Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /28
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-06
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń183

Pułkownik spojrzał na zegarek, nie wiedząc, co robić.


- A dokąd pan wyjeżdża? Daleko?

- Bardzo daleko. Do Moskwy.

- Proszę poczekać... Ja zaraz, może... może mi się uda... - I, nie tracąc czasu na dalsze wyjaśnienia, Masza Makarowa pobiegła na widownię, zostawiając go samego w pustym foyer.


Po jakiejś minucie przyszła zadyszana Galina Pietrowna. Miała buty na wysokich obcasach i taką samą jak jej koleżanka, długą do ziemi spódnicę, a na plecach narzuconą wprost na wojskową bluzę chustę, której końce trzymała zaciśnięte w dłoni jak na tej swojej starej fotografii, którą miał w kieszeni na piersi.


- Co się stało? - chwytając zimnymi rękoma obie jego dłonie, zapytała. - Wyjeżdżacie? Kiedy, po co, czy na długo?


Lotnik, wciąż tak przez nią trzymany za ręce jak małe dziecko, z trudem zbierając myśli, odparł, że jedzie do Moskwy raczej już na stałe, że od dzisiaj tam właśnie będzie służyć, i wyjeżdża nocnym pociągiem.


Galina Pietrowna milczała. Tak była oszołomiona nieoczekiwaną wiadomością, że nie zdążyła pomyśleć, że Połynin będzie służył nie w Murmańsku, a tam, gdzie ona, i będą w Moskwie razem. Póki co, wiedziała jedno: już go traci, a co będzie dalej - jeden Bóg wie.


Jej ramiona zadrżały, i, puszczając jedną dłoń pułkownika, pośpiesznie wytarła łzy końcem chustki.


- Kochanie, - ujrzawszy, że zaraz się rozpłacze, przeszedł nieoczekiwanie na *ty* i objął ją, czując ciepło okrywającej jej plecy chusty, - jak już skończycie tutaj te swoje występy, przyjedź do Moskwy i wyjdź za mnie za mąż... Jeśli, oczywiście, nie sprzeciwiasz się temu.


Nic na to nie odpowiedziała, a tylko oparła głowę na jego piersi i, przez kilka minut przytulając się do niego, stała i płakała nad jego prostymi dobrymi słowami. I kiedy tak chowała mokrą twarz w jego ramionach, wciąż nie mogła zapomnieć strasznych proroctw Maszy: *Jutro wyjdziesz za mąż, a pojutrze ci go zabiją!*


W końcu głośno zaszlochała, oderwała się od niego, poszukała w kieszeni swojej teatralnej spódnicy chusteczki, pociągając nosem jak mała dziewczynka, zaczęła wycierać buzię, i, podniósłszy oczy na Połynina, kompletnie bez zastanowienia odpowiedziała w ten sam prosty sposób co on:


- Dobrze, przyjadę. O której masz pociąg?

- Dokładnie o 21:00.

- Będę na dworcu, zdążę już po koncercie, - pomyślawszy, rzekła. - Poproszę, żeby przestawili mi czas numeru, i zdążę.

- Prokofiewa, na scenę! - wychylając się zza drzwi i rozglądając się dookoła, zawołał pomocnik reżysera. - Czekamy na panią.

- Muszę iść, - powiedziała, - zatrzymano przeze mnie repetycje.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dziękuję za kolejne tłumaczenie. Czytam wszystkie, choć nie wszystkie komentuję. :)
© 2010-2016 by Creative Media
×