Przejdź do komentarzyLiść 12
Tekst 24 z 26 ze zbioru: Liście
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2020-01-28
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń105

  Paradoksalnie czasem bardziej mi Ciebie brakowało, gdy byłeś w swoim domu. Wspinałam się na wzgórze nad miastem i patrzyłam w stronę, gdzie za niewielkim zalesionym garbem znajdował się Twój dom. Nie było go widać, jedynie wiedziałem, że leży w tym kierunku. Wiedziałem, że jesteś w domu, wyobrażałem sobie, jak po nim chodzisz, zajęty pomaganiem swoim rodzicom.

Zastanawiałam się, jakie masz spodnie, jaką koszulę dziś ubrałeś, czy się rano ogoliłeś.

Próbowałem z ruchu wiatru, szelestu liści odczytać, w jakim jesteś nastroju, co zaprząta Twoją głowę.

Miałam co chwilę odruch, aby sięgnąć po telefon, na szczęście ta stąpająca twardo po ziemi część mnie samej mówiła z naciskiem:

- Daj jej nacieszyć się rodziną. Oni są najważniejsi.

Stawałem więc twarzą w Twoją stronę, uśmiechając się ciepło do wzgórz, do olszynowych zarośli w wąwozie z potokiem, do pędzących chmur. Miałam wrażenie, że te uśmiechy docierają do Ciebie, choć nie jesteś ich świadomy. W jakiś sposób je odbierasz, może pocierając charakterystycznie twarz prawą dłonią.

Zresztą nawet w normalnym kontakcie trudno było dotrzeć do głębi Twojej duszy. Zdarzało się to tylko czasami, gdy odsłaniałaś się, może przez nieuwagę, lub niedobór energii.

Wracałam ze wzgórz do mieszkania i zasypiając, gdy gasły wszystkie obrazy, zapisane w pamięci, czułem delikatną nić, pasmo kolorowej pępowiny łączącej nasze serca.

To była bliskość.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×