Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia/13
Tekst 196 z 230 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-18
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń64

- Sprawiedliwiej się nie da!

- A i o zasługach powiedzieć należy. I te także nierówne bywają. Jedna jest wielka, a inna - mała! Jakżeż tak!

- No, a jak! Wielka zasługa czy mała!

- Zatem i na moje wychodzi. Jak człowiek prowadzi się tak jak trzeba: nie plugawi języka, nie miele po próżnicy ozorem, innych nie osądza, jeśli przy tym nikogo nie zasmucił, niczego nikomu nie odebrał... a także co do innych pokus był wstrzemięźliwy - to i sumienie jego zawsze i wszędzie będzie czyste. I nic się do niego nie przylepi - żadne błoto! A jak go ktoś zza płotu oczerni, to według mnie, takiego gadania nie należy brać pod uwagę. Plunąć na to - i tyle!

- W takich razach chrześcijańskie normy rekomendują przede wszystkim przebaczenie!

- Albo przebaczyć! Ja zawsze tak robię: jak mnie ktoś obgaduje, wybaczam mu i jeszcze za niego się pomodlę! I jemu miło, że modlitwa za niego doszła, a i ja zadowolony: pomodliłem się i o wszystkim zapomniałem!

- Tak trzeba! i nic tak duszy nie ulży, jak modlitwa. I żale, i gniew, a nawet choroba - wszystko to przed nią jako ta ćma przed słońcem umyka!

- I zawsze tak należy postępować, aby nasze życie jako to światło na latarni morskiej całe było ze wszystkich stron widoczne... A i mniej krzywo będą na nas patrzeć - bo i nie ma za co! Ot, choćby i my: posiedzieliśmy, porozmawialiśmy, herbatki się napili - któż nam może coś zarzucić? Teraz zaś pójdziemy i pomodlimy się, a potem spać. Jutro znowu wstaniemy raniutko - czyż nie tak, ojczulku?


Judaszek podniósł się zza stołu i z hałasem odstawił swoje krzesło na znak, że gadka dobiegła końca. Pop ze swej strony również wstał i już chciał unieść rękę, by gospodarza pobłogosławić, lecz ten, aby wyrazić swoją szczególną tym razem sympatię, pochwycił jego dłoń i oburącz ją uścisnął.


- A więc ochrzciliście go, batiuszko, Władimirem? - zapytał, smutnie skinąwszy głową w stronę alkowy Jewpraksiejuszki.

- Na cześć świętego i apostołom równego księcia Władimira, panie.

- To i bogu dzięki! To moja pracowita i wierna klucznica, a co do rozumu - trudno, źle nie osądzajcie! To dlatego też takie wpadają... w cu-dzo-łó-stwo! *)


........................................................................................................................................................................


Przez całą dobę Krwiopijca nie wychodził z gabinetu i modlił się o radę dla siebie. Trzeciego dnia wyszedł do porannej herbaty nie jak zawsze w szlafroku, lecz odświętnie ubrany w surdut, jak to czynił zwykle, kiedy zamierzał przystąpić do czegoś ważkiego. Twarz miał bladą, ale tchnącą wewnętrznym światłem, na ustach błąkał się świątobliwy uśmieszek, oczy spoglądały łaskawie, jakby wybaczając wszystko wszystkim, czubeczek nosa wskutek modlitewnych starań nieco pokraśniał. W milczeniu wypił swoje przepisowe trzy szklanki herbaty i w przerwach między kolejnymi łyczkami to poszeptywał, to składał rączki do pacierza i gapił w święty obraz, jakby wciąż jeszcze mimo modlitewnego znoju stamtąd oczekiwał pomocy i jakiegoś widzenia. Wreszcie, przełknąwszy ostatni łyk, zawezwał do siebie Ulituszkę i zaraz uklęknął przed ołtarzykiem, aby raz jeszcze umocnić się rozmową z niebem, a przy okazji także poglądowo wskazać wchodzącej, że to, co nastąpi za chwilę - to sprawka nie jego, a boga. Ulita zresztą na pierwszy rzut oka w lot pojęła, że Judaszek w głębi duszy JUŻ Chrystusa sprzedał.


- Ot, i pomodliłem się! - rozpoczął tyradę Porfiry Władimirycz i na znak pokory wobec świętej woli boskiej opuścił głowę i rozłożył ręce.

- No, i bardzo pięknie! - odparła Ulituszka, jednak w jej głosie dźwięczała tak niewątpliwa przenikliwość, że Pijawka podniósł na nią wzrok.


Stała przed nim w zwykłej swej pozie, jedną ręką trzymając na brzuchu, a drugą - wspierając podbródek, lecz po jej twarzy przemykały wyraźne przebłyski sarkazmu. Porfiry Władimirycz pokręcił nieznacznie głową z wyrazem chrześcijańskiej nagany.


- I co, zmiłował się bóg? - ciągnęła ta swoje, ignorując ostrzegawczy gest swego pana.

- A ty wciąż bluźnisz! - nie wytrzymał Krwiopijca. - Ileż to razy i łaską, i żarcikami starałem się przestrzec ciebie, ty zaś wciąż swoje! Język twój cięty... złośliwy!

- Zdaje się, że ja nic... Zwyczajnie, skoro już pomodliliście się do boga, to znaczy, że się zmiłował!

- To-to! *zdaje się!* a ty nie o wszystkim, co ci się *zdaje*, paplaj! czasem też zamilcz! Ja tutaj o ważnej sprawie, a ta, proszę - jej się *zdaje*!


Ulituszka tylko przestąpiła z nogi na nogę, jakby tym samym mówiąc, że wszystko, co ma teraz jej do powiedzenia Porfiry Gołowliow, od dawien dawna jest doskonale wiadomym.


....................................................


*) cudzołóstwo - w starych świętych księgach mężczyzna żonaty nie popełniał cudzołóstwa, jeżeli spółkował z obcą kobietą, natomiast żona - w podobnej sytuacji trójkąta - zawsze była winna i surowo karana

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dziękuję za kolejne tłumaczenie... Ot i moralność. Niezmienna od wieków. Nasilenie bywa tylko raz mniejsze, raz większe. Podobnie z wiarą. Ostatnio zauważa się jej wielki boom... ;)
avatar
Zapomniałam... ;)
avatar
Dzięki tłumaczce za kolejny odcinek sagi samo życie, sprzed ponad wieku.
© 2010-2016 by Creative Media
×