Przejdź do komentarzykura bura daje nura
Tekst 23 z 22 ze zbioru: przychodzi kura do lekarza
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2019-12-03
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń57

Kura szybko przebiegła kiwając się na boki i tracąc kilka piór po peronie. Minęła bramkę czternastą, przeskakując ją, oczywiście najpierw wskakując na walizkę długonogiej, portugalskiej laski, i pognała do pociągu. Pociąg stał spokojnie, pochrapywał. Czterysta wielkich wagonów, podobnych do siebie jak odbicia Krsny. I lokomotywa, niczym wielka chmura ponad szczytami Alp. I, jak powiadam, pochrapywał.

Maszynista dostrzegł kurę, wyszedł jej na spotkanie i otworzył okno. Był ciekaw, czy kura wskoczy. Nie lubił kur. Był gotów jej zagrodzić drogę, nawet gdyby kura mocno zaprotestowała. Cisza zaległa w wielkim terminalu. Wskoczy, czy ominie go. Odgłosy łap odbijały się echem. Przejechał inny pociąg, nawet nie gwizdnął, i zdmuchnął cały kurz na kurę.

Otrzepała się. Nie wolno się zatrzymywać. Nie bedzie się zatrzymywać. ani dziwić. Ani nawet nie pojedzie do Torunia. Bo tylko tam wśród pierników toruńskich mogła by grać na gitarze, obwieszać się obwarzankami i wogóle, dobrze się czuć. Co znaczy dobrze się czuć? Kura biegła na spotkanie z przeznaczeniem. Dobrze się czuc to znaczy biec na spotkanie z przeznaczeniem.

Przejechał następny pociąg. Kura wbiegła, normalnie, do swojego wagonu. Miała miejscówkę i nikt, ale to naprawdę nikt nie mógł jej tego zabronić.

Pasażerów było wielu. Ale przybedzie ich jeszcze więcej. Gdy wsiądą w Newark, Filadelfii, Baltimore i Waszyngtonie. Nie miała złudzeń, na pewno nie była oczekiwana w Białym Domu. Ale, kto wie, może zobaczy prezydenta i może uda się go przekonać do nie jadania kur. A, zresztą, co mnie to wszystko obchodzi, zdawała sie mówić wykrzywiają dzób. Jestem kurą z wolnego wybiegu. A tamci?... Zastanowiła się. I jednak ogarnęła ją czułość. Ale nie da się tak po prostu wszystkich uwolnić- pomyślała. Co by to było, gdyby parkinki, perony i terminale wypełnione byłe zywym pierze, łażącym, biegającym, skaczącym, poszukującym dżdżownicy, tam gdzie od dawna jej nie ma.

Pociąg ruszył. Gdzieś w okolicach Baltimore kura wstała i ruszyła korytarzem wyłozonym boazerią. Zadumała się nad losem drzew. Kilka z wygładzonych i doskonale wypolerowanych desek nosiło rdzawe znamię. Być może w lesie, który ścinano, by teraz mogła podziwiać swoje odbicie w messie, doszło do polowania, najbardziej ohydnego w dziejach chciejstwa, działania na szkodę gór. Bo czym są góry bez lasu. Czym jest woda bez korzeni drzew? Czym jest grzyb? - Zatroskała się zwracając uwagę na wywieszkę: Po dodatkowe wygody prosze się zgłaszać do Samuela D.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×