Przejdź do komentarzyKolejne trzęsienie ziemi. Epicentrum w naszym mieście
Tekst 37 z 47 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2019-11-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń387

Kolejne trzęsienie ziemi. Epicentrum w naszym mieście


W mieście, w którym mieszkam, dzisiaj w nocy o godz. 1:59 znów zadrżała ziemia. Trzęsienie ziemi tym razem osiągnęło siłę 3,9 st. w skali Richtera. To było okropne uczucie. Ze snu wyrwał mnie potworny huk i wstrząs. W pierwszym momencie wystraszyłam się bardzo, ale zaraz zorientowałam się, że to nie eksplozja, tylko... trzęsienie ziemi. Tylko? Skąd to tylko? Ano stąd, że było to już trzecie trzęsienie ziemi jakie tu przeżyłam, nabieram więc coraz to większego doświadczenia i polegam też na informacjach tutejszych sejsmologów, a właściwie, chcę polegać.

Czy dzisiejsze trzęsienie ziemi było tragiczne w skutkach? Jak do tej pory policja nie odnotowała żadnych szkód materialnych. Jeśli zaś chodzi o szkody psychiczne, to z pewnością nie jeden obywatel miasta i okolic takowych doznał, bo też trzęsienie ziemi do przyjemności nie należy. Zwłaszcza w czasie snu.

Mam nadzieję, że wtórnych wstrząsów nie będzie. Jednak z ewentualnymi trzęsieniami ziemi muszę się niestety pogodzić, gdyż miasto nasze leży w strefie sejsmicznej. Przedostatnie trzęsienie ziemi, jakie tu przeżyłam (na szczęście nieświadomie) miało miejsce 22.03.2003 r., a miało ono siłę o wiele większą, bo aż 4,5 stopnia w skali Richtera i narobiło trochę szkód. W niektórych budynkach popękały szyby i pospadały dachówki.

Wtedy to nawet przez myśl mi nie przeszło, że to trzęsienie ziemi było. Ale to i dobrze, przynajmniej zaoszczędziłam sobie stresu. Nieświadomość bywa czasem błogosławieństwem.

A było to tak: w momencie kiedy trzęsienie ziemi miało miejsce, odbierałam akurat przez okno bio-warzywa od Bauer`a (rolnika), jakie w każdą środę mi dostarcza. A tu nagle, jak nie huknie raz po razie, jak nie dmuchnie rozedrganym powietrzem, mało nam skrzynia z warzywami z rąk nie wyleciała. Najpierw oczywiście się wystraszyliśmy, ale po chwili buchnęliśmy śmiechem, psiocząc w żartach na żołnierzy, że tym razem przesadzili z ćwiczeniami na pobliskim poligonie wojskowym.

Co to naprawdę było dowiedziałam się dopiero z radia. Epicentrum trzęsienia ziemi oddalone było jakieś 10 km od miejsca gdzie mieszkam. A tam ludzie bardzo byli przestraszeni. Czytałam w Internecie komentarze niektórych osób tam mieszkających. Porównywali je do potwornego hałasu zbyt szybko jadącej kawalkady ciężarówek, które nagle zaczęły uderzać w ściany budynków. Inni z kolei, podobnie jak ja z Bauer`em, podejrzewali o przesadę żołnierzy, którzy od kilku dni ostro ćwiczyli na działach na poligonie.


Pierwsze przeżyte przeze mnie trzęsienie ziemi zaskoczyło mnie całkowicie i potwornie przeraziło. Pojęcia nie miałam, co to takiego.

Pamiętam, że stałam wtedy w kuchni przy stole i obierałam sobie jabłko. Nagle, jak coś nie łomotnie, piekielnie głośno i przeciągle, jakby się dom walił. Wyrwałam z kuchni w tak szalonym tempie, że nawet nie zdążyłam poczuć, czy coś się zatrzęsło. Przeleciałam przez przedpokój, i wpadając do pokoju roboczego, jednym susem wyskoczyłam przez otwarte — na szczęście — drzwi do ogrodu. Na szczęście, bo nie wiem, czy w tym potwornym przerażeniu i tempie nie wyrwałabym ich z zawiasami. Kiedy znalazłam się już w ogrodzie, zobaczyłam nagle, że mam na nogach pantofle domowe. No to jak to tak?! W ogrodzie w domowych pantoflach? Dla pedantki to szok! A ja jestem niepoprawną pedantką. Niewiele myśląc, wpadłam z powrotem do pokoju i porwałam buty ogrodowe, stojące przy drzwiach... i ponownie wyleciałam na ogród. Zszokowana, trzęsąc się na całym ciele, zmieniłam obuwie, po czym usiadłam na trawę i zaczęłam się zastanawiać, co też to mogło być. (Muszę przyznać, że ta moja wolta z butami w tle urosła do rangi anegdoty, z której moi bliscy do dziś się śmieją, ja zresztą też). Moje zastanawianie się nie trwało jednak długo. Wnet odzyskałam rezon, odwaga we mnie wstąpiła i zaczęłam biegać dookoła domu, sprawdzając, czy aby w całości stoi. Kiedy robiłam już drugie okrążenie, usłyszałam nagle głos mojego sąsiada z przeciwka. Tubylca.

— Droga sąsiadko, a cóż to pani tak biega dookoła? — spytał rechocząc. — Niech się pani nie martwi, naszym domom nic nie grozi, wytrzymają trzęsienie ziemi nawet o sile 7,5 stopnia w skali Richtera. Tak są budowane.

— To to było trzęsienie ziemi?! — wykrzyczałam pytanie jeszcze bardziej wystraszona.

— A co pani myślała, że wojna?! — jeszcze głośniej zarechotał sąsiad.

Sama już nie wiem, co ja wtedy myślałam, ale że to może być trzęsienie ziemi, to z pewnością ani mi na myśl nie przyszło. Bo i skąd, skoro trzęsienia ziemi jeszcze nigdy nie przeżyłam. Teraz już trochę wiem, co to znaczy.


Sprawdziłam w Internecie jakie trzęsienie ziemi było tutaj w ostatnich latach najgroźniejsze, no i doczytałam się, że 3.08.1978 r. o magnitudzie 5,7 stopnia w skali Richtera. Wtedy odnotowano bardzo dużo strat. Wiele domów popękało, wiele dróg zapadło się głęboko. Brrr...! Okropność! Gdybym wtedy wiedziała, że to trzęsienie ziemi… rany, to bym chyba... No, przynajmniej po buty nie wracała do domu.


Mam wielką nadzieję, że nasze domy rzeczywiście są solidnie budowane i wytrzymają każde trzęsienie ziemi… I jeszcze większą nadzieję, że kolejne trzęsienie ziemi tak szybko nie nastąpi, bo też takie piekielne huki i telepania, wcale nie są zabawne.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Pięknie napisane. I ta historia z butami jaka fajna.
Przypomniała mi się podobna historia:
Gdy wiele lat temu Opole zostało zalane, to moją znajomą woda zastała we śnie. Uciekła tylko w nocnej koszuli na piętro i stamtąd zabrała ją straż na ponton. Co było jej największym zmartwieniem w tamtym momemcie? To, że była bez majtek.
Ten "Bauer" to nazwisko czy zawód. Jeśli zawód, to nie powinien być pisany od wielkiej litery.
Pozdrawiam.
avatar
Tak, Marin, ten "Bauer" to zawód, a że zawody w języku niemieckim pisze się z dużej litery, to odruchowo tak mi się napisało. :)
A Twoją znajomą rozumiem doskonale. Była w gorszej sytuacji... ;)
Również pozdrawiam.
avatar
Terra moto w bardzo taktowny sposób przypomina człowiekowi jego znikomość i mikrość.

To czas, w którym traci do nas świętą swoją cierpliwość pracowity kulawy Hefajstos
avatar
Z reguły po takich przejściach i w trakcie danej sytuacji dochodzi do " zabawnych " zachowań, które dopiero po długim czasie obrastają w humor i stają się anegdotami. Fajnie się czyta Michalszko ale być tam nie chciałabym być ...Serdeczności :)
avatar
O tak, Emilio, nasza kochana Terra jest bardzo cierpliwa, i choć daje nam znaki, łącznie z Hefajstosem z wnętrza Etny, do ludzi i tak mało to dociera. Ale na szczęście w obecnych czasach coraz więcej ludzi dobrej woli staje do walki o szacunek dla Niej.

Marto, rzeczywiście tak jest. Człowiek w panice wyczynia różne, czasem mało zrozumiane rzeczy. Ale dobrze, gdy potem potrafi się z nich śmiać. Pozdrawiam
© 2010-2016 by Creative Media
×