Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /30
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-08
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń192

I Masza, i lotnicy zostali w tyle na peronie, a Gricko wciąż jeszcze jechał, razem z nim stojąc na stopniu wagonu i trzymając się poręczy. Nie chciał nic więcej mówić po tym, co już powiedział, a po prostu nijak nie mógł się z przyjacielem rozstać. Tak więc jechali, stojąc twarzą w twarz i uśmiechając się do siebie - Gricko szeroko, od ucha do ucha, a Połynin ze strachem, gdyż pociąg nadal przyspieszał.


- No, to trzymaj się! - powiedział w końcu major trzeźwym głosem i, oderwawszy swoją prawicę od poręczy, krzepko ścisnął jemu dłoń, po czym odwrócił się, i, ugiąwszy kolana, zręcznie zeskoczył w wielką zaspę.


Jeszcze przez kilka sekund pułkownik przez kłębiący się za pociągiem śnieg widział jego wysoką postać z podniesioną ręką, potem zniknęła i ona. Połynin wszedł do przedziału, po czym, lekko podciągnąwszy się na rękach, wlazł na górną półkę, zdjął swoje zaśnieżone unty, porządnie otrzepał, podłożył je sobie pod głowę i wygodnie się wyciągnął, nakrywając pierś skórzaną kurtką. To, że Galina Pietrowna jednak nie przyjechała pożegnać się z nim, rozgoryczyło go, ale nie uraziło: nie mogła być na dworcu, skoro pracowała. To, że była artystką, w jego sercu nadal budziło jakiś cień niepokoju, jednak z drugiej strony, podobało mu się, że ma ona swoją własną pracę, i nie jest jedynie ot, tak tylko piękną kobietą.


Przeleżawszy tak kilka minut z zamkniętymi oczami, przy nikłym świetle palącej się pod sufitem w kącie lampki rozłożył i przeczytał jej liścik.


W foyer murmańskiego teatru, żegnając się z nim, była z nim na *ty*, jednak na karteczce pisała, znowu przechodząc na *pan*: *Bardzo proszę pana o jedno: proszę siebie chronić, chronić i jeszcze raz chronić! Obiecali nam, że do Moskwy wrócimy 20. grudnia. Niech pan jeszcze tego samego dnia koniecznie do mnie zadzwoni*. I dalej był jej numer telefonu i litera *K* -  a więc chyba to gdzieś w centrum...*)


Lotnik złożył karteczkę i schował do kieszeni swojej wojskowej bluzy w sam jej kącik. Potem przypomniał sobie o liście, który w ostatniej chwili wsunęła mu Masza Makarowa, i który miał wrzucić do skrzynki pocztowej, jak już będzie na miejscu. Dla większej pewności postanowił przełożyć go z kurtki również do tej ważnej kieszeni w bluzie. Na kopercie był adres: Wiktor Wasiliewicz Bałakiriew, zaułek Płotnikowa 11/4, Moskwa. Nadawca: G.P. Prokofiewa, hotel *Arktyka*, Murmańsk.


Znaczka nie było. *Muszę go nakleić, zanim wrzucę do skrzynki*, - pomyślał, i, złożywszy list na pół, wsunął do kieszeni, w której trzymał zdjęcie i karteczkę od Galiny.


............................................


*) Moskwa jest 5 razy większa od Warszawy; to ogromna metropolia. Podobnie jak w Nowym Jorku telefony przed wojną zaczynały się tam od liter, oznaczających poszczególne jej dzielnice

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×