcza, by z powodzeniem grać *Piękną Helenę* oraz *Fragmenty z hercogini Herolstein* w miastach guberni i po jarmarkach. Przy tym, by uciszyć sumienie, często wspominała, jak jakiś student, którego poznała w wielkiej Moskwie, na każdym kroku z zachwytem wołał: Teatr! święta sztuka! - i tym chętniej uczyniła jego słowa dewizą nowego życia, że w przyzwoity sposób rozwiązywały jej ręce i przydawały choć powierzchownego decorum jej wejściu na ścieżkę, przed którą przecież instynktownie obie z siostrą się cofały.


Życie aktorki podniecało. Samotna, bez ukierunkowanego solidnego przygotowania, bez uświadomionego celu, wyposażona jedynie w temperament, łaknący szumu, blasku i aplauzu, Aniusia szybko się zorientowała, że wiruje w jakimś chaosie, w którym wokół niej cisnęła się masa twarzy, bez żadnego związku zmieniających jedna drugą. Były to twarze najprzeróżniejszych charakterów i przekonań, zatem same motywy zbliżenia z tym czy tamtym człowiekiem nie mogły być jednakie. Tym niemniej i ten, i ów, i siaki, i owaki w równym stopniu tłoczyli się wokół niej tak, iż można było sądzić, że tutaj właściwie, prawdę mówiąc, o żadnych motywach nie może być mowy. To jasne, że życie jej stało się rodzajem zajazdu, do którego bram mógł dobijać się każdy, kto tylko czuł się wesołym, młodym i posiadał określone środki, by wynająć nocleg. I wcale tutaj nie chodziło o to, żeby *dobierać * sobie towarzystwo według własnych upodobań, a o to, by się gdzieś zaczepić, gdziekolwiek, w jakimkolwiek środowisku, byleby tylko nie usychać w samotności. Tak naprawdę *święta sztuka* obie bliźniaczki zaprowadziła do rynsztoku, lecz w pierwszych dniach tak się to wszystko wichrem potoczyło, że żadna z nich nie potrafiła tego odróżnić. Ani niemyte gęby posługaczy, ani te wysmarowane, pokryte mazią dekoracje, ni te hałasy, woń i chamskie wyzwiska w hotelach i karczmach, ani cyniczne wyskoki wielbicieli i fanów - nic Aniusi nie otrzeźwiało. Nawet nie zauważyła, że obraca się wyłącznie wśród mężczyzn, i że między nią a innymi kobietami, wiodącymi *porządne życie*, stanęła jakaś nie do pokonania bariera...


Na krótko otrzeźwił ją przyjazd do Gołowliowa.


Od samego rana, od pierwszych chwil pobytu u wujka, prawie wszystko nieustannie wprawiało ją w zamęt. Jako dziewczyna wrażliwa łatwo chłonęła nowe odczucia i równie łatwo dostosowywała się do każdej sytuacji. Dlatego wraz z przyjazdem tutaj raptem znowu poczuła się *panienką*. Uprzytomniła sobie, że ona też przecież ma coś swojego, coś własnego: swój dom w Pogoriełce, swoje mogiły, i zapragnęła ponownie ujrzeć tamto dawne życie, znowu odetchnąć tamtym czystym powietrzem, przed którym wszak - tak jeszcze niedawno przecież -  na nic się nie oglądając, uciekła. Wrażenie to jednak natychmiast musiało się rozbić w zderzeniu z tym, co zastała w Gołowliowie. W tym sensie można było ją porównać do kogoś, kto z miłym uśmiechem wchodzi w krąg dawno nie widzianych bliskich i nagle widzi, że wszyscy oni jakoś dziwnie się doń odnoszą, jak do całkiem innej osoby.


.....................................................................................


*) pas de deux z szalem - taniec z szalem; dziewczęta na pensji w tamtych czasach uczono francuskiego, tzw. dobrych manier, gry na fortepianie, literatury, tańca, podstaw geografii, śpiewu itp. -  słowem wszystkiego, co nie mogło stanowić żadnego solidnego przygotowania do jakiejkolwiek pracy zarobkowej;


**) książę Taurydy - książę G. A. Potiomkin-Tauricieskij (1739-1791), działacz państwowy, faworyt carycy Katarzyny II;


***) *Oda do Felicy* (1782) - utwór napisany przez wielkiego poetę tamtych czasów, G. R. Dzierżawina (1743-1816)

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×