Przejdź do komentarzyRozdział Vll Krwawe przejścia
Tekst 8 z 8 ze zbioru: Niebezpieczne czasy
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2020-01-28
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń111

Hrabia Spen wszedł ostrożnie, patrzył wokół siebie.

Na ziemi leżało ciało rycerza, Spen nachylił się ofiara miała poderznięte gardło.

Wtedy go zaatakowano. Spen szybko sparował, i stanął na nogi. Ten, który uderzył, był ubrany w czarne ubranie z kapturem na głowie.

Uderzył z góry, Spen szybko sparował cios. I uderzył pod skosem, przeciwnik sparował. Odzieli się od siebie.

- Kim jesteś – spytał Spen.

- Kimś kto Cię zabije.

Ruszył na Spena zadając cios z góry, szybki ruch odbił uderzenie kontratakował.

Wtedy okazało się ze jest jeszcze drugi.

Spen nie chciał ryzykować starcia z dwoma na raz. Wiec postanowił szybko pokonać pierwszego.

Uderzył a góry, odpychając przeciwnika, znów uderzył z całej siły. Wszedł nisko i ciął po udzie. Chciał zabić go ciosem z góry, ale ten sparował. Spen odepchną go.

Hrabia Spen schylił się po leżący na ziemi miecz zamordowanego rycerza. Obrócił się i uderzył przeciwnika z góry, ten sparował ale druga klinga miecza wbiła się w brzuch. Wtedy pociągną ręką z góry w dół, górne ostrze.Hrabia Spen wszedł ostrożnie, patrzył wokół siebie.

Na ziemi leżało ciało rycerza, Spen nachylił się ofiara miała poderznięte gardło.

Wtedy go zaatakowano. Spen szybko sparował, i stanął na nogi. Ten, który uderzył, był ubrany w czarne ubranie z kapturem na głowie.

Uderzył z góry, Spen szybko sparował cios. I uderzył pod skosem, przeciwnik sparował. Odzieli się od siebie.

- Kim jesteś – spytał Spen.

- Kimś kto Cię zabije.

Ruszył na Spena zadając cios z góry, szybki ruch odbił uderzenie kontratakował.

Wtedy okazało się ze jest jeszcze drugi.

Spen nie chciał ryzykować starcia z dwoma na raz. Wiec postanowił szybko pokonać pierwszego.

Uderzył a góry, odpychając przeciwnika, znów uderzył z całej siły. Wszedł nisko i ciął po udzie. Chciał zabić go ciosem z góry, ale ten sparował. Spen odepchną go.

Hrabia Spen schylił się po leżący na ziemi miecz zamordowanego rycerza. Obrócił się i uderzył przeciwnika z góry, ten sparował ale druga klinga miecza wbiła się w brzuch. Wtedy pociągną ręką z góry w dół, górne ostrze

miecza spadło na bark przeciwnika, tną aż do klatki piersiowej.

Wyciągnął miecz z brzucha i ciął jeszcze po szyi, krew siknęła na bok. Ofiara padła na ziemie.

Drugi podszedł i uderzył szybko. Spen sparował i uderzył drugim mieczem. Ale ten był lepszy od tego, którego zabił przed chwilą.

Spen atakował, a ten sparował i robił uniki. Spen ciął w głowę, przeciwnik zrobił unik i atakował. Spen obrócił się, i uderzył mieczem, człowiek w kapturze wybił Spenowi miecz, ale Spen odchylił się i ciął go w twarz. Spadł mu kaptur, a na jego twarzy pojawiła się długa linia od prawego policka do lewego, pełna krwi.

Rzucił się na Spena, ten bronił się.

Spen uderzył wypychając miecz w dół, obronił się i uderzył. Ale Spen sparował. Spen uderzył trzymając miecz w jednym ręku, miecze skrzyżowały się. Druga ręka Spen sieknęła po sztylet, który zatopił w gardle przeciwnika. Ten padł plując krwią. Spen musiał wygrać  nie ważne w jaki sposób. W tym momencie wbiegli strażnicy.

- Panie nic Ci nie jest – spytał jeden z nich.

- Nie, ale posłańcy królowej są martwi. Przeszukać tu każdy kąt.

- Tak Panie



*


Eryk ruszył w ślad za tajemnicą postacią, która mignęła e świetle pożaru.

- Stój – krzyknął Eryk.

- Łapać go! – krzyknął Eryk.

W ciemnościach widział tylko ruchy, po których ktoś padł. Gdy podbiegł blisko zobaczył dwóch martwych strażników. Eryk wybiegł za bramę.

- Stój – krzyknął.

Wcześniej podniósł włócznie od zabitego strażnika.

Eryk rzucił włócznią a tajemnica postać po tym schyliła się.

Nagle wyskoczył z cienia, Eryk zrobił unik. Eryk miał miecz w ręku sparował kilka ciosów.

Eryk znów sparował i próbował kontra uderzyć, ale tajemnicy przeciwnik sparował jego ciosy. Eryk zaatakował od góry, robiąc dwa koła mieczem i uderzył od góry. Skrzyżowali miecze, tajemnica postać miała kaptur, spod niego było widać ciemne i źle oczy.

Uderzył Eryka głową, Eryk poleciał na ziemie.

Szybko wstał, zablokował kilka ciosów i uderzył z dużą siłą.

Eryk uchylił się od ciosu i uderzył od lewej strony do prawej. Ręka tajemniczego intruza odleciała daleko, miecz przebił jego klatek piersiową, patrzył Erykowi w oczy. Eryk wyciągną miecz, całą klinga była we krwi.

Eryk otarł klingę o jego ubranie. Nieopodal stał koń.

Eryk podszedł bliżej, w jukach coś było. Eryk je przeszukał, w środku był list. Eryk ruszył w stron bramy, przekroczył ją i staną blisko palącego magazynu, który starano się ugasić.

Eryk rozwiną zwój, choć było ciemno, przeczytał kilka zdań zapisanych na zwoju. Nie wierząc własnym oczom.

Oddziały specjalne Króla Rigen. Rozkaz osłabienie zaopatrzeniowe królestwa Elenory. Przekazać informacje na temat akcji „Poszukiwanie”.

Poszukiwanie – co to może być, jakie poszukiwania i kogo. I najlepsze oddziały specjalne Króla Rigen.

„Osłabienie królestwa Elenory.” To nie może im ujść płazem. – pomyślał Eryk. 

- Mój Panie – powiedział gwardzista. Co się stało?

- Ktoś podpalił magazyn, wiem kto, sam zbaczać. Dał mu list

- To nie możliwe – odpowiedział.

- Ten, u którego to znalazłem leży martwy przed bramą, po za tym zabił dwóch strażników przed bramą.

Rano wracamy do królowej, musze jej to dać.



*


Strzała leciała, Jakubin uchylił głowę, ale strzała nie leciała na niego, tylko na zakonnika obok. Strzała trafiła w szyje.

To zasadzka! – krzyknął Jakubin.

Poleciały kolejne strzały, jeden zakonnik dostał strzałą w oko, drugi spadł z konia bo strzała zabiła jego konia.

Zakonnicy złapali za tarcze i zasłonili się przed ostrzałem.

- Tam widzicie, w zaroślach, z koni! Uderzymy pieszo – powiedział Zygfryd, który obecnie dowodził.

W czasie zmiany pozycji padło jeszcze dwóch zakonników.

- Formować szyk! Dwa szeregi – krzyczał.

- Ty Jakubinie prowadzisz drugą linie. Ja poprowadzę pierwszą.

- Naprzód!

Poruszali się szybkim marszem, a później uporządkowanym biegiem. Trzymali tarcze wysoko i jeszcze pochylali głowy, by była kryta. Na nogach mieli kolczugi, ale strzały, które na nich leciały potrafiły jem rozerwać. Tak padło jeszcze czterech. Nagle przed mi wybiegło kilkunastu napastników, byli ubrani bardzo różnorodnie.

- To elfy, nie mogę uwierzyć – powiedział jeden z rycerzy.

Rycerze zakonni uderzyli w szyku na elfy.

Blok tarcz uderzył w naciągające elfy, a miecze cięły z góry. Jucha się polała. Zygfryd ciął po szyi kolejnego elfa.

Elfy używały różnych mieczy i nie nosiły w ogóle żadnego pancerza.

Rycerze zakonni bardzo szybko kładli kolejne elfy. Duże tarcz doskonale chroniły rycerzy zakonnych.

Od strony lasu, robiąc koło nadjechał oddział konnych.

Zygfryd uderzył tarczą elfa i wbił ostrze w brzuch.

- Jakubinie, zrób linie by powstrzymać konnych.

Jakubin sformował szyk. Pierwsza lina utrzymała się, w pierwszej szarży elfów. Ale Zygfryd ruszył w stronę lasu by pozbyć się łuczników.

Jakubin trzymał linie.

- Stać równo, jeden przy drugim. Podnieśli wysoko tarcze, pchając mieczami miedzy nimi.

Jakubin ugodził jednego z elfów w brzuch. Część koni spłoszyła się i rzuciła jeźdźców.

- Między nich – krzyknął Jakubin.

Elf uderzył z konia, Jakubin podniósł tarcze, miecz wbił głęboko. Jeden z elfów, który spadł z konia podbiegł do Jakubina, uderzył szybkim ciosem. Jakubin przyjął cios na tarcze i ciął mieczem o szyi.

Nadjechał kolejny, Jakubin uderzył tarczą konia, który rzucił elfa, zanim ten się poderwał został przebity mieczem przez Jakubina. Następny był cięty od klatki aż do nogi, krew trysnęła na Jakubina.

Reszta elfów rozpoczęła ucieczce. W tym czasie Zygfryd prowadził ludzi do lasu. Chronili się tarczami przed strzałami.

Zygfryd ciął napotkanego elfa, następny dostał tarczą, a później miecz przebił mu szyje.

Resztki uciekły, w las.

Jakubin stał, patrzył na pole, kilku elfów jeszcze walczyło.

Podbiegł, bił tarczą w twarz i ciął go po brzuchu. Następny elf uderzył mieczem Jakubina, zasłonił się tarczą i odepchnął go.

Zrobił koło ręką i ciął od prawej do lewej strony po szyj, krew trysnęła.

Ostatni nadbiegł, Jakubin zrobił ruch tarczą i kopnął elfa. Zanim upadł, Jakubin przebił go mieczem.

Resztki elfów porozbiegały się. Zygfryd wrócił z resztą ludzi.

- Już po wszystkim Jakubinie – powiedział. Nie sędziemu ich ścigać.

Po chwili wytchnienia zliczono zabitych i rannych. Poległo 15 rycerzy zakonnych, a 8 było rannych. Pozostałych 14 nie odniosło ran. Zliczono też ciała poległych elfów, naliczono ich 48 wszyscy zabici.

Po tym ataku zakonnicy szybko ruszyli w stronę zamku. Ale od tego czasu wszystko się zmieniło.


*


Postacie jechały w moim kierunku. Przyspieszyłem, skręciłem w kolejny zakręt. Ciągle podążali moim śladem. Jeden z nich już prawie mnie dogonił, wyjął miecz, już  wiedziałem ze nie ma zbyt przyjacielskich zamiarów. Skręciłem, zrobiłem koło zakręcając. Skierowałem się wprost na tego, który był najbliżej mnie. Wyjąłem miecz, jechałem wprost na niego, minęliśmy się. Ciąłem szybkim ruchem, z jego szyi trysnęła krew, ale on też mnie ciął, moje ramie trysnęło czerwienią.  Po kilku metrach zatrzymałem konia. Przedmą stało pięciu konnych.

Jeden z nich w czarnym kapturze odezwał się.

- Nasz towarzysz zbyt szybko rozpoczął, odpowiedź na nasze pytanie, a pozwolę                          Ci odjechać.

- A jakie to pytanie? – zapytałem.

- Gdzie jest dziewczynka – spytał.

- Nie wiem o czym mówisz – odpowiedziałem.

- Ostatnia szansa, odpowiedz a pozwoliły Ci odjechać, s przeciwnym razie zabijemy Cię.

- Nie wiem o czym mówicie, ale jeśli mnie zaatakujecie, zabije Was.

- No trudno, Wy dwaj z koni, a przyjmujesz pojedynek? – spytał.

- Pojedynek dwóch na jednego.

Szedłem z konia. Ci dwaj zbliżali się. Obydwaj wyjęli miecze, jeden wyprzedził drugiego i doskoczył w moim kierunku. Dobyłem miecza, zablokowałem cios, odepchnąłem go, ciąłem, ale zablokował. Uderzyłem z góry, znów zablokował. Ale wtedy kopnąłem go w korpus i szybkim ruchem ciąłem od lewej do prawej strony.

Zanim upadł zaatakował drugi, szedłem do prawej strony, unikając jego ciosu i ciąłem po szyi, krew trysnęła strumieniem.

Jeden z konnych nadjechał próbował uderzyć kościeniem, ale nie trafił.

Drugi ciął mieczem, ale ten cios sparowałem. Gdy zrobił nawrót, przebiegłem na lewą stronę, by przestraszyć konia, drugi wychował przed pierwszym. Wtedy szybkim pchnięciem wbiłem ostrze w ciało pierwszego, tego z mieczem. Gdy ten spadł, drugi uderzył w powietrze. Złapałem drugi miecz. Gdy zrobił nawrót, zasłoniłem się pierwszym mieczem, a drugim godziłem. Spadł z konia, doskoczyłem do niego i przebiłem go mieczem. Zanim zdążyłem go wyjąć, Nadjechał ostatni, noszący kaptur na głowie. Ciął po klatce piersiowej, ale klinga lekko cięła ciało. Zawyłem z bólu, strużki krwi strzeliły. Wyjąłem miecz, ale położyłem go na ziemie. On szedł z konia. Podszedł z tyłu, podniósł miecz, ja czekałem.

Jego ręka spadała do ciosu, ja podniosłem rękę z mieczem do góry, ciąłem wzdłuż nadgarstka, tak że od razu wypadł mu miecz. Stanąłem szybko, robiąc łuk,  ciąłem wzdłuż jego uda. Upadł na kolano, a ja stanąłem z tyłu za nim, podkładając mu miecz do gardła.

- Mów kim jesteś do cholery! – krzyknąłem.

Po chwili milczenia.

- Mów psie!

- Jestem z oddziału specjalnego wojsk cesarza Rigen.

- Kogo kurwa! Jakiego kurwa cesarza! Rigen na króla.

- Koronował się na cesarza. Jestem z wojsk specjalnych, miałem znaleźć dziewczynkę.

- Czy to ty mnie szukałeś wcześniej? – spytałem.

- Tak, trudno było cię wytropić, mówili że jesteś dobry.

- Co jeszcze wiesz?

- Że macie przejebane, cesarz was zniszczy, nie macie szans z naszą armią.

- Zobaczymy, a mam do ciebie ostatnie pytanie.

Czy wiesz co się stało z człowiekiem, który mnie szukał, wypytywał?

- Tak, to on powiedział mam trochę o Tobie. A później zabiłem go, ale piszczał jak baba jakaś.

- Obiecałem przyjacielowi, że jak znajdę tego, który to zrobił. Że go zabije. A z dziewczynką wszystko dobrze, jest bezpieczna.

Zrobiłem ruch w prawą stronę. Jego gardło zalała krew, trzymałem go, gdy krew ściekła mu na klatke, puściłem go, wytarłem miecz o jego ubranie. Schowałem miecz i wskoczyłem na konia.

Oj ta rana boli.

Ruszyłem w drogę.



*



Na ceremonii byli wszyscy dowódcy wojskowi, arystokracja i urzędnicy.

Cesarz nałożył sobie koronę na głowę. Od teraz nosił tytuł cesarza, Rigen stało się cesarstwem. Cała wypełniona sala mówiła. Niech żyje cesarz Medern Vap Mira aper Vkolle!

Niech żyje cesarstwo!

Niech żyje potęga!



*



Hrabia Spen był niezadowolony, przy trupach niczego nie znaleziono. Wysłał posłańców do królowej, żeby zawiadomić Ją o zaistniałej  sytuacji.

Jego ludzie przeszukali okolice, ale niczego nie znaleźli. Ale to dopiero początek.


*



Eryk odbył rozmowę z królową, która nie przebiegła zbyt pomyślnie. Królowa była wściekła.

Kazała Erykowi przeszukać okolice, co prawda magazyn udało się ugasić, ale taki czyn nie może ujść płazem. Królowa również wysłała list, który wzywał ambasadora Rigen, który złoży wyjaśnienia.

Eryk wie że to co może się wydarzyć, może nie być zbyt ciekawe.



*


Jakubin wrócił do zamku. Po bitwie przy drodze, zawiadomiono Króla Fryrii, który wysłał oddziały do patrolowania okolic. Zakonnicy mieli zorganizować oddział, który będzie  pomagał wojsku tępić elfy.

Elfy, które rozpoczęły walkę, niewiadomo czemu. Ale ta walka zmieni losy obecnego świata. Jakubin oparł się ścianę, czekała go dużo roboty.



*



Cesarz siedział, w Sali było jeszcze trzech ludzi.

- Misja się nie powiodła, ptaszki donoszą że pożary się nie udały, oddział, który miał złapać  dziewczynek przepadł nie ma od nich żadnych informacji.

- Masz się dowiedzieć, co się z nimi stało. Ty Anavond wydaj rozkaz szkolenia wojowników ze stepów. A i potrzebuje tysiąca młodych pełnych miłości do mnie rycerzy, którzy dołączą do mojej dywizji, która jest pod moim dowództwem, liczy sobie 2000 weteranów i tysiąc pałającej do mnie miłością rycerzy, ale brakuje mi młodej krwi – skończył mówić cesarz.

- Cesarska Mość zrobię co należy.

- A ty zajmij się tą sprawą z pożarami wytłumacz to dyplomatycznie królowej.

Wszyscy trzej, minister spraw zagranicznych i dyplomacji, szef tajnych służb i naczelny dowódca Feldmarszałek Anavond var Imir patrzyli na cesarza ze strachem w oczkach.

- A jeszcze coś jakiś czas temu zniknęła nasz konwój handlowy, chcę wiedzieć co się stało. Czy to piraci, czy sztorm, burza. Chcę po prostu wiedzieć co się stało. Skoro wszyscy wiecie co robić możecie odejść.




*


Jechałem, rana na piersi choć nie głęboka bolała, rana na barku bolała bardziej bo była głębsza.

Jechałem już pół dnia, przed sobą zobaczyłem konnych, karawanę.

Z tyłu jechało czterech zbrojnych, przed nimi jechały dwie kobiety, były ładnie ubrane, przed nimi jechało kolejnych czterech zbrojnych.

Nagle powietrze przesyła strzała, jeden z konnych spadł.  Drugi opuścił nisko głowę i strzała odbiła się od jego zbroi. Trzej rycerzy z tyłu ruszyło w stronę strzelców.

Przyspieszyłem konia.

Z ścieżki z małego lasku wyjechało pięciu konnych. Rycerze z przodu ruszyli w ich kierunku.

Byłem już blisko, obje kobiety obejrzały się  w moją stronę.

Byłem już naprawdę blisko, wtedy zobaczyłem ze jeden z konnych, którzy wyjechali z lasu przebił się i jechał Na wprost. Lewa ręka wyciągnęła miecz, on  był już blisko dwóch kobiet, które były na koniach, od strony lasu ruszyły jeden z rycerzy.

Wziąłem miecz jak oszczep, podniosłem rękę i rzuciłem. Miecz trafił w bandytę, ale zderzyłem się z jego koniem, poleciałem do przodu, a on na bok.

Obje kobiety zeskoczyły z koni. Stanąłem, spojrzałem w tył, rycerz wracający z lasu pokonali już łuczników, z boku nadjechał ten, który ruszył wcześniej. Bandyta, w którego rzuciłem mieczem stanął, rycerz ciął go mieczem. Bandyta padł.

Zrobiłem kilka kroków do przodu, poleciałem wprzód, jedna z dam złapała mnie, spojrzałem Jej w oczy, były brązowe i miały coś w głębi. Była brunetką, miała rozpuszczone włosy, druga była blondynką, szybko podbiegła bu pomóc pierwszej mnie przytrzymać.

- Jestem Peoniusz Waleczny, jestem rany – powiedziałem słabym głosem.

- Nic nie mów – powiedziała czarno włosa, pomożemy Ci.

Obje mnie trzymały, nagle poczułem żelazną rękę rycerza, to ten który zabił tego , w którego rzuciłem mieczem. Trzymał mnie z tyły, by pomóc dwóm niewiastom.

Zamknąłem oczy.

Słońce powoli schodziło coraz niżej.


Koniec tomu pierwszego







  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×