Przejdź do komentarzyDZIEŃ KOBIET 7 z 19
Tekst 7 z 19 ze zbioru: DZIEŃ KOBIET
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-12-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń304

Czwartek, 15.01.15`


1.


W zasadzie Anna nigdy nie wstawała w nocy, aby pójść do toalety czy co tam, nie miała żadnych kłopotów tego typu. Ale poprzedniego wieczoru może wypiła za dużo herbaty do kolacji, albo wybiło ją ze snu coś innego, dość, że wstała z łóżka około wpół do drugiej. Zrobiła kilka kroków, zapaliła światło w pokoju i zaspana powędrowała do łazienki. Ale w przedpokoju było mokro, wyczuła to bosymi stopami pomimo zimnych kafelków na podłodze. Jej nogi taplały w kałuży wody! Wybudziła się natychmiast. Katastrofa! W kuchni też pełno wody. Do pokojów jeszcze się nie wlała, całe szczęście. A niech to diabli! Zobaczyła, że w obu komorach zlewozmywaka jest pełno, a woda ścieka po drzwiczkach szafki na dół. Z kranu nic nie leciało, musiało wybić od dołu, z kanalizacji. Woda i trochę piany. Pralka nie, bo by było więcej piany. Zmywarka pewnie. Zaklęła pod nosem.

Poszła szybko do łazienki, uzmysławiając sobie, żeby się nie spieszyć i nie poślizgnąć na kaflach. Wzięła miskę z jej stałego miejsca na pralce i zawróciła do kuchni. Ze ściennego wieszaka zdjęła jeden z kubków i zaczęła wybierać wodę ze zlewu. Zrobiła tak ze trzy kursy do łazienki i z powrotem. Potem zaczęła zbierać szmatą wodę z podłogi i wyżymać do miski.

No. Obudziła się już na całego. Przypomniała sobie, że sąsiad z góry robi remont. Wczoraj było tam dwóch hydraulików, wymieniali starą, zardzewiałą żeliwną rurę kanalizacyjną, pionową, na nową, plastikową. Do niej także przyszli, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Bo trochę śmieci czy mułu dostało im się do rury, jak to zwykle. Nalali wody do zlewu, poczekali parę minut, powiedzieli, że okej i poszli sobie. A ona była zajęta oglądaniem telewizji i durnego serialu.

– Że też, cholera jasna, nie dopilnowałam ich wczoraj... – powiedziała do siebie.

Za krótko czekali na reakcję, za mało wody wlali do rury, nie sprawdzili dokładnie, a zapchali ją na dole. A ktoś z góry włączył zmywarkę, poszło więcej wody i sprawa załatwiona.

Anna skończyła z grubsza zbierać wodę z podłogi i zeszła do piwnicy. Odnalazła właściwy zawór i zamknęła go. Wiedziała który to, bo od czasu do czasu zdarzały się im awarie. Kiedyś mieli nawet zamontowany zawór zwrotny, po kolejnym zalaniu wodą („niech zalewa kogoś innego, a nie nas”, mówił wtedy jej ojciec). Po remoncie zdemontowali go jednak. Cały pion był wymieniony na plastiki, oprócz piwnicy i tego cholernego sąsiada nad nią. No i masz babo placek! Która to? Druga. No, ładne jaja... Zamknęła piwnicę i wróciła do mieszkania.

No, niech ja ich tylko dorwę, partaczy... „Fachowcy”, od siedmiu boleści. No... Całe szczęście, że wiedziałam, który to zawór. Zresztą, mogłam zakręcić i w całym budynku. Niech wiedzą rano, jak się obudzą, jak to jest mieć awarię...

No i nie zasnę teraz przecież. A niech to cholera!...

Zgrzytnęła zębami ze złości. Całe szczęście, woda była tylko w kuchni i w przedpokoju, na kaflach, nie poszła dalej, na panele w pokojach. Nikogo nie zaleje. No, dam ja bobu temu cholernemu sąsiadowi. A im, to już w ogóle... Cymbałom jednym... Objadę gamoni, jak się tylko da. Niech ja ich tylko dorwę, ciemniaków jednych cholernych...

Umyła ręce i nastawiła wodę na herbatę. Druga w nocy. No to co ja mam właściwie robić teraz?... Umyć podłogę? Śniadanie? Czy kolacja? E... Idę spać. Rano ich załatwię, patałachów jednych.

Anna wyłączyła elektryczny czajnik i poszła do sypialni.


2.


Parę minut po ósmej Anna zadzwoniła do administracji. Całe szczęście, że sąsiad wziął do wymiany rur hydraulików współpracujących na stałe z ich zarządcą. Bo sąsiada oczywiście nie było, diabli wiedzą kiedy łaskawie przyjdzie, a tu trzeba działać już teraz. Ochrzaniła ich przez telefon, patałachów jednych i dowiedziała się, że przyjdą około dziesiątej. Faktycznie, zjawili się już po jedenastej i zadzwonili do niej przez domofon. Wpuściła ich bez słowa. Nie będzie ich kląć przez słuchawkę przecież. Po chwili zapukali do drzwi. Otworzyła je i stwierdziła, że to ci sami, co wczoraj.

– Dzień dobry – odezwał się do niej starszy, z wyrazem wiecznego zmęczenia rysującym się na niedogolonej twarzy.

– Czy dobry, to się jeszcze okaże... – Zlustrowała obydwóch zimnym wzrokiem.

– To co tam się dzieje?

– Ano, takich dwóch przyszło tutaj wczoraj, patałachów cholernych, może ich panowie znacie? Zmieniali rurę kanalizacyjną sąsiadowi nade mną, w pionie kuchennym. I tak to zrobili, „fachowcy”, że mi w nocy woda wybiła ze zlewu. I zalała mieszkanie.

– Tutaj? Niemożliwe.

– A chce pan zobaczyć zdjęcia z datą i godziną? – spytała Anna, zła na siebie, że nie sfotografowała wczorajszej, nie, dzisiejszej katastrofy.

– To, musi, coś tam siedziało w rurze. Albo odpadło, jak przeczyszczaliśmy – podsumował drugi hydraulik, trochę młodszy, dosyć zabrudzony. – I zablokowało.

– Zgadza się, coś tam musiało siedzieć. – Anna się skrzywiła. – Jak wczoraj sprawdzaliście odpływ, to puściłam wodę, a po paru minutach pan powiedział, że wystarczy, że w porządku. Gówno w porządku! Co z was za fachowcy, do diabła?

– Dobra, się zrobi, szefowo. – Starszy z hydraulików wyglądał na mocno zmęczonego. – Musimy zejść do piwnicy, obejrzeć to.

– Ano właśnie. Jak na was czekałam, wlałam do zlewu ze dwadzieścia litrów wrzątku i płyn do mycia naczyń. I zaczęło wybijać znowu. Kreta nie dawałam, bo będziecie tam przecież robić. W piwnicy jest rewizja na rurze, przy posadzce. A ze dwadzieścia centymetrów niżej ta pionowa rura przechodzi w poziom. I tam pewnie jest zapchane, bo to stara rura, żeliwna, jeszcze niewymieniona. Jak robili remont kilka lat temu, to o niej zapomnieli.

– No to skocz, Edek, od razu po maszynę i grubą spiralę – podsumował wypowiedź Anny starszy hydraulik.

– Dobra. – Drugi z fachowców odwrócił się i poszedł na zewnątrz.

– No to nie mogliście tego wczoraj zrobić porządnie?

– Robiliśmy po fajrancie już. Fucha i tyle.

– Jasne. A dzisiaj awaria w czasie pracy, tak? A ja mam zalane mieszkanie.

– No, tak wyszło. Może za krótko sprawdzaliśmy, fakt. Ma pani klucze do piwnicy? Przeczyścimy tę poziomą, bo to pewnie tam. A pani puści później wodę i się zobaczy. Gorącą, wiadomo. I trochę płynu do naczyń, nie za dużo. Tłuszcz będzie lepiej schodzić. Wie pani, czego to ludzie nie pchają do zlewu? – Anna zamknęła drzwi mieszkania i zeszli oboje schodami na hol. – Szmaty, tampony, papiery, kości... Ja pier... – Anna otworzyła drzwi do piwnicy.

– Ale wczoraj to wy sami czymś zapchaliście tę rurę.

– No, coś tam wlazło widać.

– Tylko od razu mówię. Jak coś znowu schrzanicie, „fachowcy” od siedmiu boleści...

Przeszli w pobliże nieszczęsnej rury.

– Gadanie... Zdarza się.

– Gadanie? To dzwonię do kolegi. Pół godziny i będzie tu kilku kiboli z bejsbolami. Żeby nie było, że nie mówiłam. Rozumiemy się?

– Kiboli, he, he?

– Żeby się pan nie zdziwił.

– Niech mnie pani tu nie straszy. – Hydraulik kucnął przed klapką rewizji na rurze kanalizacyjnej.

– Ja tylko informuję. Jak chcecie mieć obite... twarze, wasza sprawa.

– Cholera... – Hydraulik oglądał rewizję. – Zardzewiałe próchno... Żeby tylko śruby się dało odkręcić...

– A to już wasza broszka. Najwyżej wymienicie całość. Ja idę na górę i będę czekać, kiedy puścić wodę do sprawdzenia przepływu. A za godzinę, jak nie zrobicie do tej pory, dzwonię do kolegi.

– Kolega... – prychnął hydraulik, zapatrzony w rurę i wyprostował się.

– Koniecznie chcecie się przekonać?

Anna odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku wyjścia z piwnicy.

– Godzina wam wystarczy. Przecież jesteście podobno teraz w pracy, nie? Czekają na was inne „awarie”. – Zaczęła iść po schodach na górę, zostawiając otwarte drzwi do piwnicy.


3.


Zebranie miało się odbyć tego dnia o wpół do trzeciej. Zaplanowane było jeszcze na początku grudnia i nikt go nie odwołał.

Postraszeni hydraulicy zrobili swoje i sobie poszli. O dziwo, wyrobili się w czasie i zrobili wszystko porządnie. A więc kibole z bejsbolami zadziałali. Anna uśmiechnęła się do siebie na wspomnienie ich twarzy, gdy mówiła o „koledze”... Hm. Działa. I bardzo dobrze. Patałachy jedne...

Podjechała pod gmach Telewizji i zaparkowała na osiedlowej ulicy w pobliżu Firmy. Tak cały czas myślała, nadal, o Oddziale TVP. Niespiesznie poszła w kierunku budynku. Głowacki co prawda miał na nią czekać przy wejściu, na zewnątrz, ale jak się dostać do środka? Jak zrobić zebranie „Solidarności”? Na dworze? Czternastu pracowników i tych trzech byłych, wyrzuconych? Nawet gdyby nie wszyscy byli obecni, to z dziesięć osób pewnie będzie. Zaprosić ich do domu, czy może pójść gdzieś do lokalu?

Zobaczyła Jurka przy wejściu do budynku. Stał i palił papierosa. Kiwnęła mu głową z lekkim uśmiechem. No. Ten jest niezawodny, pewniak. Wyminęła jakiś źle zaparkowany samochód, stojący częściowo na chodniku i podeszła do Jurka.

– Cześć, Anka.

– Cześć, Jurecki. Jak tam? Są wszyscy?

– A gdzie tam. Z połowę może... Słuchaj... My mamy zakaz wstępu, wiesz, nie? Dzwoniłem do Edyty, zaraz zejdzie na dół i spróbujemy może wejść, co?

– No dobra, ale jak?

– Ja wiem? Jest jakiś nowy portier, nie znam go. Mnie nie wpuścił, cholera, ale może tobie się uda?

– Nowy?

– No.

– Ale po co, właściwie? Musimy gdzieś usiąść, pogadać...

– No tak.

Drzwi się otworzyły i z budynku wyszła dosyć pulchna pani po pięćdziesiątce, w rozpiętej zielonej kurtce.

– Ania... Jak ja cię dawno nie widziałam... – Przybyła objęła Annę z czułością i całowała się z nią w policzki. – Co to się porobiło...

– No, sama widzisz...

– To co robimy z tym zebraniem? Jest osiem osób, razem ze mną. Chcecie wejść do środka?

– Ja już próbowałem. Nie wpuścił mnie – wtrącił Jurek.

– Chodź, Ania, spróbujemy. – Edyta objęła Annę ramieniem i weszły razem do holu. Edyta coś zaczęła trajkotać i podeszły do kołowrotków, blisko otwartego okna portierni.

– No, Sokołowska dała dzisiaj popis swoich możliwości. Wiesz, jaka ona jest. Rozpisała się o tych strajkach górników, postulaty, żądania... – Edyta przytknęła swoją kartę do czytnika kołowrotka bliżej portierni, a zasłonięta Anna stanęła przed uruchamianą ręcznie bramką.

– Mógłby mi pan otworzyć? Zapomniałam karty. – Zerknęła ku portierowi. Ze zdziwieniem rozpoznała w nim tego faceta w garniturze, którego widziała wcześniej, na początku roku, kiedy to trafiła akurat na dyrektora. Teraz też miał na sobie elegancką marynarkę, pod spodem niebieską koszulę i dopasowany krawat. Dosyć mocno szpakowate włosy, obcięte na jeża, dosyć przystojny.

– Pani Kownacka? – spytał portier, podnosząc się z fotela. – Przecież pani już nie jest naszym pracownikiem.

– Jak to nie? Jestem pracownikiem i Przewodniczącą Związku Zawodowego „Solidarność”. I idę właśnie na zebranie Związku – objaśniła go Anna z pewną siebie miną. Edyta przeszła już na drugą stronę kołowrotka i przystanęła w oczekiwaniu.

– Z tego co wiem, nie jest pani osobą upoważnioną. A przynależność związkowa nie ma tu nic do rzeczy – odparł nowy portier.

– Ale nadal jestem pracownikiem – upierała się Anna, patrząc na niego ostro.

– Jedynie teoretycznie.

– No i co z tego?

– To, że nie może pani wejść. Proszę nie robić tu zamieszania i opuścić budynek.

– Wypraszam sobie takie traktowanie. Proszę natychmiast otworzyć tę cholerną bramkę!

– Pani Kownacka... Proszę wyjść. – Portier powiedział to dosyć delikatnie, łagodnie. Nie spodziewała się tego. – I proszę nie utrudniać...

Anna zmierzyła go gniewnym spojrzeniem, zacisnęła mocno szczęki, ale nic nie powiedziała i wyszła na zewnątrz. Nawet się nie obejrzała na Edytę. A wściekła była... Na siebie samą, przede wszystkim. Co za obciach! Żeby ją tak wyprosić, no! Cholera jasna...

– No i co? – zaskoczył ją pytaniem Jurek.

– A nic, cholera...

– No, to tak jak mnie. Na miękko mnie ugotował. Przecież nie będę się z nim szarpał, nie? Skąd on mnie zna?

– Może cię widział gdzieś, jak mnie, ze dwa tygodnie temu. Przecież on jest nowy. Cholera, muszę zapalić... – Anna wyjęła z torebki (torby) papierosy i zapalniczkę.

– Znowu palisz?

– Nie, tak tylko... Czasami.

– Idzie Edyta.

Faktycznie. Anna zapaliła wreszcie papierosa i odwróciła się do koleżanki.

– No to co robimy? Czujny, co? – spytała Edyta.

– Możemy sobie zrobić zebranie gdzieś w jakiejś knajpie, przy kawie – podpowiedział Jurek.

– No tak. Trzeba będzie tak zrobić. A co to za goguś?

– Nowy – odparła Edyta. – Jest od początku stycznia. To wy tu poczekajcie, a ja zbiorę te nasze niedobitki i zaraz zejdziemy, co?

– Dobra. Co za cholerny pacan... – Anna pokręciła głową.

– I tak byśmy nie weszli. Inni też by nas nie wpuścili.

– No tak, cholera. Co za dzień... I jeszcze miałam dzisiaj awarię hydrauliczną w domu, zalało mi kuchnię. I to w nocy na dodatek.

– A co się stało?

– E, szkoda gadać. Ale mnie wkurzył, goguś jeden, no...


4.


(...)


polikwiduja zakłady pracy a skąd wezmą podatki, co?Proste. Z tego co zostanie. Prywaciarze się cieszą, że zamykają kopalnie, ale już niedługo. Wezmą się i za was, złodzieje...


GRATULACJE - GORNIKOM--– PO- GONIC !!!! Z NASZEGO KRAJU TEN ZDRADZIECKI RZAD --PO– PSL !!!!


Moze nareszcie GÓRNICY otworza Polakom oczy. To jest niemozliwe, zeby obecny rzad POlszewikow tak traktował Naród, ktory ciezka praca ich utrzymuje. Idzcie glosowac tlumami w 2015roku!


KW bankrutuje a rząd przyznaje sobie sowite premie!!!!!!!!!!!!!!! Nie liczcie na tych warszawskich cwaniaków. Pośród tych co będą, 70% to bedą tajniacy.


Pani premier to tylko kukiełka, za rujnowaniem kraju stoją inni.... Bardzo to smutne, lecz do nich należy też i pan Bronisław K., który niby to scala ludzi. Tak, scala. Tych z WSI, PZPR, SB...


Górnicy, szkoda waszego czasu i wysiłku! To nic nie pomoże! Takie sprawy rozwiązuje się przez wybory! Do jesieni niedaleko. Pogonimy tych złodziei!!!!!!!!!!!


Strasznie nudna ta cała „Ida” i propaguje kłamstwa o niedobrych Polakach zabijających żydów. W filmie nie ma ani słowa o Niemcach, którzy zabili miliony Polaków.


Kiedy wreszcie nasi scenarzyści i reżyserzy zaczną brać przykład od amerykanów i zamiast kręcić filmy upodlające Polaków, zrobią film o bohaterskich patriotach? Już od dłuższego czasu, ktoś sieje zakrojoną na szeroką skalę propagandę o „polskich obozach”.


A co na to pani Janda, pan Olbrychski? Pewnie „zadowoleni”. Że opluwa się nasz Naród.


a na końcu filmu brak mi tylko napisu: „źli Polacy mordowali z zapałem żydów i do dnia dzisiejszego nie spłacili ani grosza z przejętych żydowskich majątków! A oni przed wojną tak ciężko i uczciwie pracowali na te ulice i kamienice”... Ale film i tak ma dostać szmatławego oscara, to napis niepotrzebny. Bo i tak będą to to puszczać na całym świecie.


Wychodzi na to, że to my zrobiliśmy HOLCAUST, a nie niemcy.


Do walki z Kościołem czy religią rzuca się najgorszy, pozbawiony skrupułów sort ludzi. Powiedzmy szczerze: genetyczny odpad.


szczujnia tvn znowu atakuje nasz kościół


...lewactwo upadło tak nisko, że ich jedynym działaniem są drobne, chamskie i wulgarne uszczypliwości, inwektywy, czy ordynarne ataki na kościół...


To całe gender jest tak samo zakłamane jak komunizm. Ci ludzie są podobnego ducha, stosują podobne metody, manipulacje i kłamstwa. To są ateiści. W miejsce Boga podstawili co innego.


Ci sami ludzie, którzy głosili stalinizm, teraz głoszą genderyzm i stosują podobne metody.


Dzisiaj atak na Kościół jest ogromny. Widzimy to przecież wszyscy... Tak samo biczowali i naszego Pana. Ale oni dobrze wiedzą, że źle robią i że zostaną skarceni przez Boga. Na własną zgubę to czynią.... Nam nic nie zrobią bo „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka”. Owszem: przyczynią się jeszcze do naszej świętości, byśmy będąc doświadczani, okazali się lepiej wypróbowani. Ateiści przyczyniają się do naszej świętości. „Błogosławieni jesteście gdy ludzie wam urągają i z mojego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.


Ateiści odrzucili Boga i uważają się za nadludzi .Wyznawcy komunizmu dopuszczali się największych ludobójstw w dziejach świata. A kiedy przez swoje straszne zbrodnie i katastrofy gospodarcze komunizm się skompromitował, to jego wyznawcy potrzebowali innej ideologii. Teraz tą ideologią jest gender.


pozamykać tych złodziei z PO nareszcie......tych antykatolickich lewaków


(...)


  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Wniosek:

jaki pieprznik w twoim domu, taki w całym kraju.

Trzeba się teleportować na Księżyc
avatar
Prorocze.

Taki mamy dzisiaj dzień kobiet (patrz nagłówek), że klękajcie narody!
avatar
Tylko co tu się dziwić Polkom, że wyszły w końcu na ulice?? W naszym unijnie dotowanym raju nad Wisłą 15 milionów Polaków żyje w niedostatku.

(patrz dane GUS z lipca 2020)
© 2010-2016 by Creative Media
×