Przejdź do komentarzyRozdział 10
Tekst 10 z 18 ze zbioru: A jednak Cię kocham
Autor
Gatunekromans
Formaproza
Data dodania2019-11-22
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń245

Rozdział 10


Rano obudził ją sms od Jake`a.

„Dziękuję za odwiedziny skarbie.”

„O, to pamiętasz, że byłam?”

„Twoje przybycie było najlepsze z tego całego wieczoru.”

„Oj, chyba nie...”

„Uwierz mi-tak! :)”

Jak mogła się na niego gniewać?

„Dobra, powiedzmy, że wierzę. Boli cię głowa?”

„Trochę tak. :( ”

„Och, biedny, szkoda, że nie mogę cię teraz pocałować w czółko, może by przestało boleć.”

„W zasadzie- możesz mnie pocałować :)”

„Ale ja jestem u siebie w domu, wariacie! :)”

„No, a ja stoję pod Twoimi drzwiami. Otworzysz mi?”

Emily podeszła do drzwi. Rzeczywiście! Za nimi stał uśmiechnięty Jackson. Gdy tylko otworzyła oczy, wszedł i przytulił ją.

- Tęskniłem.

- Naprawdę? - zaśmiała się.- Właśnie robię kawę. Chcesz?- wyswobodziła się z uścisku i poszła do kuchni.

- Może być. Tylko czarną i mocną jak diabli. Muszę się postawić na nogi.

- No to mów, co takiego świętowaliście wczoraj?

- Tajemnica. Dowiesz się w odpowiednim czasie.

- Aha. Czyli twoi kumple wiedzą, a ja nie?- udała obrażoną.

- Uparciuchu! Dowiesz się w odpowiednim czasie.

- Dobrze, już dobrze.... No więc... Co było okazją do świętowania?- zaśmiała się.

- Aaa, jaka spryciula! Chodź tu, bo nie przywitałaś się ze mną odpowiednio.- Pocałował dziewczynę.- Co robisz dziś wieczorem?

- Nie wiem.... A czemu?

- Chciałem cię gdzieś porwać.

- O, poznam twoją tajemnicę!- ucieszyła się.

- Poznasz, poznasz. To jak się umawiamy?

Przez resztę poranka przekomarzali się. Emily zrobiła śniadanie. Dziewczyna cieszyła się, że było między nimi tak dobrze i normalnie. Oczywiście, nie miała żadnego porównania, ale przy Jacksonie czuła się tak swobodnie, nie krępowała się w jego obecności.

Gdy wyszedł, zastanawiała się co na siebie włoży. Czuła, że to spotkanie będzie wyjątkowe, dlatego też chciała wyjątkowo wyglądać. Poszła na zakupy i wybrała prostą, krótką błękitną sukienkę na ramiączkach i czarną, skórzaną kurteczkę. Chciała wyglądać niecodziennie. Dla niego, ale i dla siebie. Musi w końcu przestać ubierać się jak chłopczyca i nastolatka.

Już 15 minut wcześniej niż byli umówieni, ze zniecierpliwieniem czekała na Jacksona. Gdy otworzyła drzwi- oniemiała. Jackson ubrany był w garnitur, białą koszulę (co prawda, trochę rozpiętą pod szyją, ale jednak) i eleganckie buty. On bez glanów czy trampek- rzeczywiście, wyjątkowa chwila!

On także patrzył na nią z zachwytem. Wyglądała przepięknie w tej krótkiej sukience (odsłaniała długie, kształtne nogi, ech...). Zauważył, że nawet makijaż zrobiła mocniejszy.

- Cześć, wejdziesz na kawę albo herbatę?- przerwała milczenie.

- Nie, dzięki. Ale na chwilę wejdę.- powiedział. I gdy przekroczył próg mieszkania, wziął ją w objęcia.- Mówiłem ci już, że pięknie wyglądasz?

- Nie, jeszcze dziś nie- odparła ze śmiechem.

- Och, muszę naprawić to niedopatrzenie. Pięknie dziś wyglądasz, skarbie- powiedział i pochylił się do niej. Zawisł nad jej ustami, wpatrując się w jej oczy. Była zahipnotyzowana, czekała na pocałunek. Jackson zaczął się zniżać, zniżać i w końcu... pocałował ją żartobliwie w nos.

-Ej! - zawołała Emily ze śmiechem.- A co to za przywitanie?

- Skarbie, jedyne na jakie w tym momencie mogę sobie pozwolić. Uwierz mi- gdybym zaczął cię całować- na pewno nie wyszlibyśmy z domu. Więc ubieraj buty i idziemy.

Gdy wyszli, chłopak złapał ją za rękę. Za każdym razem, gdy szli tak razem, Emily widziała zazdrosne spojrzenia innych dziewczyn mówiące: „taki facet i ona?” Sama też zastanawiała się jak to możliwe, że taki facet zwrócił uwagę na taką ją? Starała się nie zwracać uwagi na te dziewczyny, bo Jackson (jakby czując jej irytację), zawsze mocniej ją wtedy przytulał. Ale dziś te spojrzenia irytowały ją mniej, bo zauważyła, że ona również stała się obiektem zainteresowania płci przeciwnej.

W drodze do samochodu (obok jej bloku nie ma parkingu, więc trzeba kawałek się przejść), mijający ich chłopak (prawdopodobnie rówieśnik Emily), uśmiechnął się i puścił do niej oczko. Dziewczyna, nieprzywykła do takich sytuacji, również się uśmiechnęła.

Poczuła, że Jackson mocno, boleśnie ścisnął jej rękę.

- Coś się stało?- spytała?

- Nie- odparł krótko.

- Hej, przecież widzę- zatrzymała się.

- Ten gnój puścił do ciebie oczko.

- No tak i co z tego?

- Uśmiechnęłaś się do niego.

- Jackson...

- Uśmiechnęłaś się do obcego faceta, a szłaś ze mną.

- No tak, bo on pierwszy się uśmiechnął.

- Podrywał cię.

- Przestań, tylko się uśmiechnął.

- I puścił ci oczko. I ty też się uśmiechnęłaś. Przegiął, powinien dostać ode mnie po gębie- odwrócił się w stronę, w którą poszedł tamten chłopak.

- Daj spokój, proszę cię. Nic takiego się nie stało.

- Szłaś ze mną. Ze swoim facetem, a on miał czelność...

- No właśnie- przerwała mu.- Szłam z tobą, o się uśmiechnął, więc mimowolnie odwzajemniłam uśmiech, ale nic to dla mnie nie znaczyło. Równie dobrze mógł to być mój sąsiad. Miało być miło, masz dla mnie niespodziankę. A teraz, zamiast iść- stoimy i rozmawiamy o jakimś nic nieznaczącym chłopaku. Chodźmy już proszę- uśmiechnęła się do niego.

- Dobrze, chodźmy. Emily, ja...

- Ja też, chodźmy już.

Gdy weszli do samochodu, Jackson znowu zaczął ten temat.

- Emily, jeśli chodzi o tego faceta... Wkurzyło mnie to jak się zachował, a jeszcze ty uśmiechnęłaś się do niego. Wkurwiłem się.

- Ale nie rozumiem dlaczego? Przecież to tylko uśmiech.

- Na moich oczach chciał cię poderwać.

- Wcale nie. A nawet jakby... Zostawmy to. Szłam z tobą, jestem z tobą i chcę być z tobą. Po prostu odpowiedziałam na uśmiech. To pierwsza tego typu sytuacja w moim życiu. Jakbyśmy za każdym razem, jak inne dziewczyny zabijają mnie wzrokiem, mieli o tym dyskutować, to nie byłoby czasu, żeby rozmawiać o czym innym.

- To co innego.

- Aha, czyli zauważyłeś? A czemu co innego?

- Bo ja nie odpowiadam na ich podrywy.

- Jackson, zostawmy to. Jedźmy już, proszę.

Droga minęła spokojnie, ale nie trwała długo. Nie odzywali się do siebie. Jackson zaparkował w dzielnicy położonej na obrzeżach miasta. Podeszli do lekko obdrapanej kamienicy kolorowymi graffiti. Otworzył drzwi i … Emily nie wiedziała czego się spodziewać, ale raczej nie tego. To było studio tatuażu! Kilka stolików, specjalnych foteli i łóżek, sprzęt do tatułowania, na ścianach pełno obrazów i albumy ze wzorami. Całość urządzona w nowoczesnym stylu.

- Yyyy… Studio tatuażu?

- Tak! Mój nowy biznes.

- A co z pubem?

- No nic, zostaje. Ale od zawsze marzyłem o własnym studio.

- O, to nie wiedziałam.

- Dużo rzeczy o mnie nie wiesz- uśmiechnął się.

- Domyślam się- odwzajemniła uśmiech.- Cieszę się, że spełniasz swoje marzenia. To rzeczywiście jest powód do świętowania- pocałowała go w policzek.

- Tak, ale my mamy jeszcze jeden powód do świętowania. Chodź- pociągnął ją za rękę. Weszli do gabinetu. Było w nim kilka nadmuchanych, czerwonych balonów.

- Zamknij oczy- polecił. Gdy je otworzyła, Jackson podał jej bukiet czerwonych róż.

- Dziękuję- zszokowana, przyjęła kwiaty.- Są piękne, ale czy ja o czymś zapomniałam?

- Nie, spokojnie.

- Jeśli o czymś zapomniałam, to przepraszam, naprawdę, ale mi głupio.

- Skarbie, spokojnie, nie zapomniałaś o niczym.

- To dlaczego?

- A nie podobają ci się?

- Nie, no przestań, są piękne.

- Daj mi je- wstawił je powrotem do wazonu.

- Ej, nie zabieraj mi ich! Czemu?- śmiała się.

- Bo mam zamiar cię porządnie wycałować- powiedział.

Emily wtuliła się w jego ramiona. Czuła się tak dobrze! Jackson wsunął jej język do ust. Ich usta zwarły się mocno, języki tańczyły szaleńczo.

Jackson po mału przesunął rękę po jej plecach. Dotarł do karku, odchylił głowę i całował jeszcze mocniej. Był bardzo zaborczy. Dalej przesuwał dłonie po ciele dziewczyny. W pewnym momencie przycisnął ją do ściany. Gładził jej nogę w górę i w dół, jednocześnie pomału podwijając jej sukienkę do góry. Jęczała mu do ust. Nagle, gwałtownie przestał ją całować, ręce oparł o ścianę tuz obok jej głowy. Oddychał ciężko.

- Jackson?- spytała.

- Emily, musimy przestać.

- Dlaczego? Coś jest nie tak?

- Właśnie bardzo tak. Aż za bardzo. Jak nie przestaniemy, to nie będzie odwrotu. Kurwa. Powinienem bardziej nad sobą panować. Chodź- odwiozę cię do domu.

- Przepraszam, ja...

- Ty nie masz za co przepraszać. To ja powinienem się bardziej hamować. Prosiłaś o czas, a jak zwykle... Ech, wyjdźmy stąd.

Jackson był zły- Emily widziała to. Nie wiedziała na kogo bardziej: na nią czy na siebie. Chciała mu powiedzieć, że nie ma o co się martwić, ale nie wiedziała czy dziś dalej drążyć ten temat.

Gdy wsiedli do samochodu, Jakson położył dłonie na kierownicy i milczał, jakby nad czymś się zastanawiał.

- Jackson- zaczęła Emily.- Bo ja chciałam ci powiedzieć, że...

- Wiem, Emily. Ciągle ci obiecuję, że poczekam, a potem zachowuję się jak gnój. Ale naprawdę będę czekał. Tyle ile trzeba.- spojrzał na nią.

- Właśnie chodzi o to, że...- Emily zaczęła się denerwować.

- Emily...- przerwał jej.

- Daj mi skończyć! Chciałam ci powiedzieć, że... nie musimy już czekać...

- Co? Nie rozumiem?

- No, że... nie musimy. Ja już nie chcę czekać.

- Skarbie, ja naprawdę poczekam. Spokojnie.

- A ja mówię, że naprawdę nie chcę już czekać.

- Ale...

- Ok, widzę, że nie jesteś zainteresowany- położyła rękę na klamce i chciała wysiąść.

- Ja? Niezainteresowany? Zobacz- spojrzał znacząco na swoje krocze. Emily zauważyła ogromne wybrzuszenie w jego spodniach. Wiedziona impulsem, dotknęła go tam palcem.

Patrzył jak urzeczony. Zaczerwieniła się lekko i chciała zabrać rękę, ale on ją przytrzymał.

- Skarbie. Zobacz jak się cieszę. Tyle czasu na to czekałem. Chciałbym być w tobie, chciałbym...- nagle zabrał jej rękę ze swojego krocza.- Jedziemy do domu. Do mnie, jest bliżej.

- Możemy spokojnie jechać do mnie- powiedziała.

- Chyba żartujesz, to za daleko. Najchętniej wziąłbym cię tutaj, w aucie, ale nie chcę zepsuć twojego pierwszego, naszego pierwszego razu. Jedziemy.

Po drodze Jackson złamał chyba wszystkie możliwe przepisy. I choć droga do jego domu rzeczywiście nie była długa, Emily cieszyła się, że nie spowodowali żadnego wypadku. Gdy dojechali, niepewnie wysiadła z samochodu. Jackson złapał ją za rękę i ruszyli biegiem w kierunku jego domu. Jeszcze przed wejściem zaczął ją szaleńczo całować, jednocześnie otwierając drzwi. Nie dbali o to, że może zobaczyć to któryś z jego sąsiadów. Gdy tylko weszli do domu, Jackson rozpiął górę sukienki i ustami rysował wzorki na jej szyi i piersiach. Nie przerywając pocałunku, zaprowadził ją do sypialni. Ściągnęła, a w zasadzie zrzuciła z jego ramion marynarkę, ale nie dała rady rozpiąć koszuli. Widząc jak drżą jej palce, zaczął sam rozpinać koszulę. Jednak jemu również drżały ręce i robił to wolno. Dziewczyna nieudolnie zaczęła mu pomagać. Zniecierpliwiony, szarpnął koszulę. Kilka guzików spadło na ziemię, ale nie miało to znaczenia. Emily szybko ustami przywarła do jego klatki piersiowej. Całowała go, zębami delikatnie pociągała za włosy na torsie. Włożył dłoń w jej włosy, głaskał ją. Gdy ustami objęła najpierw jedną sutkę, potem drugą- zaczął cicho pojękiwać. Nieoczekiwanie- wiedziona jakimś instynktem, impulsem- to ona przejęła inicjatywę. Jackson przytulił ją do swojej piersi. Słyszała szybkie bicie jego serca i wiedziała, że jej bije podobnie. Odpiął jej stanik i spojrzał zachwycony na piersi. Miały brzoskwiniowy kolor, z o toń ciemniejszymi brodawkami. Najpierw dotknął ich palcami, podrażnił. Cicho westchnęła. Nogi się pod nią ugięły, więc oparła się o ramę łóżka. Chłopak schylił się i polizał sutki, potem każdą z nich włożył do ust i ssał. Dziewczyna cichutko jęczała. Czując, że bardzo drżą jej nogi, Jackson posadził ją na łóżku, a sam przed nią kucnął. Bawił się jej sutkami. Dziewczyna mimowolnie odchyliła się do tyłu, ułatwiając mu dostęp do nich. Gdy już poznał jej piersi, powrócił do ust. Całował tak, jakby chciał wessać ją w siebie. Poczuł, że jest coraz bardziej rozpalona, całkowicie zdjął z niej sukienkę. Miała na sobie cieniutkie, koronkowe majtki. Nie mogąc się powstrzymać, pocałował ją tam, lekko zahaczając zębami o materiał. Szarpnęła się. Widział, że to lubi.

Ale dziś miał inny pomysł. Już nie tylko jego język się w niej znajdzie. Zaczął masować i dotykać jej palco

Rano obudził ją sms od Jake`a.

„Dziękuję za odwiedziny skarbie.”

„O, to pamiętasz, że byłam?”

„Twoje przybycie było najlepsze z tego całego wieczoru.”

„Oj, chyba nie...”

„Uwierz mi-tak! :)”

Jak mogła się na niego gniewać?

„Dobra, powiedzmy, że wierzę. Boli cię głowa?”

„Trochę tak. :( ”

„Och, biedny, szkoda, że nie mogę cię teraz pocałować w czółko, może by przestało boleć.”

„W zasadzie- możesz mnie pocałować :)”

„Ale ja jestem u siebie w domu, wariacie! :)”

„No, a ja stoję pod Twoimi drzwiami. Otworzysz mi?”

Emily podeszła do drzwi. Rzeczywiście! Za nimi stał uśmiechnięty Jackson. Gdy tylko otworzyła oczy, wszedł i przytulił ją.

- Tęskniłem.

- Naprawdę? - zaśmiała się.- Właśnie robię kawę. Chcesz?- wyswobodziła się z uścisku i poszła do kuchni.

- Może być. Tylko czarną i mocną jak diabli. Muszę się postawić na nogi.

- No to mów, co takiego świętowaliście wczoraj?

- Tajemnica. Dowiesz się w odpowiednim czasie.

- Aha. Czyli twoi kumple wiedzą, a ja nie?- udała obrażoną.

- Uparciuchu! Dowiesz się w odpowiednim czasie.

- Dobrze, już dobrze.... No więc... Co było okazją do świętowania?- zaśmiała się.

- Aaa, jaka spryciula! Chodź tu, bo nie przywitałaś się ze mną odpowiednio.- Pocałował dziewczynę. Co robisz dziś wieczorem?

- Nie wiem.... A co?

- Chciałem cię gdzieś porwać.

- O, poznam twoją tajemnicę!- ucieszyła się.

- Poznasz, poznasz. To jak się umawiamy?

Przez resztę poranka przekomarzali się. Emily zrobiła śniadanie. Dziewczyna cieszyła się, że było między nimi tak dobrze i normalnie. Oczywiście, nie miała żadnego porównania, ale przy Jacksonie czuła się tak swobodnie, nie krępowała się w jego obecności.

Gdy wyszedł, zastanawiała się co na siebie włoży. Czuła, że to spotkanie będzie wyjątkowe, dlatego też chciała wyjątkowo wyglądać. Poszła na zakupy i wybrała prostą, krótką błękitną sukienkę na ramiączka i czarną, skórzaną kurteczkę. Chciała wyglądać niecodziennie. Dla niego, ale i dla siebie. Musi w końcu przestać ubierać się jak chłopczyca.

Umówiła się z Jacksonem, że po nią przyjedzie, więc od 19-tej czekała już gotowa, choć miał być dopiero za 15 minut.

Gdy otworzyła drzwi- oniemiała. Jackson ubrany był w garnitur, białą koszulę (co prawda, trochę rozpiętą pod szyją, ale jednak) i eleganckie buty. On bez glanów czy trampek- rzeczywiście, wyjątkowa chwila!

On także patrzył na nią z zachwytem. Wyglądała przepięknie w tej krótkiej sukience (odsłaniała długie, kształtne nogi, ech...). Zauważył, że nawet makijaż zrobiła mocniejszy.

- Cześć, wejdziesz na kawę albo herbatę?- przerwała milczenie.

- Nie, dzięki. Ale na chwilę wejdę.- powiedział. I jak przekroczył próg mieszkania, wziął ją w objęcia.- Mówiłem ci już, że pięknie wyglądasz?

- Nie, jeszcze dziś nie- odparła ze śmiechem.

- Och, muszę naprawić to niedopatrzenie. Pięknie dziś wyglądasz, skarbie- powiedział i pochylił się do niej. Zawisł nad jej ustami, wpatrując się w jej oczy. Była zahipnotyzowana, czekała na pocałunek. Jackson zaczął się zniżać, zniżać i w końcu... pocałował ją żartobliwie w nos.

-Ej! - zawołała Emily ze śmiechem.- A co to za przywitanie?

- Skarbie, jedyne na jakie w tym momencie mogę sobie pozwolić. Uwierz mi- gdybym zaczął cię całować- na pewno nie wyszlibyśmy z domu. Więc ubieraj buty i idziemy.

Gdy wyszli, chłopak złapał ją za rękę. Za każdym razem, gdy szli tak razem, Emily widziała zazdrosne spojrzenia innych dziewczyn mówiące: „taki facet i ona?” Sama też zastanawiała się jak to możliwe, że taki facet zwrócił uwagę na taką ją? Starała się nie zwracać uwagi na te dziewczyny, bo Jackson (jakby czując jej irytację), zawsze mocniej ją wtedy przytulał. Ale dziś te spojrzenia irytowały ją mniej, bo zauważyła, że ona również stała się obiektem zainteresowania płci przeciwnej.

W drodze do samochodu (obok jej bloku nie ma parkingu, więc trzeba kawałek się przejść), mijający ich chłopak (prawdopodobnie rówieśnik Emily), uśmiechnął się i puścił do niej oczko. Dziewczyna, nieprzywykła do takich sytuacji, również się uśmiechnęła.

Poczuła, że Jackson mocno, boleśnie ścisnął jej rękę.

- Coś się stało?- spytała?

- Nie- odparł krótko.

- Hej, przecież widzę- zatrzymała się.

- Ten gnój puścił do ciebie oczko.

- No tak i co z tego?

- Uśmiechnęłaś się do niego.

- Jackson...

- Uśmiechnęłaś się do obcego faceta, a szłaś ze mną.

- No tak, bo on pierwszy się uśmiechnął.

- Podrywał cię.

- Przestań, tylko się uśmiechnął.

- I puścił ci oczko. I ty też się uśmiechnęłaś. Przegiął, powinien dostać ode mnie po gębie- odwrócił się w stronę, w którą poszedł tamten chłopak.

- Daj spokój, proszę cię. Nic takiego się nie stało.

- Szłaś ze mną. Ze swoim facetem, a on miał czelność...

- No właśnie.- przerwała mu.- Szłam z tobą, masz dla mnie niespodziankę. A teraz, zamiast iść- stoimy i rozmawiamy o jakimś nic nieznaczącym chłopaku. Chodźmy już proszę- uśmiechnęła się do niego.

- Dobrze, chodźmy. Emily, ja...

- Ja też, chodźmy już.

Gdy weszli do samochodu, Jackson znowu zaczął ten temat.

- Emily, jeśli chodzi o tego faceta... Wkurzyło mnie to jak się zachował, a jeszcze ty uśmiechnęłaś się do niego. Wkurwiłem się.

- Ale nie rozumiem dlaczego? Przecież to tylko uśmiech.

- Na moich oczach chciał cię poderwać.

- Wcale nie. A nawet jakby... Zostawmy to. Szłam z tobą, jestem z tobą i chcę być z tobą. Po prostu odpowiedziałam na uśmiech. To pierwsza tego typu sytuacja w moim życiu. Jakbyśmy za każdym razem, jak inne dziewczyny zabijają mnie wzrokiem, mieli o tym dyskutować, to nie byłoby czasu, żeby rozmawiać o czym innym.

- To co innego.

- Aha, czyli zauważyłeś? A czemu co innego?

- Bo ja nie odpowiadam na ich podrywy.

- Jackson, zostawmy to. Jedźmy już, proszę.

Droga minęła spokojnie, ale nie trwała długo. Nie odzywali się do siebie. Jackson zaparkował w dzielnicy położonej na obrzeżach miasta. Podeszli do lekko obdrapanej kamienicy kolorowymi graffiti. Otworzył drzwi i … Emily nie wiedziała czego się spodziewać, ale raczej nie tego. To było studio tatuażu! Kilka stolików, specjalnych krzeseł i łóżek, sprzęt do tatułowania, na ścianach pełno obrazów i albumy ze wzorami. Całość urządzona w nowoczesnym stylu.

- Yyyy… Studio tatuażu?

- Tak! Mój nowy biznes.

- A co z pubem?

- No nic, zostaje. Ale od zawsze marzyłem o własnym studio.

- O, to nie wiedziałam.

- Dużo rzeczy o mnie nie wiesz- uśmiechnął się.

- Domyślam się- odwzajemniła uśmiech.- Cieszę się, że spełniasz swoje marzenia. To rzeczywiście jest powód do świętowania- pocałowała go w policzek.

- Tak, ale my mamy jeszcze jeden powód do świętowania. Chodź- pociągnął ją za rękę. Weszli do gabinetu. Było w nim kilka nadmuchanych, czerwonych balonów.

- Zamknij oczy- polecił. Gdy je otworzyła, Jackson podał jej bukiet czerwonych róż.

- Dziękuję- zszokowana, przyjęła kwiaty.- Są piękne, ale czy ja o czymś zapomniałam?

- Nie, spokojnie.

- Jeśli o czymś zapomniałam, to przepraszam, naprawdę, ale mi głupio.

- Skarbie, spokojnie, nie zapomniałaś o niczym.

- To dlaczego?

- A nie podobają ci się?

- Nie, no przestań, są piękne.

- Daj mi je- wstawił je powrotem do wazonu.

- Ej, nie zabieraj mi ich! Czemu?- śmiała się.

- Bo mam zamiar cię porządnie wycałować- powiedział.

Emily wtuliła się w jego ramiona. Czuła się tak dobrze! Jackson wsunął jej język do ust. Ich usta zwarły się mocno, języki tańczyły szaleńczo.

Jackson po mału przesunął rękę po jej plecach. Dotarł do karku, odchylił głowę i całował jeszcze mocniej. Był bardzo zaborczy. Dalej przesuwał dłonie po ciele dziewczyny. W pewnym momencie przycisnął ją do ściany. Gładził jej nogę w górę i w dół, jednocześnie pomału podwijając jej sukienkę do góry. Jęczała mu do ust. Nagle, gwałtownie przestał ją całować, ręce oparł o ścianę tuz obok jej głowy. Oddychał ciężko.

- Jackson?- spytała.

- Emily, musimy przestać.

- Dlaczego? Coś jest nie tak?

- Właśnie bardzo tak. Aż za bardzo. Jak nie przestaniemy, to nie będzie odwrotu. Kurwa. Powinienem bardziej nad sobą panować. Chodź- odwiozę cię do domu.

- Przepraszam, ja...

- Ty nie masz za co przepraszać. To ja powinienem się bardziej hamować. Prosiłaś o czas, a jak zwykle... Ech, wyjdźmy stąd.

Jackson był zły- Emily widziała to. Nie wiedziała na kogo bardziej: na nią czy na siebie. Chciała mu powiedzieć, że nie ma o co się martwić, ale nie wiedziała czy dziś dalej drążyć ten temat.

Gdy wsiedli do samochodu, Jakson położył dłonie na kierownicy i milczał, jakby nad czymś się zastanawiał.

- Jackson, zaczęła Emily.- Bo ja chciałam ci powiedzieć, że...

- Wiem, Emily. Ciągle ci obiecuję, że poczekam, a potem zachowuję się jak gnój. Ale naprawdę będę czekał. Tyle ile trzeba.- spojrzał na nią.

- Właśnie chodzi o to, że...- Emily zaczęła się denerwować.

- Emily...- przerwał jej.

- Daj mi skończyć! Chciałam ci powiedzieć, że... nie musimy już czekać...

- Co? Nie rozumiem?

- No, że... nie musimy. Ja już nie chcę czekać.

- Skarbie, ja naprawdę poczekam. Spokojnie.

- A ja mówię, że naprawdę nie chcę już czekać.

- Ale...

- Ok, widzę, że nie jesteś zainteresowany- położyła rękę na klamce i chciała wysiąść.

- Ja? Nie zainteresowany? Zobacz- spojrzał znacząco na swoje krocze. Emily zauważyła ogromne wybrzuszenie w jego spodniach. Wiedziona impulsem, dotknęła go tam palcem.

Patrzył jak urzeczony. Zaczerwieniła się lekko i chciała zabrać rękę, ale on ją przytrzymał.

- Skarbie. Zobacz jak się cieszę. Tyle czasu na to czekałem. Chciałbym być w tobie, chciałbym...- nagle zabrał jej rękę ze swojego krocza.- Jedziemy do domu. Do mnie, jest bliżej.

- Możemy spokojnie jechać do mnie- powiedziała.

- Chyba żartujesz, to za daleko. Najchętniej wziąłbym cię tutaj, w aucie, ale nie chcę zepsuć twojego pierwszego, naszego pierwszego razu. Jedziemy.

Po drodze Jackson złamała chyba wszystkie możliwe przepisy. I choć droga do jego domu rzeczywiście nie była długa, Emily cieszyła się, że nie spowodowali żadnego wypadku. Gdy dojechali, niepewnie wysiadła z samochodu. Jackson złapał ją za rękę i ruszyli biegiem w kierunku jego domu. Jeszcze przed wejściem zaczął ją szaleńczo całować, jednocześnie otwierając drzwi. Nie dbali o to, że może zobaczyć to któryś z jego sąsiadów. Gdy tylko weszli do domu, Jackson rozpiął górę sukienki i ustami rysował wzorki na jej szyi i piersiach. Nie przerywając pocałunku, zaprowadził ją do sypialni. Ściągnęła, a w zasadzie zrzuciła z jego ramion marynarkę, ale nie dała rady rozpiąć koszuli. Widząc jak drżą jej palce, zaczął sam rozpinać koszulę. Jednak jemu również drżały ręce i robił to wolno. Dziewczyna nieudolnie zaczęła mu pomagać. Zniecierpliwiony, szarpnął koszulę. Kilka guzików spadło na ziemię, ale nie miało to znaczenia. Emily szybko ustami przywarła do jego klatki piersiowej. Całowała go, zębami delikatnie pociągała za włosy na torsie. Włożył dłoń w jej włosy, głaskał ją. Gdy ustami objęła najpierw jedną sutkę, potem drugą- zaczął cicho pojękiwać. Nieoczekiwanie- wiedziona jakimś instynktem, impulsem- to ona przejęła inicjatywę. Jackson przytulił ją do swojej piersi. Słyszała szybkie bicie jego serca i wiedziała, że jej bije podobnie. Odpiął jej stanik i spojrzał zachwycony na piersi. Miały brzoskwiniowy kolor, z o toń ciemniejszymi brodawkami. Najpierw dotknął ich palcami, podrażnił. Cicho westchnęła. Nogi się pod nią ugięły, więc oparła się o ramę łóżka. Chłopak schylił się i polizał sutki, potem każdą z nich włożył do ust i ssał. Dziewczyna cichutko jęczała. Czując, że bardzo drżą jej nogi, Jackson posadził ją na łóżku, a sam przed nią kucał. Bawił się jej sutkami. Dziewczyna mimowolnie odchyliła się do tyłu, ułatwiając mu dostęp do nich. Gdy już poznał jej piersi, powrócił do ust. Całował tak, jakby chciał wessać ją w siebie. Poczuł, że jest coraz bardziej rozpalona, na chwilę podniósł jej biodra i do końca zdjął z niej sukienkę. Miała na sobie cieniutkie, koronkowe majtki. Nie mogąc się powstrzymać, pocałował ją tam, lekko zahaczając zębami o materiał. Szarpnęła się. Widział, że to lubi.

Ale dziś miał inny pomysł. Już nie tylko jego język się w niej znajdzie. Zaczął masować i dotykać jej palców u nóg, potem brał największe z nich do ust i ssał. Emily zaczęła się coraz bardziej kręcić, ręce wplotła w jego włosy i głaskała je. Gdy chłopak nasycił się jej nogami- powrócił do ust i piersi. Położył ją na łóżku. Ponownie językiem zaczął drażnić jej piersi. Jęczała. Wijąc się coraz bardziej na łóżku, oddychała coraz szybciej. Czując, że już sam długo nie wytrzyma, ponownie uniósł jej biodra i zdjął majtki. Zaczerwieniła się i zamknęła oczy.

- Otwórz oczy. Chcę w nie patrzeć gdy będę w ciebie wchodził.

Posłusznie- wolno i niepewnie- otworzyła je. Gdy dostrzegł w nich pewność- uśmiechnął się. Rozpiął spodnie, ściągnął majtki i zrobił ruch, żeby w nią wejść. Wtedy zaczęła krzyczeć.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Cos tu jest nie tak. Powtarza się fragment tekstu. Ale to nieistotne. Uwaga techniczna.
Tekst jest skarbie, że tak powiem urzekający. Czy to kompensacja? Jeśli tak, to doskonała. Budujesz ten świat w sposób bardzo przekonujący. Aż chciało by się zapytać - Kiedy odwiedzisz moje studio tatuażu?
Niestety nie ma takiego studia, którego bym był właścicielem. Poniosło mnie.
Walenie...A nie, to nie jest historia o waleniach, chociaż byłbym ciekaw jak sobie radzisz z innymi tematami. Bo tu miłość, jak love kwitnie bohomazem czułości. Ogarnęłaś i rzuciłaś się w wir psihozy. Mam na myśli wprowadzenie elementu kłótni. Dzióbki to nie są, ale, jak już mówiłem nie jest to książka o waleniach ani o kanarkach ani innych zwierzakach.
avatar
Tak. Coś tu się tutaj zdublowało - i to nie tylko tu, w tym rozdziale.

W każdym dziele literackim i opisy, i dialogi, i filozoficzne dywagacje, i powtórki (te duble), i inwersja zdarzeń, i tło historyczno-geograficzne, i charaktery opisywanych postaci oraz ich/postaci perypetie, i wątki legendarne, i co tam jeszcze - słowem WSZYSTKO - wszyściuteńko w świecie sztuki jest PO COŚ, ma jakieś istotne uzasadnienie i celowe posłannictwo.

Zapytajmy tutaj chociażby o taki drobiazg jak sensowność użycia akurat tych a nie innych imion bohaterów (czyż nie lepiej byłoby tu - w tej naszej polszczyźnie - ochrzcić ich Jasiem i Małgosią??).

Albo inny szczegół: co tutaj w tej prozie ROBI eskalacja scen łóżkowych na krawędzi biurka i porno?

Nie mamy nic przeciwko pieprznym i pikantnym na słodko opisom, jakie cała literatura światowa zna od czasów Chin z epoki Minh, Egiptu czy Asyrii i nam współczesnych ludów pierwotnych Matki Ziemi. Chodzi o ZASADNOŚĆ ich użycia/zastosowania. PO CO TEN CAŁY - TAK PRZEWIDYWALNY I POWTARZALNY W KAŻDYM NIELEDWIE ROZDZIALE - SEKS W TYM UTWORZE??

Papierowość, dwuwymiarowość głównych bohaterów, ich stare jak świat dialogi - i ten na okrasę sia-la-la-la-la! bunga-bunga muszą w tej powieści czemuś przecież służyć.

Czemu mianowicie?
avatar
Czy Pani, Pani Emilio nie jest pod wpływem dzisiejszej koniunktury? Ten mlaskacz z tv chociaż dostał pracę, a Pani? Daje pani plusy jakimś mamałygom, a tutaj jest naprawdę kawałek literatury. Właśnie dlatego że kalka, i dlatego że wyświechtane. A jednak żywe. Czy Panią to nie zastanowiło?
Poza tym nieładnie jest oceniać całości po zapoznaniu się z kontekstami. O sens warto zapytać tam, gdzie się kończy opowieść. A Pani, w moim odczuciu oczywiście, się tutaj bije o jakąś ja wiem, obyczajność. Po co? Ja teraz pytam o sens.

Eskalacja scen łóżkowych... No nie, Pani Emilio. Chyba że jest pani po odpuście i łączy pani komentarz z poczuciem winy.
avatar
Odpowiadam szanownemu Przedmówcy:

- Dzisiejsza DLA NIEKTÓRYCH koniunktura - już to rozumiemy - jest wczorajszą koniunkturą, a ta wczorajsza - przedwczorajszą itd., itd. Wciąż, oczywiście, wyłącznie dla niektórych.

Ktoś tutaj jeszcze ma złudzenia co do tego, że chociaż na SWOJEJ emeryturze będzie żył jak to panisko??

Co do walorów literackich samego "A jednak cię kocham", na ten temat już się wypowiedziałam (patrz wyżej)
avatar
Dziękuję bardzo za komentarze "techniczne". Faktycznie, tekst kopiowałam z Worda, nie zauważyłam, że się zdublował... Muszę na to bardziej uważać :)
Dziękuję również za komentarze dotyczące treści powieści. Jest to moja pierwsza powieść tego typu. Do tej pory pisałam wiersze, bajki, opowiadania obyczajowe. Dlaczego erotyk? Nie wiem :) Któregoś dnia, kilka lat obudziłam się i w mojej głowie pojawiły się dwa pierwsze zdania powieści... Tak się zaczęło, trochę jakby poza mną... Jednym słowem: wena. Wiem, że w powieściach często ważny jest opis miejsca, jakaś geografia itd., wydarzenia poboczne - tutaj tego nie ma. Imiona też niepolskie. Nie zastanawiałam się nad tym, słowa same wychodziły z mojej głowy. Przelewałam myśli na papier, o to mi chodziło, nie chciałam tego "poprawiać", urealniać, zastanawiać się czy umieszczać daną scenę. Chciałam, by było jak w myśli pierwotnej :) I tak jest. Nie podchodzę oczywiście do tego tekstu bezkrytycznie, ale z racji tego, że to moja pierwsza tego typu powieść (być może ostatnia)- zostawiam ją w takim formacie :) Sceny rzeczywiście są pikantne, dla niektórych być może za pikantne, a wręcz wulgarne, ale nic nie poradzę- nie dyskutuję z weną :)
Jeszcze raz dziękuję za komentarze :)
© 2010-2016 by Creative Media
×